niedziela, 30 marca 2014

Rozdział 22



http://www.youtube.com/watch?v=xzQF6e94m6Q

Wiedziałam, że [ on ] będzie problemem. Wiedziałam, że nasza znajomość nie przyniesie nic konkretnego, nic, co dla Malika miałoby jakieś znaczenie. Bo może mogłam się mylić – w co wątpię – ale przecież sam powiedział. Patrzył prosto w moje oczy, oddychał głośno, z jego ust wydobywały się pojedyncze kłęby pary. I skoro jemu było zimno, ja musiałam trząść się z chłodu, a moje palce musiały właśnie zamarzać na wieki – jednak nie zarejestrowałam tego. Nie zauważyłam niczego oprócz uciążliwej duchoty w klatce piersiowej.
Nie mogłam oddychać. Nie chciałam, nie potrafiłam i poddawałam się za każdym razem, kiedy moje płuca samodzielnie, wbrew moim rozkazom walczyły o powietrze. Nawet moje ciało mnie nienawidziło.
Kiedyś, jeszcze kilka minut temu, wydawało mi się, że byliśmy dwójką rewolucjonistów, którzy mimo pozornej odmienności mogliby zaistnieć jako jedno. Zayn najwyraźniej doskonale wiedział, jak zdeptać moje nocne fantazje. Bo nie ukrywam, że o nikim innym nie myślałam wieczorami. I chyba dlatego cierpiałam na bezsenność.
Zostawił mnie – po raz kolejny mnie zadziwiając. Myliłam się od samego początku. Myliłam się, kiedy wpadłam na niego, wtedy na szkolnym korytarzu, a przez moją głowę przemknęła bezczelnie odważna sugestia, że warto temu brunetowi zaufać. Nie był zły, co? W moich oczach stał się grzesznikiem już w sekundzie, w której na mnie spojrzał. Potem wszystko wyglądało gorzej. Zatracałam się i to chyba mój jedyny życiowy błąd.
Widziałam, jak przez chwilę papieros w jego ręce drżał niebezpiecznie. Dalej uparcie trwałam blisko niego, wyczuwając agresję rodzącą się w oczach chłopaka. Zawsze był taki, czemu nigdy nie potrafiłam tego dojrzeć? Może Malik miał rację, mówiąc mi kiedyś, że nie dorosłam do życia, jestem naiwna i po prostu głupia. Może już wtedy zdawał sobie sprawę, że ot tak dam mu swoje serce do zmiażdżenia.
W takim razie to oficjalne. Zrobił krok do przodu.
Pomyślałam więc o matce, słysząc w głowie jej nieprzyjemny ton i jedno z tak wielu kazań, w których upomina mnie o coś, czego nie zrobiłam, nie przeżyłam i czym nie potrafiłam się nigdy cieszyć. Upomina mnie o bezsensowne zakochanie się.
Zacisnęłam gorące powieki, nie dając łzom żadnej satysfakcji i nie pozwalając im się ujawnić na trupich policzkach. Byłam chyba martwa, bo nawet kiedy Zayn przeszedł obok, szturchając mnie boleśnie w ramię, nie poczułam niczego szczególnego.
Wyobraziłam sobie, że jestem z bratem, oglądamy jak zwykle tę samą kreskówkę, praktycznie nie skupiając się na tak dobrze znanym nam epizodzie. Wyobraziłam sobie, że jestem z Mike’em i trzymam go za rękę jak podczas tamtej ostatniej nocy. Ale tym razem nie pozwalam sobie zasnąć. Nie pozwalam mu na śmierć.
Wzdrygnęłam się, słysząc z oddali jakieś rozmowy, potem następująco klaksony, gwizdy, muzyka. Przez chwilę miałam pewność, że to jedynie zbieg okoliczności, ale szybko zrozumiałam, że podczas tych dziesięciu minut byłam najzwyczajniej w świecie głucha.
Kiedy zrozumiałam wszystko, od samych pierwszych słów bruneta aż po ostatnie, jego już nie było.

„Miłość przychodzi nagle i nie da się jej w żaden sposób zamówić, czy choćby przenieść na inny termin.”

No to w takim razie świetny czas sobie wybrałeś, Zayn. Jesteś dla mnie nikim.

