środa, 13 marca 2013

Rozdział 5




Powoli odczuwałam już brak słuchawek, bo radio grające w autobusie naprawdę mnie nie kręciło i sprawiało, że czas płynął jeszcze wolniej. Nerwowo patrzyłam co chwila na zegarek i wzdychałam, widząc, jak długo mija mi jedna minuta.
Myślałam o dzisiejszym dniu, który z pewnością nie należał do normalnych. Nie byłam przyzwyczajona do czucia na sobie spojrzeń wielu uczniów, a dzisiaj działo się tak praktycznie cały czas. Nie mam pojęcia, co Vic rozgłosiła szkole, ale widocznie jej słowa nie bardzo mi zaszkodziły, skoro nikt mnie nie wyzywa. Wygląda na to, że dzięki niej stałam się zauważona. Nie wiem jednak czy to dobrze, czy źle.
Zaczęłam przypominać sobie dzisiejszy poranek, od pierwszych lekcji, aż do ostatniej, która niosła w sobie wiele emocji. Uśmiechnęłam się delikatnie na myśl o recytowaniu Lyzandera przez Malika. Spojrzałam na swoją prawą dłoń, którą trzymał jeszcze godzinę temu i zastygłam w bezruchu, próbując się nie roześmiać. Nagle powiedzenie, że „już nigdy nie umyję tej ręki”, przestało być dla mnie dziwną przenośnią, używaną w młodzieżowych serialach. Czułam na sobie dotyk Malika, jego palce na lewym biodrze, kiedy mnie do siebie przysunął.
W moim brzuchu latały motyle, które obijały się o żołądek, przyprawiając mnie o mdłości. 

Przyjemne. Cholerne.

Autobus zatrzymał się na moim przystanku, więc wstałam szczęśliwa i pospiesznie wyszłam na świeże powietrze. Słońce grzało dzisiaj mocno, co było z pewnością radosną niespodzianką dla mieszkańców Bradford, którzy zawsze narzekali na deszcz. Tego dnia na niebie nie istniała żadna, nawet mała chmurka, a promyki słońca ocieplały mocno moje ciało.
Wyjęłam z torby klucze do domu i zaczęłam rozglądać się dokoła. Podczas słonecznej pogody wszystko wyglądało czarownie i zniewalająco. Nawet mój humor się poprawił, gdy zauważyłam ćwierkające głośno ptaki.
Popchnęłam żelazną furtkę, która zawyła w odpowiedzi, otwierając się ze zgrzytem. Pokonałam odległość do drzwi i szybko przekręciłam w nich klucz, po czym weszłam do środka ciepłego domu.
Rzuciłam swoją torbę na blat kuchenny i od razu sięgnęłam po czerwone jabłko. Byłam strasznie głodna, bo nie jadłam nic od lunchu, który i tak składał się jedynie z marnego batona Muesli.

Musieliśmy pilnie wyjechać do Londynu. Wrócimy pod koniec tygodnia.

Mama i tata xo

Nie dziwiła mnie ta wiadomość ani trochę. Rodzice często zostawiali mnie bez uprzedzenia. Zawsze jednak kładli pieniądze na jedzenie na blacie i tym razem też tak było. Lubiłam być sama, czuć się wolna chociaż przez te kilka dni. Powinnam może oblać jakoś fakt, że mam pusty dom aż do niedzieli, ale jedyne co zrobiłam, to zgarnęłam torbę i udałam się na górę odrabiać lekcje.


Położyłam się na łóżku, opierając głowę o poduszkę i zamknęłam oczy. Czując, że moje ciało zaczyna się powoli relaksować, kliknęłam przycisk w pilocie. Do moich uszu dobiegła melodia Sóley z kolumn. Wolałam słuchawki, bo wtedy wyłączałam się kompletnie, słysząc jedynie muzykę. Natomiast teraz byłam podatna na różne dźwięki, a piosenka była jedynie tłem mojego życia. Nie tak to miało wyglądać.
Zaczęłam się zastanawiać, czy może to nie Alex jest złodziejem słuchawek, bo przecież ostatnim razem chciał mi je zabrać. Jeśli tak, to powinnam kupić już nowe, ponieważ chłopak z pewnością ich nie odda. Nawet bałabym się go o to prosić.


