czwartek, 30 czerwca 2016

Rozdział 34

Zastanawiam się, czy nie wysłać 2 części YL na e-maile, więc możecie napisać swoje, dzięki i miłego czytania :*

- Muszę wyjść do toalety – wydyszałam, kiedy wzrok Zayna skierował się na mnie. Nie był zadowolony, że mu przerwałam.
- Proszę – odparł Greq, ponownie skupiając się na Maliku. Przypadkiem sama podarowałam mu przelotne spojrzenie, rejestrując to, jak bardzo był wytrącony z równowagi i czymś zawiedziony. Zły, że nie podjęłam gry i wolałam milczeć.
Wstałam z dziwną odwagą i podążyłam w kierunku drzwi. Szłam powoli, czując niesamowity ból z każdym krokiem. Raniło mnie to, że nic nie układało się dobrze w moim życiu. Że zakochałam się raz i już musiałam spisać każdą emocję na straty.
Jaki tkwi sens w dawaniu nieodwzajemnionej miłości osobie, która kocha po raz pierwszy? Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie chciał zakochać się ponownie, jeśli musiał wielbić za dwoje.
Rzuciłam ostatnie spojrzenie w kierunku Zayna i zachłysnęłam się swoim gniewem. Nie umiałam odczepić od jego imienia słowa: gwałciciel. Ta nazwa wydawała się przywrzeć na wieki, żałowałam, że nie mogę ostrzec innych dziewczyn.
Nagle najważniejszą myślą było, ile Malik wykorzystał przede mną. Przyspieszyłam kroku, wpadając do łazienki zbyt gwałtownie, niż powinnam. Objęłam rękami deskę klozetową i zwymiotowałam liście oraz korzenie mojej porannej sałatki. Albo jedzenie musiało być nieświeże, albo tak tragicznie działał na mnie widok Zayna.
Zabawne, jak jedno wydarzenie może diametralnie zmienić nastawienie do kogoś, kogo wiecznie broniłam własną piersią. Czemu ignorowałam słowa każdego człowieka, który chciał wybić mi z głowy Malika? Wszyscy jednogłośnie mówili o nim źle, ja chciałam być wyjątkiem. Starałam się go zmienić, dążyłam do tego, by stworzyć z Zayna zupełnie inną osobę. 
Więc co mi się w nim podobało? Nie chodziło o wygląd, mogłam to mieć, mogłam patrzeć na niego bez przerwy i być tym spełniona. Ale ja żądałam kontaktu, chciałam, żeby podzielił się ze mną swoim życiem, żeby powiedział, czemu ostatnio był taki zdenerwowany, jak niesprawiedliwie ocenili go nauczyciele, ile wypił ostatniej nocy, o co pokłócił się rano z rodzicami, jakiej piosenki ostatnio słuchał i dlaczego miał dosyć ludzi. Chciałam być jego przyjacielem, nie żeby go naprawiać, ale by oszacować straty.
Ochlapałam twarz chłodnym strumieniem wody i spojrzałam w swoje odbicie. Chyba gdybym nie wyszła do łazienki, nie podjęłabym podobnej decyzji. 
Musiałam zmienić szkołę. 
Dzisiaj moja matka odbierze dokumenty i zaniesie do innego liceum. Nie widziałam innej szansy na spokojne życie.
Nie z Zaynem.
Nie z uczuciem, które sprawiało, że czułam się źle.
Było niezręcznie, bo w głębi duszy liczyłam na to, że Malik pobiegnie za mną. W filmach zawsze tak się działo. Czekałam na to, aż powie mi o tamtej nocy, o tym, że zdążył nas zatrzymać i zapobiegł wszystkiemu, o tym, jak silne są jego uczucia do mnie i w jakim stopniu męczy go bezsilność i oczekiwanie. O tym, że pragnie mnie mimo tego, iż mi udało się przestać.
- Nie becz, Effie. Najgorszy dzień minie z dzwonkiem.
Oczywiście, że Brett. Gorzej byłoby tylko, gdyby Vic tutaj weszła. Na szczęście nie płakałam, niczego nie mogła mi zarzucić. Skrzyżowałam ramiona w celu dodania sobie samej odwagi i oparłam się o zlew.
- To dobry dzień – stwierdziłam.
- Hm, słyszałam co innego.
Bo wy tylko słuchacie tych cholernych plotek.
- Nie moja sprawa.
- Nikt nie wydaje się pocieszony tym faktem, mogłaś chociaż się powstrzymać i nie starać się być w centrum uwagi – prychnęła. – Chociaż nie dzisiaj. A teraz wracaj na lekcję, Greq mnie po ciebie przysłał.
- Ciebie? – fuknęłam.
- Nie masz przyjaciół, nikt nie chciał iść. Nie dziw się tak. – Złośliwie poklepała mnie po plecach i zaśmiała się szyderczo.
Już miała coś dodać, kiedy rozbrzmiał jej telefon. Wyjęła go szybko z kieszeni, prawie upuszczając i spojrzała na mnie z roztargnieniem po odczytaniu wiadomości. Miałam wrażenie, że ktoś się o mnie upominał.
- Przyjdź dzisiaj przed północą na Silver Alley. Nie będziesz żałować.