http://www.youtube.com/watch?v=xzQF6e94m6Q
Mijanie szkolnych drzwi i szafek było chyba normą mojego życia. Nie odwykłam jednak, dalej potrafiłam ukrywać się w kątach i lekceważyć jednoznaczne spojrzenia każdego ucznia. Nie wiem, od kiedy przestało mi zależeć na zrozumieniu ich nienawiści do mnie.
Nie dałabym sobie ręki uciąć, aby zaświadczyć, że Malik nie pojawił się w szkole. Od ósmej sześć nie unosiłam wzroku znad książek ani czubków swoich tenisówek. Wolałam patrzeć na buty niż na obściskujących się Zayna i Vic. No dobra, przesadzałam, bo do tej pory nie przyłapałam ich na całowaniu, ale patrzyłam rzadko, więc nie miałam żadnej pewności, czy takiej sytuacji nie było.
Wyglądałam na skupioną, rozżaloną i słuchającą. Szczęście chyba raz postanowiło mi sprzyjać, bo żaden nauczyciel mnie o nic nie spytał. Wbrew mojej postawie a la pilny kujon wcale nie myślałam o szkole. Chyba że plan mordowania kogoś i sposób na zatarcie śladów można zaliczyć do nauki. Nie, nie byłam aż tak zuchwała, żeby życzyć Malikowi jak najgorzej. Moje zadumy dotyczyły Vic oraz tylko i wyłącznie jej parszywości.
Na trzeciej przerwie Brett spostrzegła moje śmiercionośne spojrzenie rzucane co chwila na Vic i syknęła coś, że dopadła mnie niezła zazdrość. Także to chyba normalne, że potem i ją zabijałam w głowie przez dwie godziny. Czemu nie dłużej? Bo szybko mnie olśniło i było już wszystko jedno. Zayn mnie pocałował, zdarzyło mu się powiedzieć coś miłego, poflirtować, a skoro ruszył dalej bez słowa, bez wyjaśnień, raniąc mnie jak nikt do tej pory, to chyba znak, że ja też powinnam coś zrobić.
Przyszedł sam, bo przecież nigdy nie potrzebował obstawy. Przyszedł sam, bo wiedział, że tym razem nikt mnie nie uratuje. Superbohater się znudził i poszedł na fajrant. Wow, nasza historia wyglądała naprawdę ubogo. Dziwne, że w pamiętniku udało mi się zapełnić tyle stron.
- Witam, witam – wycharczał nieznośnie.
Był przystojny, ale nie budził we mnie nic prócz obrzydzenia. W końcu nie miał kawowych oczu ani nabytej inteligencji, ani cudownego gustu muzycznego.
- Alex.
- Effie – mruknął zadufały, jakby bawiła go ta rozmowa. Może faktycznie brzmiała śmiesznie.
Nie dbałam o to.
- Nie potrzebuję już twoich słuchawek… Dostałem własne, lepsze.
Milczałam. Prawdopodobnie wykorzystałam limit swojej waleczności. Teraz nie umiałam nawet spojrzeć chłopakowi w oczy. Byłam tak słaba, że ledwo stałam na drżących nogach. Moje kolana co chwila ocierały się o Alexa, przez co myślałam, że ryknę płaczem na oczach wszystkich uczniów. Nie muszę chyba wspominać o gapiach – każdy patrzył na nas z ciekawością, a ja umierałam na myśl o dokładniejszym rozejrzeniu się. Umierałam na myśl, że mogłam napotkać wzrokiem Malika.
- Chcesz je zobaczyć?
- Nie.
I skończyła się zabawa. Moje plecy zderzyły się z szafkami, które zabębniły donośnie w odpowiedzi na mój ciężar. Jęknęłam, opierając głowę, aby znaleźć się możliwie jak najdalej od Alexa.
- Pytałem, czy chcesz je zobaczyć – warknął, przyszpilając mnie jeszcze bardziej.
To ironiczne, że nawet nie musiał mnie fizycznie ranić, żebym mu się poddawała. Bałam się jego bliskości i to właśnie klucz do przezwyciężenia słabej Effie.
- P-proszę, j-ja…
- O, więc nasza słodka kujonka dalej jednak się jąka – zaśmiał się mrocznie, oblizując usta. – Wiesz czemu nikt nie daje ci spokoju, czemu ludzie o tobie bez przerwy mówią i dlaczego sprowadzasz na siebie taką uwagę? Wiesz czemu Zayn zabija mnie teraz w swoich myślach? – Nie myślałam wcale o tym, że jeśli Alex miał rację, to ja i Malik byliśmy cholernie podobni. Szkoda, że nigdy nie opracujemy wspólnie żadnego planu na zamordowanie całego świata. – Bo jesteś taka skomplikowana.
Przełknęłam ślinę, przełknęłam serce zamierające w moim gardle. Czułam taki ból, jakby wszystkie przysłowiowe motyle miały zaraz uwolnić się z mojego brzucha. Ale dalej je w sobie trzymałam – dalej zżerałam uczucia, bo co innego mi zaoferowano?
Malik też mi to kiedyś powiedział. Tyle że w jego ustach miało to lepszy oddźwięk. W jego ustach nawet „Jesteś dla mnie nikim” brzmiało jak idealnie skomponowana muzyka.
Jak życie
I śmierć.
Pierwsze „Kocham cię”
Czy ostatnie „Wrócę po ciebie”.
Chciałam usłyszeć jeszcze raz jego ostry ton, kiedy o mnie walczył. Nigdy nie zdawałam sobie z tego sprawy, że będzie mi brakować jego krótkich nerwów. Wiedziałam z kolei, że kiedyś będę tęsknić i najpewniej dzięki temu jeszcze się nie rozpłakałam. Nie liczyłam oczywiście nocy, kiedy nie zmrużyłam oka.
Dzisiejszy dzień nie był normalny. Był zwiastunem jakiegoś beznadziejnego, nudnego melodramatu, który nie posiada żadnego zwrotu akcji ani punktu kulminacyjnego. Nawet obsada nie zapowiadała się dobrze – Effie Willson – ofiara losu.
Rzeczywiście nie dziwiłam się Malikowi, Alexowi, Brett,Vic ani nawet rodzicom. Oddałabym swoje życie bratu. Może przynajmniej na nim komukolwiek by zależało.
Więc – żeby jeszcze bardziej namieszać, żeby się wyciszyć, spróbować, zawrzeć małą szkołą w Bradford – uderzyłam ustami w usta Alexa. Bo nie dało się tego inaczej nazwać. To było nagłe, niespodziewane i tak bolesne, że na mojej dolnej wardze machinalnie ukazała się strużka krwi. Ale w następnej sekundzie już jej nie było. Mój rozum też wolał zniknąć i gdybym miała taką możliwość, również bym to zrobiła – zatopiła się w tłumie, zniknęła, uciekła.
Nigdy, nawet w moich najgorszych koszmarach, nie przeżywałam pocałunku z Alexem. I nie wiem, co mnie natchnęło do myśli, że może nie było go tam, bo szukałam gdzie nie trzeba? Co jeśli był w marzeniach, czasem tak dobrze kamuflowanych sennych pragnieniach?
Całowałam Alexa i nie czułam się z tym źle. Mimo że moje ciało jęczało ze zbyt mocnego ucisku na szafki, a usta piekły od pocałunków. Oczy też mnie piekły, ale to już od czego innego.
Nie uchylałam powiek, bo doskonale wiedziałam, na czyje spojrzenie trafię najpierw. Skąd wiedziałam, że tu był? Kiedy rozchyliłam usta, zrobiło się głośno. Kiedy zaplotłam ręce na szyi Alexa, wszystko ucichło. Istniały tylko kroki, które przeklinałam w myślach, ponieważ nie umiałam rozpoznać, czy one się oddalały, czy przybliżały.
Ale może to nie miało większego znaczenia. Może to Alexem miałam się zainteresować tamtego dnia podczas jego bójki z Malikiem. Może to Alex miał mnie zaprowadzić do kasyna i może to jemu miałam ofiarować pierwszy pocałunek? W końcu na balu byliśmy tak blisko.
Miło było. Nic więcej nie umiałam sklecić.
Kiedy wreszcie go od siebie odsunęłam, dyszałam tak głośno jak nigdy. Miałam rozbiegane spojrzenie i drżące usta, których w ogóle nie czułam. Udało mi się jednak wyszeptać imię, gdy tylko ujrzałam stojącego kilka metrów ode mnie Zayna. Nie patrzyłam na jego ręce, ani szczękę, ani usta, żeby dojrzeć jakichś oznak zdenerwowania. Wystarczyła mi ta zawiść w parze pozornie chłodnych, obcych mi oczu.
Czemu się złościsz, kochanie, przecież nic dla siebie nie znaczymy?