Sobota. Wreszcie sobota. Dzień, w którym zazwyczaj się odpoczywa, idzie na imprezy, albo się po prostu odsypia. Moja sobota wyglądała zupełnie inaczej. Wstawałam o siódmej, brałam w ręce pędzle i biegłam do piwnicy malować ściany. Nie mogłam zostać -na szczęście- przyłapaną, bo rodzice nie mieli zielonego pojęcia, że posiadamy piwnicę. Odświeżyłam ją, wniosłam tam kilka swoich książek i okazało się, że to miejsce jest dla mnie wymarzone.
Cisza, spokój.
W piwnicy zrobiłam taki swój kącik. Jakąś starą kanapę nakryłam kocem i przyozdobiłam, a lampki zamieniłam na nowsze. Malowanie przeze mnie ścian nie polegało na tym, że kolorowałam je po prostu białą, czy  tam inną farbą. Miałam różne spreje i pędzle, a to, co tworzyłam, było zwykłym rysunkiem przeniesionym na ścianę.
Zagryzłam wargę, przechylając głowę na bok i przypatrzyłam się swojej dotychczasowej pracy. Nie chciałam, żeby tak wyglądało moje dzieło, ale nie miałam innych pomysłów.
Czarna róża opadała na ziemię, a jej płatki unosiły się w górze. Chmury odsłaniały w niektórych miejscach gwiazdy, które wykonałam ze srebrnych, plastikowych atrap. Tło było jednym wielkim chaosem, zadowalającym mnie w swojej abstrakcji. Wszystkie kolory stanowiły sporą plamę. Całe dzieło opierało się na wzorze mojej osobowości. Róża bez połowy platków pokazywała część mnie, która nigdy nie powróci. Gwiazdy były takimi cechami mojego charakteru, których nikt nie zna. Tło natomiast… to wir moich myśli.
Zamoczyłam pędzle w kubku z wodą i bez zastanowienia zanurzyłam rękę do puszki z farbą, po czym przyłożyłam ją do ściany i przebiegłam tak do końca, tworząc długą niebieską linię. 
 Satysfakcja. Satysfakcja była jedynym uczuciem, które potrafiłam rozpoznać podczas malowania. Praca moich rąk dawała mi pełne uspokojenie i ofiarowała coś, do czego dąży każdy. Szczęście.
Wytarłam resztki mazi o zniszczone, stare spodnie i na nowy kolor wybrałam zieleń, ale w tym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi.
Przerażona wybiegłam z piwnicy i pędem udałam się do łazienki, żeby zmyć jakoś farbę z rąk. Dzwonek nasilał się z każdą sekundą.
- Już, chwila! - krzyknęłam, mocno pocierając ręce.
Zakręciłam kran i zgarnęłam ręcznik, po  czym biegiem pognałam otworzyć drzwi. Okazało się, że wcale nie musiałam się tak spieszyć. W ogóle nie trzeba było wychodzić z piwnicy. Ciemne oczy wlepione we mnie, ciche prychnięcie wydobywające się z ust i moje przerażone bicie serca.
- S-skąd wiesz, gdzie m-mieszkam? - spytałam podejrzliwie.
- Okazuje się, że tajne akta uczniów wcale nie są takie tajne – prychnęła Brett.
- …Po co… Po co przyszłaś?
- Może trochę więcej gościnności? Wiem, że nikt cię nie odwiedza, ale kultura i tak powinna być, bez względu na wszystko…
Milczałam, a ona czekała, aż znowu zadam pytanie, tym razem z większym szacunkiem. Nie mówiłam nic. Chciałam zrobić jej na złość i udowodnić, że nie mam zamiaru jej podlegać. Z drugiej strony bałam się odezwać. Trudno.
- Robię imprezę i  chcę ci powiedzieć, że nie jesteś zaproszona - uśmiechnęła się z kpiną.
- Serio? Wiesz… nie musiałaś s-specjalnie tu przychodzić, żeby… żeby tylko to powiedzieć - mruknęłam lekko urażona.
- Żartuję, zapraszam cię.
Zrzedła mi mina. Tym zaskoczyła mnie jeszcze bardziej.
- Dziękuję… ale… chyba nie wpadnę. P-przepraszam, ale… no nie. - Spróbowałam zamknąć drzwi, jednak dziewczyna uparła się i zablokowała je nogą.
- Dlaczego nie? – mruknęła, przechylając głowę i pozwalając swoim włosom opaść na lewe ramię.
- Dlaczego nagle mnie zapraszasz? - spytałam słabym głosem.
Wszystko przez tego durnego Malika! Mogłam zwyczajnie odejść, kiedy chciał mnie podwieźć.
- Przyjdź - powiedziała tylko i odeszła.
Przez chwilę obserwowałam jej sylwetkę, znikającą w nowym Mercedesie, ale szybko się przebudziłam i zamknęłam drzwi.
Może to być początek czegoś nowego.