W domu panowała cisza. Rodzice siedzieli na wprost mnie z beznamiętnymi twarzami, ich myśli galopowały w coraz to dalsze wnioski. Siedziałam sama i zniecierpliwiona, wiercąc się na krześle. Nigdy nie przeszkadzał mi rodzinny obiad tak bardzo, jak tego dnia. Było życzliwie na siłę. Cicho, bo nie wiedzieliśmy, który problem poruszyć najpierw.
- Jak w pracy?
- Ojciec awansował – powiedziała matka, bo tata w tym czasie kończył lampkę wina. Na trawienie, jak to on mówił. Wiedziałam jednak, że pił po to, by wytrzymać tutaj w milczeniu i bez stresu.
Ten dom nie był miejscem, gdzie się dobrze czułam. Nigdzie nie czułam się dobrze. Nigdy nie zasnęłam tak spokojnie jak tamtej jednej nocy z Zaynem.
- To świetnie – powiedziałam prędko, nie chcąc zbaczać myślami do mrocznego dupka. – Mam nadzieję, że nie będziecie musieli wyjeżdżać.
- Nie. Praca w mieście – odparł ojciec w końcu, uśmiechając się do mnie delikatnie. – A jak w szkole? 
Zwilżyłam gardło wodą i wepchnęłam w siebie duży kawałek mięsa. Zayn nie mógłby tego zjeść, bo wyznawał Islam. Ciekawe, czy by mu smakowało.
- Jeśli chodzi o naukę, to jest dobrze, ale ograniczają mnie ludzie. Jestem źle traktowana i to sprawia, że gorzej się przykładam do lekcji.
- Skarbie, przepraszam, miałam się tym zająć, lecz wypadło mi całkiem z głowy – zaczęła mama, odkładając sztućce i wpatrując się we mnie wnikliwie. Musiałam dobrze to rozegrać.
- Chcę się przepisać do innej szkoły tak szybko, jak się da.
- Chodzi o kogoś konkretnego? Ktoś cię gnębi? Nauczyciele dają ci za dużo luzu? – Ojciec nie uważał, że kontakty z ludźmi są ważne, dlatego nie mogłam powiedzieć mu prawdy.
Nie mogłabym nigdy się przyznać do tego, co mną kierowało. Kocham chłopaka, który mnie zgwałcił, który wszystko załatwia przemocą, jest uzależniony od papierosów, hazardu i imprez. Rzuca słowa na wiatr, każąc mi je łapać, zmuszając, bym tańczyła dokoła nich. Chłopaka, który obiecał mi samotność w jego towarzystwie.
- Chodzi głównie o naukę, wiesz, że nie przejmuję się uczniami. Nauczyciele nie mogą dać mi wiedzy, jakiej potrzebuję, tutejsi ludzie nie chłoną tak wiedzy i przez nich powoli ruszamy dalej.
- Trzeba to zmienić, ale przeniesienie do innego liceum jest zbyt kłopotliwe. Co z podręcznikami, dojazdem. Profesorowie cię dobrze znają, w kolejnej szkole będziesz musiała im pokazać, że jesteś najlepsza – stwierdził ojciec, przeżuwając powoli sałatę.
- Chodzi o tego chłopaka, Effie? – spytała mama, ale doskonale wiedziałam, że nie mogłam inaczej odpowiedzieć jak tylko:
- Tak.
- Jakiego chłopaka?! – Ojciec zmarszczył czoło i podniósł głos, spoglądał to na mnie, to na mamę.
Nie umiałam przekonać się co do jego opanowania. Jeśli powiedziałabym prawdę, ojciec zrobiłby wszystko, żeby zniszczyć życie Zayna. Nie wiedziałam tylko, czy dałby radę go pokonać.
- Twoja córka przeżywa pierwsze zauroczenie, oczywiście nieodwzajemnione. I bardzo dobrze, że chce od tego uciec. Niech sobie nie pozwala zrobić krzywdy – wyjaśniła tacie, który nie wyglądał wcale na mniej zbulwersowanego.
- Dlaczego nie wiedziałem tego wcześniej?
- Bo….
- Ten chłopak nie jest ważny. Faktycznie lepiej by mi było, gdybym nie trafiała na niego codziennie, ale nie o niego chcę zmienić szkołę.
- Okej, rozważymy to z twoją mamą. Nie uśmiecha mi się, żeby jakiś nicpoń namawiał cię do złego.
Gdyby wiedział, ile razy już mu się udało.
- Dziękuję. Jest weekend, więc moglibyście teraz…
- Liceum Świętego Patryka to najlepsze liceum w Bradford. Co prawda na samym końcu miasta, ale kursuje bus w tamtą stronę.
Miałam wiele sprzeciwów, które zamknęłam w weneckim lustrze. Wolałabym być zamknięta w pułapce. Gdybym była uwięziona, nie żałowałabym wyborów. Odebrana wola wydawała się zbawieniem, dopóki nie zrozumiałam, że jestem pozbawiona własnego zdania i życia od bardzo dawna. Nigdy nie mogłam robić czegoś, na co miałam ochotę – rodzice wymuszali na mnie niewinność, a ja wierzyłam im, że to wzór, którym muszę się kierować. Wierzyłam, że taka byłam. Okazało się jednak inaczej. Byłam grzeczna, bo nie znałam zła.
Pozwoliłam pocałować swoje usta, z jakich zniesiono smak modlitw. Nie tańcz z diabłem, jeśli chcesz wydostać się z piekła.
- Effie, odbierz w końcu.
Patrzyłam na matkę nieprzytomnie, zupełnie lekceważąc jej słowa. Myślałam kiedyś – lepiej kochać i stracić. Jak dobrze musiałam znać Zayna, żeby wiedzieć, co on myślał – lepiej wcale nie kochać.
Mama wydobyła za mnie telefon z mojej torebki. Zdążyłam ją uprzedzić i wyrwać, zanim przeczytała treść wiadomości.
- To alarm. Do nauki – wyjaśniłam. Kolejne kłamstwo, w dodatku zupełnie niepotrzebne. Zadziwiałam samą siebie.
- Jest piątek… na pewno nie chcesz zrobić czegoś innego?