____ 
Effie jest "psychopatycznie" zła, Malik jest zły ( HISTORIA TO ZŁO, ale nie o tym mowa ) wreszcie zaczynają do siebie pasować :) Mam nadzieję, że was trochę zaskoczyłam zwrotem akcji. Rozdział chyba jest jakiś inny, taki dziwny, nie wiem.
Dziękuję MADZI, eh byłam bliska płaczu jak chwaliłaś tego bloga i IFYL ( IFYL dużo dla mnie znaczy, szczególnie ta druga część :") )
STARLIGHT za czekanie na mnie ( ;p ), żelkowi no i anonimkom, których uwielbiam za ich słowotoki i przekleństwa :))) i Kicusiowi żeby przestal byc leniem i skomentowal, bo rozdział jemu jest dedykowany :D Jak ja czytam te długie komentarze to myślę sobie, czy wy najśmielej w świecie kłamiecie, czy naprawdę to opowiadanie wyzwala jakiekolwiek uczucia ;o Nigdy chyba nie uwierzę, że Young Lovers może jakoś oddziaływać.
No i Billy - nie wiem czy dalej to czyta, czy urywkami, czy w ogóle mnie wyrzucił ze stron, ale jakoś tak pomyślało mi sie o Nim, no i... trzymaj się ;)
PRAGNĘ POWIADOMIĆ, ŻE MAMY PONAD 500 OBSERWATORÓW ołmajfakingasz. Chcę zobaczyć ile was tutaj jest (: 500 to mnóstwo, ale jakoś się ukrywacie,czemu? :( 

Mam takie marzonko na specjalnie ważny dzień dla mnie, żeby każdy skomentował ( taki nowy rekordzik na YL? )


Stay loud
V.V.

PS Rozdział niesprawdzany.
BĘDĘ CHYBA INFORMOWAĆ O ROZDZIAŁACH, WIĘC PISZCIE TWITTERY NA MOIM ASKU!!! :)