Od samego rana ten dzień zapowiadał się strasznie. Nastał poniedziałek, a rodziców jak nie było, tak nie ma. Zadzwonili wprawdzie, że wyjazd im się przedłużył i na pewno wrócą w piątek, ale nie powiedzieli, co się dokładnie stało. Powoli brakowało jedzenia w lodówce, co oznaczało, że czas najwyższy uzupełnić zapasy. Poza tym, zaspałam. Cudem dotarłam do szkoły na autobus i męczę się teraz z szyfrem szafki, który nagle wyparował z mojej pamięci.
- Zmieniony. Na twoją prośbę - zaśmiała się Vic, opierając się o szafkę obok.
- Nikomu nie kazałam niczego zmieniać – powiedziałam, wzdrygając się.
Czemu oni się tak na mnie ostatnio uwzięli?! Jeszcze tydzień temu wszystko było dobrze.
- Jak to nie? - Udała zdziwioną. - Przecież osobiście zadzwoniłaś wczoraj do szkolnego sekretariatu, żeby dali ci nowy szyfr i wysłali go na e-mail.
Przymknęłam oczy i oparłam się o szafkę, w której miałam schowane podręczniki na różne zajęcia. Czyli, że dzisiaj jestem tylko z podręcznikiem od historii, matematyki i chemii. Obrzuciłam Vic krótkim, przelotnym spojrzeniem i bez słowa poszłam do Sali lekcyjnej.
Cleiv siedział przy swoim biurku i przeglądał materiały na dzisiejsze zajęcia historii. Na tablicy napisał pierwsze trzy rzymskie cyfry. Modliłam się w duchu, żeby to nie była praca w grupach.
- Willson, witaj - przywitał się nauczyciel, unosząc wzrok znad książek.
- Dzień dobry – powiedziałam niezauważenie i ruszyłam do przodu z zamiarem zajęcia swojego miejsca, jednak Cleiv przywołał mnie do siebie.
- Jesteś najlepszą moją uczennicą - zaczął z błagalnym wzrokiem. - a dzisiejszy dzień należy do opieki zdrowotnej, więc dyrektor kazał mi wyznaczyć jedną osobę na zajęcia z panią pielęgniarką. Nie martw się, nic nie będziesz robić… Można wręcz powiedzieć, że daję ci tak jakby wolne na dzień dzisiejszy – zaśmiał się i przeczekał w chwilę w oczekiwaniu, że i ja wybuchnę rechotem. - Zgadzasz się?
Nie odpowiedziałam. Szczerze wolałam zostać na tych zajęciach, a nie przepisywać później notatek od kogoś, kto nawet nie raczy mi ich dać. Mój wzrok padł na dziennik z nowym tematem dzisiejszej lekcji.
Anglosaskie pokolenia XVIII wieku- ćwiczenia w grupach
- Mhm - mruknęłam, poprawiając torbę na swoim ramieniu.
Zrobię wszystko, byleby tylko nie musieć pracować z kimś, kto mnie nie akceptuje.
- Świetnie! Radzę ci się już udać do gabinetu pielęgniarki. Powodzenia - klepnął mnie w plecy, a ja wyszłam z Sali.
Czułam na sobie spojrzenia uczniów, kiedy szybkim marszem przemierzałam szkolny korytarz, ale nie podnosiłam wzroku. Znałam drogę do gabinetu. Na początku roku szkolnego odwiedzałam go nawet bardzo często. Miałam problemy z pamięcią. Zapominałam nie tylko wydarzenia z dzieciństwa, ale też nawet i dni z ostatniego tygodnia. Czasem budziłam się w środku nocy i nie wiedziałam, jak się nazywam. Kłopoty pojawiły się po ukończeniu czternastego roku życia, kiedy w dniu moich urodzin miałam wypadek samochodowy. Auto prowadził pijany wujek. Wyszedł z tego cało, nawet bez rozcięcia skóry, a ja… nie dość, że przez rok cierpiałam na zaniki pamięci, to jeszcze miałam porządnie połamane żebra.
Na szczęście z biegiem tygodni wykurowałam się. Lekarze mówili mi, że powinnam pochłaniać dużo książek i mnóstwo się uczyć, aby ćwiczyć pamięć. Tak też robiłam. Nie z wyboru jestem kujonem. Niektórzy mówią, że należę teraz do nowonarodzonych osób z wieloma możliwościami. Pamiętam nie tylko ostatnie ogólne wydarzenia, ale też wiem, co zjadłam tydzień temu na obiad i jakich piosenek słuchałam.
W czasie kiedy pociągnęłam za klamkę, usłyszałam nagłe, głośne wiwaty uczniów. Nie odwróciłam się jednak, by sprawdzić, skąd ten ich zapał do takiego darcia gardła. Miałam dosyć tej szkoły, chciałam już po prostu wrócić do domu.
Weszłam do gabinetu niepewnym krokiem i cicho zamknęłam za sobą drzwi.
-Cześć, kochanie - przywitała mnie farbowana, stara blondynka z mnóstwem makijażu na twarzy.
Podskoczyłam ze strachu i skinęłam delikatnie głową, przywołując się do porządku.
-Effie?! Dawno cię nie widziałam. - Kobieta przypatrzyła mi się dokładnie i po chwili rozpoznała, że jestem tą dawną dziewczyną z zanikami pamięci. - Jak tam? Wszystko dobrze?
- Tak, wręcz świetnie. Rozwijam zapamiętywanie wzrokowe - powiedziałam z mimowolnym uśmiechem.
- Super, bardzo dobrze – zachichotała żywo, czerwieniąc się ze śmiechu. - To ciebie Cleiv wyznaczył, żebyś mi pomagała?
- Tak…
- Okej, załóż ten biały fartuch, żeby nie było, że nie ćwiczymy - zaśmiała się i rzuciła mi ubranie.
Założyłam strój, od razu doznając odczucia, że wyglądam w nim jak idiotka, bo był o wiele za duży, ale cóż, musiałam to przetrzymać.
- Dobra. Wiesz, że nic nie będziesz musiała robić, więc… po prostu siedź tu sobie, popisz smsy, cokolwiek chcesz… Ja pójdę zrobić kawę, dobrze? - spytała.
Skinęłam głową z ulgą. Cieszyłam się, że zostanę sama i będę mogła w spokoju pomyśleć, a nie odpowiadać na jakieś głupie pytania i udawać, że rozmowy ze starszymi ludźmi naprawdę mnie interesują.
Pielęgniarka wyszła z gabinetu, a mnie nagle zaczęło przytłaczać całe to pomieszczenie. Czułam, jakby ściany zbliżały się z każdą sekundą. Pomieszczenie stawało się coraz mniejsze, ciaśniejsze, a podłoga drżała.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i stanął w nich dyrektor.
- Świetnie… - wysapał, wchodząc do środka i wbijając we mnie surowe spojrzenie- Znasz się na opatrywaniu ran, prawda? Super. Widzę, że pielęgniarki nie ma, więc ty masz się nim zająć. Wrócę po niego za kwadrans. Cholerne dzieciaki! - warknął i wpuścił do środka ciemnowłosego chłopaka, po czym zamknął drzwi. 