Telefon wypadł mi z rąk, na szczęście upadek zamortyzował puchaty dywan przykrywający podłogę całej jadalni. Spojrzałam znacząco na mamę, zanim podniosłam komórkę i uniosłam brwi w górę, nigdy nie czując większego szoku.
Jednak świat potrafił zadziwiać.
- Czy ty mi proponujesz wyjście? Cóż, nie mam znajomych, mogłaś pomyśleć o tym kilkanaście lat temu, kiedy rzeczywiście miałam szansę na kontakt z ludźmi.
Najgorsze w moim zachowaniu było to, że doskonale wiedziałam, co robię i nie przestawałam krzyczeć. Nigdy nie uznawałam agresji za uczucie konieczne do wyrażania. Rodzice uczyli mnie tłamsić emocje do tego stopnia, że gdy poczułam miłość, wszystko inne wyblakło, ta miłość przekonywała mnie co do swojej wyjątkowości. Jednak to nigdy nie było nic specjalnego. To nigdy nie była nawet miłość. Miałam ochotę śmiać się gniewnie do końca świata.
- Jak ty się odzywasz do matki? – warknął ojciec, kończąc swój obiad i z hukiem uderzając talerzami, gdy odsuwał je na środek stołu. – Wychowaliśmy cię najlepiej, masz taką rodzinę, która daje ci wszystko, czego potrzebujesz.
- Nie mam ochoty dyskutować na ten temat – powiedziałam, pocierając palcami spocone czoło. Minuta dłużej i wybuchnę.
- Sugerujemy ci wyjście, a ty… a ty sprawiasz wrażenie nabuzowanej. Martwisz nas, Effie.
- Bo się stawiam?
- Buntujesz się i to nic z tego dobrego nie wyniknie.
Prychnęłam, arogancko zaglądając w telefon i uśmiechnęłam się złowróżbnie. Czułam satysfakcję, chyba powoli rozumiałam złośliwość Zayna. Czułam się jak Bóg.
- Właściwie to wychodzę dzisiaj wieczorem. Nie wiem, kiedy wrócę.
Mówili coś, ale uznałam wybór ubrania za rzecz ważniejszą. Nie zależało mi na niczym, bo skoro miałam niedługo zmienić szkołę, czy istniało coś, co mogłoby zepsuć mi humor?
Gdyby nie wiadomość od Alexa, nie pamiętałabym wcale o zaproszeniu Brett. O jakimś tajemniczym spotkaniu koło północy. Wszystko to było jakąś chorą zagadką. Myślałam tylko o tym, żeby nie spotkać dzisiaj Zayna i żeby się nie pojawił na Silver Alley, ale kiedy ubierałam bluzkę, kierowałam się jego ulubionym kolorem. Napisałam do Alexa,  chcąc udowodnić swoją obojętność wobec Malika, że jeśli on tam będzie, to uduszę go na oczach wszystkich. Alex odpisał, że Zayn nie został zaproszony. Wyszłam bez pośpiechu, czekając, aż złapią mnie śpiący rodzice.
Musiałam jechać ostatnim kursującym autobusem, który wysadził mnie na rogu jednej z opuszczonych ulic. Nie dość, że na miejsce musiałam dojść spory kawałek, to jeszcze byłam sporo za wcześnie.. Zaczęłam drżeć na myśl, że jeśli ktoś by mnie teraz napadł, nie znalazłabym pomocy, bo to miejsce wiało pustką. Podobną do tej, w jakiej spotkałam się wiele razy z Malikiem, w jakiej poznałam kogoś, kto okazał się gwałcicielem i zbrodniarzem. Od zawsze bałam się chodzić sama po mieście w nocy, a tym bardziej podążać starymi zaułkami, jednak teraz czułam potężniejszy strach. To musiała być obsesja, jeśli bez przerwy rozglądałam się za podejrzanymi osobami.
Słyszałam głośne piski wydawane przez auta i krzyki ludzi. Szłam w ich kierunku, rozpoznając w krzykach Brett.
-Gdzie wy mnie, do cholery, zaprowadziliście?! - warknęłam sucho, przyspieszając kroku. Moje tenisówki nierozważnie wchodziły w każdą kałużę i błoto.
Minęłam jakiś zakręt i zastygłam w dezorientacji. Otworzyłam buzię ze zdziwienia na widok ogromnego placu zapchanego ludźmi i autami. W pierwszej chwili nie miałam kompletnego pojęcia, gdzie się znajduję, ale fakty zaczęły do mnie docierać w kolejnych sekundach.
Wyścigi?! Czy właśnie wstąpiłam na teren niebezpiecznych rajdowców, którzy mogą mnie zabić w każdym momencie? Do mojej głowy wpadło ostrzeżenie, żebym nie pokazywała się nikomu, dlatego schowałam się za cuchnący kontener i w ciszy podeszłam bliżej skupiska ludzi.
Udało mi się słyszeć rozmowy niektórych. Wyłapywałam tylko niektóre słowa, ale dzięki ich podnieceniu i satysfakcji doszłam do wniosku, że dzisiaj miał się odbyć jakiś ważny wyścig. Może Alex też ma w tym jakiś udział i chce mi pokazać swoje osiągnięcia? Może chce mnie wystraszyć? Póki co świetnie mu to wychodzi. Ale nie rozumiałam interwencji Brett. Nic nie trzymało się kupy. I nie było Zayna.
Wyszłam z ukrycia i schowałam się za jakiś lśniący, sportowy samochód.
- Ej, mała. Czego tu szukasz?! Wynocha stąd. - Czyjś stalowy uścisk zacisnął się na moim przegubie i zanim zdążyłam się odezwać, już byłam przyciśnięta do chłodnej ściany.
- J-ja…
- Idź stąd! - warknął blondyn z krótko przystrzyżonymi włosami.
Czuć było od niego papierosami, więc delikatnie odepchnęłam chłopaka.
- Jay, nie warto. Nie możesz się denerwować przed wyścigiem - odezwała się jakaś dziewczyna. - Zostaw tę farbowaną idiotkę.
Jakaś brunetka odsunęła ode mnie blondyna i wpiła się mocno w jego usta. Byłam przerażona tym widokiem, bo miałam wrażenie, jakby zaraz mieli się rozebrać do naga. Nie przejmowali się tym, że ich obserwuję, zachowywali się nieodpowiedzialnie i…. szczeniacko.
Bez słowa odeszłam od całującej się pary i  oparłam się o ceglany budynek, który ochłodził moje gorące ze zdenerwowania plecy. Przygryzłam wargę, rozglądając się po twarzach nastolatków. Byli tacy w moim wieku, ale zauważałam też i o kilka dobrych lat starszych, którzy już powoli mogliby zakładać rodziny. W jakiej patologii się znalazłam?
- Co mnie podkusiło tutaj przyjść? - powiedziałam szeptem, wbijając zęby w dolną wargę.
- Dobra, gotowi na największy tegoroczny wyścig w Bradford?! - dobiegł mnie głośny męski głos. – Przypominam, że udział bierze trzech największych rajdowców, którzy przez cały sezon nie przegrali żadnej rundy. Zwycięzca stawia wszystkim piwo.
Dziewczyny zaczęły piszczeć w satysfakcji, a ja uniosłam brwi w górę. Gdzie ja trafiłam? Jakiś niski, łysy mężczyzna wskoczył na maskę sportowego auta, a wiwaty stały się głośniejsze. Myślałam, że zacznę uderzać głową o ceglany mur na widok tych głupich nastolatek skaczących między samochodami.
- Okej… Nie traćmy czasu, bo psy mogą nas odwiedzić w każdej chwili. Jay i Alex do roboty, chłopaki! Pokażcie, kto tu rządzi!
Tłum ludzi rozszedł się w rozgardiaszu. Nastolatkowie podparli mury budynków, tworząc drogę trzem autom, które z piskiem ruszyły do przodu i zatrzymały się idealnie przed czerwoną linią. Jakaś dziewczyna rzuciła się w stronę drzwi czarnego samochodu i weszła do środka. Auto miało przyciemnione szyby, ale udało mi się dojrzeć, że blondynka siada na chłopaku i zaczyna go namiętnie całować. Czy tutaj nie działały żadne prawa? Nikt nie czuł wstydu?!
Po chwili dziewczyna wyszła z samochodu i usunęła się z drogi. Łysy mężczyzna zaczął durne odliczanie, które przyspieszało bicie mojego serca. Lubiłam adrenalinę, ale ta mnie wykańczała. Bałam się, że coś złego się wydarzy. Chciałam wybiec na środek toru wyścigowego i błagać o odwołanie zawodów.
Mężczyzna wystrzelił pistoletem w niebo, a ja podskoczyłam ze strachu. W następnej chwili auta ruszyły do przodu z niesamowitym piskiem, zostawiając na drodze czarne ślady opon. Moje nogi wręcz rwały się do zatrzymania rajdowców, ale nie mogłam się ruszyć. Stałam jak skamieniała między tłumem rozentuzjazmowanych ludzi, którzy chyba nie mieli pojęcia, co może się stać. Czułam w powietrzu papierosy, woń alkoholu. Dym unosił się wszędzie i był tak gęsty, iż miałam pewność, że ktoś sprowadził coś ostrzejszego.
Rozumiałam już, czemu Alex mnie tutaj zaprosił, ale w dalszym ciągu Brett była jakąś przeklętą zagadką. Mogłam iść, opuścić ten plac i po prostu wrócić do domu, jednak coś nakazało mi czekać na koniec wyścigu. Bałam się o Alexa.
- Jak myślicie, kto wygra? - zawołał łysy mężczyzna.
Uniosły się takie wrzaski, że nie umiałam zrozumieć ani jednego imienia. Może gdybym kierowała się zdaniem większości ludzi, byłabym trochę spokojniejsza. Czy Alex był wystarczająco dobry w wyścigach? Dziewczyny zaczęły piszczeć na dźwięk jego imienia, które skandowali jacyś mężczyźni.
- O, nadjeżdża! - krzyknął ktoś, wskazując palcem drogę.
Pośród gęstego dymu nie byłam zdolna ujrzeć auta, ale po chwili z mgły wyłonił się pędzący, czarny samochód.
- Dzięki mnie wygrywał każdy wyścig - zawołała dziewczyna, która chwilę temu składała na ustach kierowcy pożądliwy pocałunek. Miała łzy w oczach.
Auto zmierzało w naszym kierunku z nadzwyczajną szybkością. W moich uszach brzmiały głośne piski i oklaski dla wygranego.
- Oto i mamy zwycięzcę! - krzyknął łysy, zeskakując z auta i podbiegając do srebrnego samochodu, który dopiero co zatrzymał się na placu, wykonując skomplikowany drift.
Drzwi auta otworzyły się i wyszedł z niego rzekomy zwycięzca. Od razu został obtoczony tłumem ludzi. Stałam w miejscu, całkowicie przygwożdżona do ziemi. Chciałam ruszyć w kierunku chłopaka i dać mu w twarz. Do oczu cisnęły mi się łzy, ale zamiast zrobić cokolwiek… po prostu wykrzywiłam się w grymasie i westchnęłam głęboko, próbując nie wybuchnąć płaczem.
Już miałam zamiar się oddalić, odejść bez słowa, kiedy oczy chłopaka uniosły się ponad tłum i spotkały moje. Mój oddech stał się tak szybki, że zaczęłam wydawać z siebie głośne, nieprzyjemne warczenia. Cofnęłam się o krok i wpadłam na ścianę. Nie zdążyłam zareagować, kiedy poczułam na biodrach dobrze mi znany, silny dotyk. Spojrzałam mu prosto w oczy i wymierzyłam chłopakowi mocny cios w policzek.
- Ty idioto! Jak mogłeś kazać mi przyjść na swój pogrzeb? Myślisz, że trudno o śmierć w takim miejscu?! Jesteś beznadziejny, co ty sobie wyobrażasz?!
Alex powtarzał nałogowo moje imię, aż w końcu znudziły go moje pięści, które uderzały jego klatkę piersiową i chwycił moje nadgarstki, splatając je ponad moją głową. Typowo.