 
Malik?
Kiedy go zobaczyłam, pomyślałam, że zaleję się łzami. Choć w sumie nie było tak źle. Przynajmniej nie trafiłam na Alexa. Tyle dobrego.
Chłopak trzymał lewą rękę przy brzuchu, a prawą na oku. Nie widziałam jego twarzy, ale takie czarne i poczochrane włosy posiadała tylko jedna osoba w szkole. Zdążyłam zauważyć, że Malik zawsze wychodził z bójek cało, jednak teraz wyglądał strasznie. Miał krew na bluzce, co spowodowało, że w pierwszej chwili zamarłam w bezruchu.
Ocknęłam się szybko i zaczęłam przeszukiwać szafki w celu znalezienia apteczki.
- Niech to szlag! - warknęłam.
Jak w gabinecie lekarskim może brakować podstawowych zestawów pierwszej pomocy?
- O, jest - wyszeptałam do siebie i podeszłam z małą torebeczką do łoża lekarskiego.
Nie chciałam mówić do niego, żeby zajął miejsce na wprost mnie, bo było to dla mnie zbyt krepujące. Na szczęście chłopak nie czekał na zaproszenie. Usłyszałam za sobą jego głośne kroki, a już po chwili siedział na łóżku z grymasem na twarzy. Syknęłam, widząc czarnowłosego w takim stanie. Zdziwiło mnie to, co poczułam, gdy zobaczyłam go całego poobijanego i krwawiącego. Zabolała mnie każda część ciała, jakbym to ja została pobita.
Zaczęłam się zastanawiać, co mam teraz zrobić. Czytałam sporo o pierwszej pomocy, ale nagle ta cała wiedza… jakby… wyparowała.
Naprawdę nie chciałam tego robić, nie miałam najmniejszego zamiaru, ale no musiałam. Delikatnie ujęłam jego podbródek i uniosłam w górę, żeby móc obejrzeć rany. Moja ręka zaczęła drżeć, kiedy spotkała się ze skórą chłopaka. Palce przebiegły po szorstkiej szczęce i zatrzymały się pod lewym okiem. Dopiero wtedy zauważyłam, że Malik wpatruje się we mnie dokładnie swoimi kawowymi oczami. Przez kilka chwil nie odwracałam wzroku od jego tęczówek, ale nagle usłyszałam głos w swojej głowie, uświadamiający mi, że non stop się na niego gapię, dlatego odsunęłam się jak oparzona. 
Chrząknęłam nerwowo i bacznie stawiając każdy krok, doszłam do zlewu. Namoczyłam waciki, celowo robiąc to dłużej, żeby uspokoić swoje myśli. Najchętniej nie wracałabym już do Malika, ale przypomniały mi się jego siniaki i rany, którymi trzeba było się zająć.  Dlaczego akurat teraz musiał coś sobie zrobić? Dlaczego akurat teraz kazano mi udawać idiotyczną pielęgniarkę?!
Podeszłam do chłopaka i schyliłam się, żeby mieć lepszy dostęp do jego twarzy.  Był to dla mnie spory wysiłek, bo niewygodna poza sprawiała, że mój kręgosłup zaczął domagać się relaksu. Malik zauważył w pewnej chwili, że wykrzywiam się, czując piekielny ból pleców. Podniósł się z łóżka i szybkim ruchem uniósł mnie w górę za uda, po czym usadził na blacie. W moich żyłach zawrzało, kiedy palce chłopaka dotknęły moje ciało. Zdziwiłam się jego siłą. Nie dość, że krwawił, to jeszcze był zdolny do tego, żeby mnie podnieść. Odsunęłam się od niego zaskoczona, o mało co nie wylewając spirytusu, stojącego obok.
Ręka mi dygotała, kiedy na nowo zaczęłam wycierać jego twarz. Wiedziałam, że studiuje swoim kpiącym spojrzeniem moje oczy, usta i nos, ale bałam się zmierzyć z nim wzrokiem. Stwierdzając, że skóra chłopaka jest już czysta, sięgnęłam po wodę utlenioną i wykrzywiłam się na samą myśl o tym, jak roztwór potrafi szczypać i piec po spotkaniu z otwartą raną. Malik jednak nawet się nie wzdrygnął, nie wydał z siebie żadnego słowa, czy choćby jęku.
Oparł dłonie o blat, uziemiając mnie tym samym pomiędzy jego rękami, jednak udawałam, że w ogóle tego nie zauważyłam. Czułam, jak jego ciepło uderza w moje ciało, jak jego skóra znajduje się coraz bliżej mojej. Ucieszona, że nareszcie koniec zeskoczyłam z blatu, zmuszając chłopaka do cofnięcia się.
- Dzięki - powiedział cicho, stając przodem do mnie.
Obrzuciłam Malika długim spojrzeniem i westchnęłam. Zapomniałam o jego brzuchu.