- Wygrałem, Effie!
- Mhm, i stawiasz wszystkim piwo. – Skrzyżowałam ręce, czując się jak w gorączce. Ludzie patrzyli na nas z zainteresowaniem, dalej wrzeszcząc lub wyklinając pod czarnym niebem.
Alex skutecznie zasłaniał mnie swoim ciałem, dzięki czemu miałam trochę odwagi. Wystarczająco, by spoliczkować go drugi raz. Nie mocno i nie brutalnie, tylko po to, żeby przestał się cieszyć jak jakiś kretyn, bo nie było nic zabawnego w tym, co się działo.
- Effie, uspokój się. Wygrałem wyścig, rozumiesz?! – Podniecony chwycił mnie w ramiona i ścisnął dotkliwie.
- I co z tego? – Wyszarpałam się, karcąc go wzrokiem. – Czujesz się lepiej, będąc na skraju krawędzi? Mogło ci się coś stać, idioto! Nie mogę uwierzyć w to, co zrobiłeś. Jezus.
- Jechałem w zastępstwie, mała, zrelaksuj się. Już po wyścigu, chodźmy się napić i straćmy przytomność.
Pociągnął mnie do przodu. Potknęłam się o próg zwalniający i gdyby nie szybki refleks Alexa, wylądowałabym twarzą na asfalcie. Przywołałam się do porządku, nie chcąc zrobić złego wrażenia. Wszyscy tutaj byli piękni, bogaci i szaleni, zmuszali mnie swoją obecnością do zachowywania się jak oni.
Bałam się tego, co taki nacisk na mnie może spowodować.
Szłam posłusznie za Alexem, nie przestając błagać go o odwiezienie do domu. Autobusy już nie kursowały, musiałam znaleźć sobie przemiłego kierowcę, dla którego nie będzie ważna zapłata.
Przetarłam twarz wierzchem dłoni na widok małego pubu, który był tak zadymiony papierosami, że nie mogłam stwierdzić, ile w środku jest ludzi. Chciałam uciec, ale oszukałabym wtedy własny rozum.
Lubiłam takie miejsca. Bary zapełnione po brzegi pijackimi historiami, ludzie tak ważni, że nikt nie zwracał na mnie uwagi. Uwielbiałam czuć się niewidzialna. Odnajdowałam się w tłumach, bo mogłam się w nich kryć. Mogłam być sobą i nikt tego nie widział.
Tym razem jednak wszyscy unieśli głowy, gdy przekroczyliśmy próg pubu. Do Alexa podeszło mnóstwo dziewczyn i jacyś rówieśnicy. Starsi mężczyźni woleli mszcząco wgapiać się w chłopaka, który zwyciężył wyścig. Interesowała mnie, jaką otrzymał nagrodę, ale wtedy nie mogłabym mu już truć o niebezpieczeństwie. Kto rezygnowałby ze swojej jedynej pasji?
Powoli ludzie zaczynali mniej entuzjazmować się wygraną Alexa. Dziewczyny nadal szły mu po piętach, ale po dotarciu do jakiegoś wolnego stolika, zrezygnowały. Sama nie wiem czemu. Skoro były tak nachalne, by za nim iść i ględzić o tym, jak pięknie jego muskuły się napinały, gdy zmieniał biegi, powinny przecież chociaż spytać, czy mogą usiąść z nim.
W każdym razie nie myślałam o tym długo. Przesunęłam się aż na sam koniec ławki i oparłam ręce o drewniany stół. Był brudny, mokry i zawierał na sobie spore ilości tłustych kawałków pizzy, frytek, a ponadto duża część powierzchni została oszpecona wygrawerowanymi paznokciem literami, które układały się w jakieś pseudonimy, głównie przekleństwa.
- Wygraliśmy, skarbie – powtórzył Alex, ekscytująco klaszcząc w ręce. – Cieszę się, że przyszłaś. Wszystko poszło po najlepszej myśli.
Wywróciłam oczami, sięgając po menu. Sposobem maniaka przewracałam ostrożnie kartki, chcąc jak najmniej się ubrudzić sklejonymi kartkami upstrzonymi keczupem.
- Sądziłam, że jesteś bardziej odpowiedzialny.
Zmarszczyłam nos, gdy mój palec spotkał się ze starymi okruchami i wytarłam szybko rękę o spodnie.
- Miałeś być tym kolesiem, który pokaże większą normalność. Tym bardziej, że mnie zaprosiłeś. To nie jest to, czym mógłbyś mi zaimponować, wiesz?
- Wybierz sobie coś do jedzenia, zapłacę.
- Jasne, że tak. Jesteś winien wszystkim piwo według tamtego łysego kolesia.
- Taka tradycja, ale to nic w porównaniu z resztą pieniędzy. – Alex odwrócił wzrok od jakichś dziewczyn i pochylił się do mnie, uśmiechając chłopięco. – Nie jesteś ciekawa – wyszeptał – ile zarobiłem?
- Nie – fuknęłam. – Mogłeś zarobić na czymś innym.
- Albo wygrana albo śmierć. Taka kolej rzeczy.
- Nie można cały czas zwyciężać, Alex.
Rozchylił usta, by ułatwić językowi przebiegnięcie po zębach. Zacisnęłam mocniej palce na menu i oparłam się pokusie by przełknąć ślinę. Moją suchość w gardle zaspokoiłaby tylko porządna dawka alkoholu. To dosyć trudne jak dla abstynenta.
- Jesteś żałosny. Nie wiem, co przyjemnego widzisz w adrenalinie i stresie. Jeden zły ruch, Alex – wycedziłam, nie patrząc mu w oczy. – Wredność ludzi wystarcza, żeby zniszczyć. Nie masz żadnych zahamowań, prawda?
- Zdaje się, że wszyscy wykazują słabość do adrenaliny. Wyścigi, hazard, ewentualnie idea apoteozowania.
- Apo-co? – Alex zrobił minę i zagwizdał cicho.
- Miłości – dokończyłam grobowym tonem, jednocześnie plecami przyszpilając się do ściany.

88 komentarzy:

  1. Jak zawsze genialny! <3
    mój e-mail:stelmar@op.pl
    weny życzę!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój e-mail - ppedzimaz@wp.pl
    Zajefajny rozdział, jak każdy :) :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam twoje opowiadanie i twój styl pisania! :)
    mój e-mail: 98paulina17@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  5. kasiafe@onet.pl :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham to opowiadanie :) agata_kg@autograf.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. świetny rozdział szkoda tylko, że nie doszło do konfrontacji z zaynem myślałam, że może effie coś mu wygranie no ale może następnym razem
    shiler@onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. następnym razem! zdecydowanie moje ulubione rozdziały to te dwa kolejne/ostatnie.
      ^^

      Usuń
  8. natalia096@vp.pl
    Masz wielki talent :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Nel@vp.pl Kocham twoje opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie było mnie tu strasznie długo, ale bardzo sie ciesze ze zaczęłaś spowrotem dodawać rozdziały :) zawsze uwielbiałam to opowiadanie!

    elg.dudek@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Czy mnie się wydaje czy Alex jest w niej zakochany....a moj mail to kinia.z.5@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny jak zawsze ;)
    darahi12@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  13. paulineczka18l@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Niesamowite uczucie, gdy zobaczyłam nowe rozdziały. Jestem z Tobą od tych kilku lat i za każdym razem towarzyszą mi te same emocje podczas czytania: stres, podziw, ciekawość, ekscytacja.
    Masz talent. Teleportujesz.
    Muszę dodać, że tęsknie za Lovelorn, gdyż dobrze wspominam tą historię. Ale rozumiem, że tylko zaproszeni mają do niej dostęp.
    Proszę, nie rezygnuj z publikowania dalszego ciągu YL.

    dimitri1278@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nikt nie ma dostępu do poprzednich blogów, więc nie myśl sobie, że nie jesteś jakąś dobrą czytelniczką i dlatego nie masz dostępu :D co to to nie, jestem sprawiedliwa :"D