- Zdejmij koszulkę - poleciłam słabym głosem.
Chłopak uniósł brwi i zaśmiał się. Idiota.
- Nie wydaje mi się, że gabinet pielęgniarski jest dobrą scenerią … - uśmiechnął się drwiąco, a ja pokręciłam głową z politowaniem.
- Krwawisz… - Przypomniałam mu.
- Co z tego? Wyliżę się, zaufaj mi.
- Dzisiaj niestety robię za pielęgniarkę i każę ci zdjąć koszulkę - powiedziałam ostro.
Jeszcze nigdy do nikogo nie zwracałam się tak stanowczo. Dla mnie był to sukces, dla niego tylko kolejna namolna dziewczyna.
Chłopak westchnął i zwinnym ruchem pozbył się T-shirtu, odsłaniając swoją klatkę piersiową.
Serce przestało mi bić normalnym rytmem, a ręce opadły bezwładnie wzdłuż mojego ciała. Nogi zadygotały niepokojąco, powodując, że chrząknęłam nerwowo i zaczęłam błagać w duchu, aby nie upaść tuż przed Malikiem. Gorąco oblało mnie w diabelnie szybkim tempie, a duchota stała się tak niechciana, że miałam ochotę uciec.
Mogłam się jakoś przygotować do widoku chłopaka bez koszulki i odłożyć szklaną buteleczkę spirytusu, zanim znalazła się na ziemi, roztrzaskana po zderzeniu z podłogą. Malik prychnął drwiąco i podszedł do mnie, wywracając oczami.
Spojrzałam na jego ciało. Prawy bok był cały siny, a skóra rozcięta w dwóch miejscach.
- Co ty zrobiłeś? - Wyrwało mi się z ust.
- Jeden na pięciu to trochę nie na moje siły - zaśmiał się gorzko, łapiąc mnie boleśnie za nadgarstek, kiedy chciałam dotknąć jego brzuch. - Wolałbym, żebyś zajęła się najpierw plecami.
Skinęłam posłusznie głową, a on odwrócił się i ujrzałam dwie długie rany, biegnące od łopatek w dół pleców. Nie zastanawiałam się, jakim cudem do tego doszło, bo w głowie już miałam odpowiedź.
- Walczyliście na noże? Oryginalnie. - Pozwoliłam sobie na komentarz, wycierając rany z brudów.
- Oni mnie zaatakowali. Uwierz mi, że gdybym był przygotowany, inaczej by się to skończyło.
- Nie wolno mieć w szkole żadnych ostrz. Skąd…?
- Dopadli mnie przed budynkiem. Chciałem wrócić do domu, ale dyrektor mnie zauważył. Kazał nie wzywać ani policji, ani pogotowia, bo, cytuję, „zniszczyłoby to wysoką szkolną frekwencję”. Co za idiota - wymamrotał.
Kiedy woda utleniona natrafiła na rozciętą fakturę skóry Malika, chłopak syknął cicho i przeklął pod nosem. Skrzywiłam się, wyobrażając sobie ból, jaki musiał wtedy czuć, ale bez słowa dalej wykonywałam czynność.
Czułam się dziwnie za blisko, kiedy tak go bezczelnie dotykałam. Wprawdzie byłam do tego zmuszona, ale czasem celowo moje palce muskały jego skórę, albo zatrzymywały się na niej odrobinę dłużej. Zauważyłam, że chłopak ma kilka tatuaży. Czaszka, napis w nieznanym mi języku i karta z sercem. Ciekawiło mnie ich znaczenie, ale nie miałam zamiaru się wypytywać. W moim mniemaniu tatuaże były kompletnie beznadziejnym pomysłem. Po co niszczyć swoje ciało jakimiś dziarami, których nigdy się już do końca nie pozbędziemy?
Po zajęciu się jego plecami i po oczyszczeniu krwawiącej rany z boku chłopaka, wzięłam z blatu bandaż i zaczęłam owijać nim jego ciało. W pewnej chwili moja bransoletka zahaczyła o materiał, przez co ręka przylgnęła mocno do jego rozgorączkowanych mięśni brzucha. Spróbowałam wyrwać dłoń, ale rozerwałam tym samym bandaż. Czułam się strasznie upokorzona i zawstydzona, a Malik zaczął śmiać się pod nosem.
- Dobra, może być - mruknęłam sama do siebie, kiedy udało mi się zawiązać opatrunek.
Sięgnęłam po jego koszulę i przyjrzałam się jej. Była cała pozlepiana i czerwona od krwi.
Spojrzałam na chłopaka, po czym zagryzłam wargę, próbując nie wlepić wzroku w jego tors.
- I tak idę prosto do domu… - mruknął, wziął ode mnie T-shirt, po czym szybko go założył, mierzwiąc sobie przy tym włosy. - Dzięki.
Skinęłam głową i oparłam się o blat. Patrzyłam, jak wychodzi z gabinetu, po czym zamyka za sobą drzwi.

____
Wiem, że początek był tak słaby, że szkoda gadać. Chciałam skrócić te niepotrzebne treści i szczerze nie wiem, czemu postanowiłam je jednak zostawić. Przed momentem wstawiłam ten rozdział skrócony, kiedy Effie wkroczyła do gabinetu, ale na blogu wydawał się tak krótki, że postanowiłam dodać scenę z Malikiem :) Piszcie, czy wam się podobało. Dziękuję za komentarze i jeśli chcecie kolejny rozdział, komentujcie, choć z góry mówię, że nowy będzie w przyszłym tyg., bo ten rozdział jest baaaardzo dłuuugi ^^

50 komentarzy:

  1. Pierwsza! :D
    No to powiem Ci kochana, że świetnie piszesz, a początek wcale nie był słaby :) Mi się bardzo podobało i już się nie mg doczekać kolejnego ^^
    Buziaki ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku noo!!! Uwielbiam twoje blogi! świetnie piszesz naprawdę !!

    OdpowiedzUsuń
  3. AWW jest swietny dobrze że dodałaś scene z Malikiem a początek wcale nie był nudny zastanawia mnie co ta dziweczyna tak naprawdę chciała od effie jestem ciekawa też jak potoczy się znajomość głównej bohaterki z ZAYNEM :* nie mogę się doczekac nastepnego rozdziału mam nadzieję że szybko minie :D @kllauduchy

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny! Dobrze, że dodałaś scenę z Zaynem:) Czekam na next:*

    OdpowiedzUsuń
  5. hahah :D Rozdział jak zawsze jest bardzo dobry ! Bardzo, bardzo mi się podoba Twój styl pisania ! :D Po prostu uwielbiam to co piszesz. xD
    Czy nie dało by się wstawić następnego rozdziału w weekend ? :D
    Weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialne <3 Nie mogę już się doczekać.. ale czemu dopiero w przyszłym tyg nn ? :c

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten blog jest po prostu zajebisty. Już w ostatnim komentarzu napisałam, że ten blog jest boski i nie brakuje mi tutaj pozostałych członków 1D, a nawet lepiej jeśliby ich nie było :p Ten blog mnie tak bardzo uspokaja. Wow. To jest niesamowite. Czytam to z taką lekkością. Bardzo mi się podoba. Nie wytrzymam chyba całego tygodnia, do kolejnego rozdziału :p Powodzenia i weny :p

    OdpowiedzUsuń
  8. super czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  9. I miałam taki ładny komentarz ułożony w główce i co? Wziął i wyparował. Muszę Ci przyznać rację, że początek nie do końca był jakiś taki... No, ale to się zdarza wszędzie. Tego się nie uniknie. Czasami trzeba "przynudzić", żeby na koniec zrzucić jakąś mega bombę. Mimo wszystko wydaje mi się(ba! właśnie tak to wygląda), że Effie nie jest do końca taka z własnego wyboru. Życie umie dać po dupie jak mało kto. Niestety. I klata Malika... Potrafię sobie wyobrazić co też Effie musiała przeżyć kiedy miała go dotykać. Ciekawi mnie jednak to po co Brett właściwie zaprosiła ją na imprezę. Odnoszę wrażenie, że chodzi o coś innego niż "polepszenie" stosunków z E.
    Czekam na następny rozdział jak zawsze z niecierpliwością.
    Buziaki!

    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  10. Ogromny plus za Jamesa Morrisona na początku rozdziału. Uwielbiam jego głos, a piosenka jest jedną z moich ulubionych wykonywanych przez niego. Zauważyłam, że dogadujemy się co do muzyki równie dobrze, co w innych sprawach :)

    Mam wrażenie, że każdy mój komentarz jest taki sam, że mimo, ze staram się dodawać od siebie coś nowego, jakieś uwagi, to on zawsze jest przepełniony komplementami na ten sam temat. Sama już nie wiem, czy wspominałam kiedyś, ale podoba mi się, że tę historię tworzą opisy wydarzeń, które na co dzień nie budzą w innych sensacji. Szkolne bójki, wylądowanie u pielęgniarki, kradzież słuchawek - to wszystko jest nam bliskie, nie patrzymy na to z szerokimi oczami przyzwyczajeni do tego. Cieszę się, że nie próbujesz na siłę wplatać zwrotów akcji, a nadajesz temu opowiadaniu łagodne tempo jak strumyk przecinający łąkę.

    Lubię takiego Malika - groźnego, odważnego, cynicznego i nieprzewidywalnego. Effie wydaje się przy nim niewielkich rozmiarów, szarą myszką walczącą o przetrwanie i bojącą się chociaż najkrótszego spojrzenia rzuconego w jej stronę. Nie mam pojęcia, co się wydarzy na łamach tej strony, jak będzie się rozwijała znajomość Zayn'a i Effie, ale wydaje mi się, że oboje mogą się od siebie wiele nauczyć. Może tak właśnie będzie?

    Uściski xx

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziewczyno! Serce biło mi jak oszalałe czytając scenę w gabinecie higienistki. Zastanawiałam się co może się tam takiego dziać, ale teraz już wszystko jasne. Opisy były bardzo realistyczne, powodując u mnie tak obraz rzeczywisty jakbym była świadkiem tego wszystkiego, a co najważniejsze jakbym ja tam stała i opatrywała naszego groźnego, odważnego Zayna Malika.
    Uwielbiam jego postać. Pomimo tego, że gra takiego obojętniaka. Ale gdyby coś takiego w życiu się wydarzyło to olaboga! Na pewno miałabym świra na jego punkcie nawet jakby był takiego charakteru. Tak się ciesze z tego rozdziału jak małe dziecko dostające zabawkę. I czasami odnoszę wrażenie, że moje komentarze się powtarzają treścią. Kurczaczki, a tak się staram. Jednakże myślę, że podoba Ci się to co chcę Ci przekazać nawet jak się powtarzam.
    Jednym słowem GOOD JOB! :)
    /sensitive-touch/

    OdpowiedzUsuń
  12. Nic nie było słabe, jak zawsze zresztą. :) Piszesz wspaniale i masz do tego talent i wyobraźnię ;) Wszystko powoli zaczyna się rozwijać więc czekam na nexta :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wiem co mam powiedzieć... Kocham Malika w Twoim wydaniu, jest taki, taki cholernie pociągający. Miliony bym za niego oddała :> Moja opinia na temat rozdziału jest pozytywna, początek wcale nie był zły, bez fajerwerków, ale miło się go czytało. Tak bardzo, bardzo, bardzo bym chciała, żeby Malik ją pocałował, bo się z nią strasznie utożsamiłam. Wiem, to głupie, ale pomaga mi się bardziej wczuć. Kotku, tak niebywale Ci zazdroszczę, tej wrażliwości, subtelności, fascynacji i miłości (bez niej by się nie dało stworzyć czegoś takiego) z jaką piszesz. Cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga. Czytam wiele opowiadań, ale żadne, naprawdę żadne nie równa się z Twoim. Jest wiele dziewczyn, które też są świetne, ale zawsze mam jakieś właśnie "ale", co do ich tekstów. Z Tobą jest inaczej, masz to, czego inni nie mają. Zazdroszczę Ci szalenie. Jestem dumna, że z serca młodych ludzi, może wypłynąć coś takiego. Gdybyś kiedyś wydała książkę, byłabym pierwsza w kolejce w księgarni. Może nawet o tym nie marzysz, ale otworzyłoby to przed Tobą wiele możliwości. Życzę Ci tego. Chciałabym Cię kiedyś poznać osobiście, zobaczyć jaką osobą jesteś. Myślę, że jesteś naprawdę wyjątkowa.
    Kończę Cię komplementować już. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział. XOXO

    OdpowiedzUsuń
  14. Ze sceną z Malikiem jest o niebo lepszy ! Nie moge się doczekać następnego :) Uwielbiam czytać twoje opowiadania są takie pełne emocji i można oderwać się od rzeczywistości a chyba właśnie o to chodzi. Jesteś niesamowita ! :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Zayebiste ! *w* Malik jest świetny ;* A ten rozdział to daj w tym tyg, haha ;D

    Czekam na NN ;* Wenyyy <33333333

    OdpowiedzUsuń
  16. Boże, jak mi się to podoba! Ta scena z Zaynem w gabinecie... lubię to! :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Co ty gadasz? Poczatek wcale nie był słaby :) Jak zwykle świetny :D
    A ta scena z Malikiem... Ah! Też bym tak chciała tylko ja bym chyba od razu zemdlała :P
    Już Ci mówiłam, że masz niesamowity talent? Jak nie to teraz mówię. JESTEŚ MOIM BOGIEM ,BEJBIE! <33

    OdpowiedzUsuń
  18. Dawaj więcej Malika!! Musi być !!! ;pp

    OdpowiedzUsuń
  19. mooooże i jest długi ale taki wciągający że nawet tego nie zauważyłam *-* świetne ♥

    OdpowiedzUsuń
  20. KajsisbzjshmJzvzkJ *.* kocham cię! Ty tak ślicznie opisujesz to wszystko! Normalnie czuję się jakbym stała obok Effie i Zayna i oglądała każdą opisaną sekundę! Chciałabym kiedyś tak cudnie pisać C: nie wiem jak wytrzymam do przyszłego tygodnia, ale jakoś dam radę xd

    OdpowiedzUsuń
  21. świetnie że dodałaś tą scene z Malikiem :> mi sie bardzo podobało
    NIE WYTRZYMAM DO PRZYSZŁEGO TYGODNIA :<

    OdpowiedzUsuń
  22. świetny a scena z Zaynem boska ;)
    czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  23. U M A R Ł A M ... *________*

    *************************

    początek był własnie bardzo dobry. tak troche mi przypomina te opowiadanie jakiś film czy książke, ale tylko tak troche ;) szkoda mi dziewczyny, ale cóż, takie opowiadanie, a to czyni je jeszcze lepszym ;) co do Zayna.. niby tak sie gapił na nią, a taki.. ehhh :/ ;)

    Klaudia CityLondon

    OdpowiedzUsuń
  24. Boski rozdział <3
    Czekam na następny ^^

    OdpowiedzUsuń
  25. Kiedy czytam twojego bloga to tak wciągam się w historię i widzę całą sytuację z każdym szczegółem (dzięki twoim zaskakująco dobrym w ogóle nieee nudnym opisom) że dopiero jak dochodzę do końca to zdaję sobie sprawę że przede mną znajdują się litery a ja tylko czytam :)

    OdpowiedzUsuń
  26. *____________________*

    Czy mówiłam kiedyś, że uwielbiam twoje opowiadania? Tak? A dobra, najwyżej się powtórzę! :D Uwielbiam twoje opowiadania! :D

    Effie jest taka skryta i cicha. Gdybym sama miała to wszystko sobie wyobrazić, zaplanować (itd.), w życiu nie "zestawiłabym" Malika z kimś takim, ponieważ pokazanie kontrastów pomiędzy dwoma postaciami jest bardzo trudne w tym przypadku... Jednak tobie udaje się to perfekcyjnie, a ja już z całych sił kibicuje Zeffie. :D
    Vic denerwuje mnie do granic możliwości, no ale cóż... tacy ludzie, NIESTETY, się zdarzają... -,-'
    Czekam z niecierpliwością na rozdział numer 6!
    Kaśka.

    OdpowiedzUsuń
  27. Rany. Serce waliło mi tak, jakbym była Effie, a przede mną stał półnagi Malik z dwoma rozcięciami wzdłuż pleców *o* Ja bym chyba nie poszła na tą imprezę. Może jestem zbyt podejrzliwa, ale to zaproszenie zalatuje mi jakimś podstępem. Tak czy tak - rozdział był genialny a scena u pielęgniarki - NAJLEPSZA <3 Nie wiem, jak przeżyję najbliższy tydzień ;(

    OdpowiedzUsuń
  28. Świetny rozdziała, a scena z Malikiem *__* po prostu cudo :D

    OdpowiedzUsuń
  29. Boże, świetny..!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Oby tak dalej..! :D

    OdpowiedzUsuń
  30. Kocham oba twoje blogi a kiedy czytam kolejne rozdziały to zupełnie zapominam o całym świecie :) Z upragnieniem czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Ta impreza wydaje mi się podejrzana, węszę jakiś podstęp. Ogólnie te nagłe zainteresowanie jej osobą, weird. Nie dziwię się Effie, że tak reaguje na półnagiego Zayna, sama nie byłabym lepsza. Oh, Malik*o*

    OdpowiedzUsuń
  32. Zostałaś nominowana do The Versatile Blogger Award przeze mnie.
    Więcej tutaj : http://rockmebebe.blogspot.com/2013/03/the-versatile-blogger-award.html

    OdpowiedzUsuń
  33. Nie mam zbytnio czasu pisać długiego komentarza , jak to mam w zwyczaju , mam nadzieje że mi wybaczysz . ;3 Czekam na następny rozdział <33

    OdpowiedzUsuń
  34. Uwielbiam!! I Czekam z niecierpliwością na kolejny :)

    Pozdrawiam
    Daria♥

    OdpowiedzUsuń
  35. Na takie rozdziały, mogę czekać dłuuugo. Jesteś świetna! Pisz takie długie rozdziały, no są super i na prawdę warto na nie czekać :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Zaczęłam czytać od początku i strasznie mnie wciągnęło! *.* Masz taki lekki styl pisania, że aż chce się czytać :) Oby tak dalej, dodaję do polecanych :). Ja dopiero zaczynam, jak masz czas to zajrzyj: Whisper-of-destiny

    OdpowiedzUsuń
  37. Dzisiaj zaczęła czytać tego bloga i jest świetny. Masz ogromny talent i taki ciekawy styl. Bardzo zazdroszczę ci talentu i oby tak dalej. Jednym słowem boooosko. Blog dodałam do obserwowanych i na pewno będę regularnie zaglądać. Jak będziesz mieć czas i ochotę to zajrzyj do mnie http://youngloovers.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  38. Kocham to opowiadanie. Osoba Effie odzwierciedla mój charakter i czuję się jak główna bohaterka. No naprawdę powiem, że mam sentyment do tej opowieści. Aż dreszcze przechodzą jak czytam z linijki na linijkę ;)
    Zapraszam do mnie :]
    http://hard-road-to-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  39. Rozdział jak zawsze świetny! :D w Twoim blogu podoba mi się wszystko. Sposób pisania, to w jaki sposób opisujesz sytuacje i to, że ten blog różni się od innych, bo ostatnio na jakikolwiek bym nie weszła jest to samo -.- a zdarzenia są tak do przewidzenia, że odechciewa się czytać. Tutaj często jest jakiś element zaskoczenia :) jedna wada to to, że rozdziały są tak rzadko... (tak, jeden raz w tygodniu to zdecydowanie za mało :P) Z niecierpliwością czekam na następny i życzę dużej ilości weny twórczej ;*

    OdpowiedzUsuń
  40. Moim zdaniem ten rozdział wcale nie jest długi tylko odwrotnie bardzo krótki.Błagam wstawiaj następny rozdział szybciej ,bo nie mogę się doczekać i właśnie jeden w tygodniu to za mało postaraj się.Wiadomo że masz inne obowiązki tak jak każdy:D A tak poza tym to zajebiście piszesz tak inaczej

    OdpowiedzUsuń
  41. co tu dużo pisać...genialny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  42. o jaaaa jakie to suuper <3 kiedy nastepny?

    OdpowiedzUsuń
  43. kiedy dodasz następny?? ;c bo nie mg sie doczekać już ;D

    OdpowiedzUsuń
  44. oooooooooo matko!!!!!! awwwwwwwwwwwwww mam brzydkie mysli:D-magda P.S. piszesz nieziemsko!!!!!!!!!1

    OdpowiedzUsuń