      Usuń
  15. niesamowity
    moonlight04@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  16. Masz wielki talent ! Jestem zachwycona tą historią.
    paulina.wydrzynska1999@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  17. świetny rozdział
    patrycjapietak261@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile radości dają mi twoje rozdziały. Cholera dzięki tobie wiele się nauczyłam. Nie spotkałam jeszcze lepszego opowiadania. Przy twoim jakiś tam Cold czy Dark nie mają startu. Brawo <3
    karis1807@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetny rozdział jak zawsze����
    Masz niesamowity talent jak czytam Twoje dzieło,za każdym razem czuje się jakbym była w świecie bohaterów.Uwielbiam ten moment gdy pojawia sie nowy rozdział i będę mogła zatracić się w tej historii❤��❤��
    Brakowao mi konfrontacji z Zaynem,ich spotkanie zawsze wywołuje u mnie dreszcze ��
    Będę wdzięczna za dalszy ciąg k_j07@wp.pl ��
    Jesteś najlepsza i utalentowana,życzę duuuzo weny!������

    OdpowiedzUsuń
  20. nieidealna1234@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  21. Tak się cieszę, że znowu dodajesz... julkatrawinska@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Jejku genialny rozdział jak zawsze choć tęsknie za momentami Zayn'a i z Effie. Nadal nie może do mnie dojść to co on jej zrobił i cały czas wmawiam sobie, i łudzę się, że może zrobił to ktoś inny albo może ktoś jej dał narkotyki i jej się to wydawało.. Bo jednak to bardzo poważne i nawet jakby Zayn się zmienił magicznie o 180 stopni to i tak to nie odwróci tego jak bardzo ją krzywdzi każdym słowem i czynem. Z innej strony też jestem pod wielkim wrażeniem siły psychicznej głównej bohaterki bo ja na jej miejscu bym się naprawdę załamała a ona jednak stara się żyć jakoś w miarę normalnie 😭
    Co do Alex'a to próbuję od początku go rozgryźć ale jakoś nie mogę, bo coś mi w nim nie pasuje a nie wiem co 😊
    No cóż nie zostaje mi nic innego jak czekać na te dwa następne rodziały, skoro piszesz, że to są twoje ulubione to muszą być bombowe! 💕
    Życzę weny i czekam na następny 💕💋
    Mój e-mail: i-love-tvd@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  23. Tak tak!
    madynes.m@gmail.com
    PS później skomentuję wpis, nie chcę zapomnieć o tym :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Udowodniłaś, że znikoma obecność Zayna wcale nie umniejsza rozdziałowi. Jak zwykle świetny, pokazałaś Effie z nieco innej strony. Już nie mogę się doczekać następnego! :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Kocham to opowiadanie, jest po prostu najlepsze! Mam pytanie... Czy mogłabyś mi wysłać na e-mail "I find your lips" (wciąż pamiętam) no i oczywiście drugą część "Young Lovers" byłabym bardzo wdzięczna ;* To mój e-mail:
    ania.wielgosz@interia.pl Dziękuję i życzę weny!!! ;***

    OdpowiedzUsuń
  26. To jest szczerze już jedyne opowiadanie jakie czytam <3 Ciesze się że są jeszcze rozdziały ^.^
    ppastuszka99@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  27. szaloneosobki@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  28. Boże rozdział cudny ! Nie wiem czemu ale gdy pojawiają się części Zayna i Effie zaczynam się denerwować , a gdy pojawiają sie momenty z Aleksem to jestem taka szczęśliwa jak nie wiem co. I wiesz co ? Nie mogę sobie wyobrazić tej części bez niego . Innymi słowy postać zayna jest tu mało istotna , jak dla mnie :)
    katynr1@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  29. Boże to jest cudowne *.* karolina043@onet.pl <3

    OdpowiedzUsuń
  30. Jak zwykle rozdział był świetny. Niecierpliwie czekam na następny i mam nadzieję, że niedługo znów będę mogła być świadkiem sprzeczek Zayna i Effie :)

    e-mail
    lunalivisa@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  31. Aaa cudowny rozdział! <3
    cytrussik20@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie którzy autorzy przez sympatię do własnych bohaterów, mają tendencję do usprawiedliwania ich czynów. Mam ogromną satysfakcje z tego, że ty nie próbujesz go usprawiedliwiać, ogromną.
    kasia95kasia95@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  33. rozdział jak zawsze świetny, choć poczułam lekki niedosyt, bo brak w nim było zayna. mam nadzieję, że już w kolejnym rozdziale się pojawi!
    magdalenaslifierska@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  34. Cholera! A już myślałam, że dojdzie między Effie a Zaynem do konfrontacji, że Effie rzuci mu jakąś porządną, kąśliwą uwagę... Tak bardzo chciałabym, żeby Effie w końcu dała mu popalić, żeby pokazała mu, ile stracił, jak bardzo ją zmienił i to wcale nie na lepsze. Odpowiedziałaś mi w komentarzu pod poprzednim rozdziałem, że chciałaś napisać coś, co jest całkiem okropne i chore, i tutaj tak sobie pomyślałam, że świetnie by było, gdyby Effie przeszła metamorfozę, ale taką prawdziwą i dogłębną, poniekąd dla niej złą i wręcz chorą, i pokazała Zaynowi, gdzie raki zimują. Już oczami wyobraźni widzę ich wojnę, ale w końcu byliby na tym samym poziomie – walczyliby jak równy z równym :) Nie wiem skąd u mnie takie pomysły, więc sorry, jakoś tak mnie naszło. Tak bardzo Zayn mnie wkurwia, że już nawet moja wyobraźnia chce spuścić mu łomot. Mam nadzieję, że Effie zmieni szkołę, i to będzie właśnie początkiem jej metamorfozy. Zresztą już widać, że coś w niej pęka, że coś zaczyna się w niej dziać, rozmowa z rodzicami jest tego idealnym przykładem. Jak ja pragnę, żeby zemściła się na Zaynie, o boże :P I mam nadzieję, że Alex jej w tym pomoże! Szkoda, ze zostały tylko dwa rozdziały, wydaję mi się, że to za mało na zakończenie tej historii, ale znając ciebie niczego brakować nie będzie.
    Masz napisaną 2 część?! O cholera! Jestem w małym szoku. Tak już napisaną całkowicie, z zakończeniem? o.O I nie chcesz wstawiać rozdziałów na bloga, tworząc 2 część tylko od razu wysłać nam w całości? Boże :O Jestem w szoku :P I na razie maila nie podaję, jak okaże się, że naprawdę TO robisz, to proszę daj znać, wtedy podam maila ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest dokończona, mam 150 stron - nie lubię bardzo tej kontynuacji, ale po zakończeniu 1ej części uznałam, że za krótko to trwa i powinnam wycisnąć jeszcze coś z tych bohaterów.

      Usuń
  35. Rozdział jak zawsze genialny *.*
    rozowakj@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  36. carrie.istha@gmail.com
    To było genialne!

    OdpowiedzUsuń
  37. Ooo jest wreszcie! Zaglądałam codziennie. Rozdział świetny!

    Jak przeczytałam, że zastanawiasz się nad wysłaniem 2 części to aż mi dech zaparło. Kocham to i marzyłam o przeczytaniu YL do końca! Aż nie chce mi się wierzyć, ale jeśli to prawda to będę przeszczęśliwa! :* :*

    donttrustme043@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  38. O jeju *o* nigdy mnie nie zawiodłaś i kolejny raz sprawiłaś, że mega podekscytowana czytałam rozdział. ŚWIETNY!!
    Email: reggae1520@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  39. Czekam^^
    natka11fiolet@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  40. Mogłabym wiedziec dlaczego nikt nie ma dostępu do twoich starych blogów ? Bardzo chciałabym je przeczytać :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nikt nie ma, są zablokowane i na stówkę do nich nie wrócę xD

      Usuń
  41. Kocham to od kiedy pamiętam!
    Ksedoi@interia.pl
    Weny skarbie ;)

    OdpowiedzUsuń
  42. Geniusz.😍 <3
    klaudia_rojek7@ wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  43. Kocham kocham! ❤
    klaudia1132@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  44. oolka405@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  45. elzkon8186@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  46. Boskie jak zawsze! Kocham cię <3

    smiley2@buziaczek.pl

    OdpowiedzUsuń
  47. Świetny rozdział c:
    linaxa@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  48. Nadal nie mogę uwierzyć, że po tak długim czasie w znów mogę czytać tą historię. To jedyny blog z opowiadaniem, na którego nadal zaglądam.
    Powiem krótko bardzo dziękuję za tę parę dodatkowych rozdziałów.
    Mam nadzieje, że rzeczywiście zdecydujesz się na przesłanie części drugiej, a oto mój e-mail: ksiazkoholiczka123@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  49. Tak się cieszę z nowych rozdziałów. Kocham to opowiadanie <3.
    ola-lalak@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  50. Załapię się jeszcze? juliaswi@buziaczek.pl

    OdpowiedzUsuń
  51. A się wczułam... ;3 Mega się cieszę, że znowu mogę wrócić do czytania Yl. Załapię się jeszcze na II cz.? :( [ SyndiSendi@gmail.com ]

    OdpowiedzUsuń
  52. aaaaaaaaa
    weraas13@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  53. Świetny jak zawsze! :D <3 kocham Twoje opowiadanie���� cudownie piszesz <3 a email; woda.cytrynowa@onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  54. O Jezu, to jest piękne po prostu, wysyłaj proszę!
    nika060500@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  55. nati8100@op.pl
    Kocham to opowiadanie!

    OdpowiedzUsuń
  56. zuzka.kuruc@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  57. Proszę mi też dodaj.
    sylwia.gieszcz@op.pl

    OdpowiedzUsuń
  58. madzia.rozbicka6@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  59. bardzo bym prosiła, asia23561996@onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  60. monia281195@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń
  61. abcda2071@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  62. <3
    alexis123729@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  63. natalia.micho@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  64. justyna12.992@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  65. jula1999r@gmail.com trochę późno ale zawsze jest, czekam na 2 część😊

    OdpowiedzUsuń
  66. pati6960111@wp.pl lepiej późno niż wcale <3 Mam nadzieję, że się jeszcze załapię :D

    OdpowiedzUsuń
  67. malgorzata.wojcik27@wp.pl brawo dla mnie za zaplon bo juz grudzien ale cholera musze to przeczytac

    OdpowiedzUsuń
  68. magdapel13@gmail.com Niedawno odkryłam tego bloga. Mam nadzieję, że się jeszcze załapię.

    OdpowiedzUsuń
  69. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  70. chomikchrupie@gmail.com czekam, Twoja twórczość zawsze mnie zaskakuje, stwierdzam, że nadal jestem uzależniona od YL i DZIĘKUJĘ xoxoxo

    OdpowiedzUsuń
  71. ineek6@gmail.com mam nadzieje, ze mi wyslesz jestem dluugo po czasie, ale bylam wczesniej i dzisiaj weszlam na twojego bloga z ciekawości a tuu taka niespodzianka 😍😀😊 uwielbiam sposob w jaki piszesz! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń