środa, 26 sierpnia 2015

Rozdział 31





Wiedziałam, że nie miałam co liczyć na pomoc tamtych dwóch plotkarskich dziewczyn, dlatego postanowiłam odnaleźć Alexa i poprosić go o ratunek. Był mi to winien. Czułam z nim jakąś dziwną więź, jakby wszystko się między nami odpowiednio ułożyło, mimo że istniało duże prawdopodobieństwo, że to on mnie skrzywdził. Pewność tliła się we mnie marnie, ale to nic nie zmieniało.
Z drugiej strony byłam zmuszona do tej rozmowy, a z jeszcze kolejnej miałam dobrą okazję, by dowiedzieć się prawdy. Przerwa trwała pięć minut, musiałam załatwić sprawę naprawdę szybko. Zaraz czekał mnie angielski i Zayn.
Alex palił papierosa, najwyraźniej nie trudząc się nawet tym, by ukryć się przed nauczycielem, kamerami czy chociaż czujnikami dymu. Siedział na parapecie z paroma znajomymi, śmiejąc się z jakiejś dziewczyny, która pomknęła obok mnie, wpatrując się otępiale w ziemię.
Wstrzymałam gwałtownie oddech, bo dotknęło mnie uczucie, że to kiedyś byłam ja. To byłam ja przed poznaniem Zayna. Nieumiejąca się bronić, wiecznie goniąca za własnym cieniem. Malik mnie zmienił, czy tego chcieliśmy czy nie. Przed nim żyłam bez umiejętności do czegokolwiek.
- Willson. – Ochrypły głos Alexa sprowadził mnie z powrotem do świata realnego. Aż prawie jęknęłam z tej rozpaczy.
- Mam sprawę – powiedziałam szeptem, czując się ubezwłasnowolniona pod naporem spojrzeń jego przyjaciół.
Milczeli, jakby zaklął ich czas.
A Alex zeskoczył z parapetu, gasząc niedopałek na ścianie i podszedł do mnie, uśmiechając się słabo. Omiótł mnie wzrokiem, mogłabym nawet skromnie dodać, że nie rozpaczał na mój widok.
- Stęskniłaś się? – spytał, ale nie w ten swój nonszalancki sposób. Brzmiał na rozbawionego i zaraził mnie humorem, bo sama cicho zachichotałam. Nie wiem naprawdę, ten dzień był chory.
- Potrzebuję zdjęć z imprezy. Pilne. Jesteś w stanie to załatwić? - powiedziałam na wydechu.
- Jasne, trzeba czymś zapełnić pamiętnik. Takiej imprezy nie wolno zapomnieć. – Pogłaskał mnie po policzku, a ja zarumieniłam się krwiście, co akurat dobrze zrozumiał. – Och, kotek, nie mów, że nic nie pamiętasz?
Opuściłam głowę, czując się dziwnie, gdy uniósł ją dwoma palcami. Nasze oczy się spotkały, zamrugałam kilkakrotnie, bojąc się, że śnię, pragnąc, żeby to był sen, żałując, że w ogóle znam coś takiego jak sen.
- Załatwię to. Do końca tygodnia powinien ktoś je wywołać. Obiecuję, że do ciebie dotrą. – Puścił mi perskie oko i odsunął się. Zachowywał się dosyć pobłażliwie jak na niego.
Nie mogłam się nad tym jednak dłużej zastanawiać, bo wtedy zadzwonił dzwonek i przywołał mnie do porządku. Z podręcznikiem pod pachą skierowałam się w stronę sali.
- Pani Willson! - zawołał nauczyciel, zwracając uwagę wszystkich uczniów na mnie. - Pierwszy raz weszła ostatnia do klasy.
 Pomyślałam tylko o tym, żeby nie wywrócić się, kiedy Zayn może na mnie patrzeć. Skoro tutaj był, mogę spodziewać się też jakichś kąśliwych uwag, liścików o mnie choć nie do mnie i ogólnie jego obecności. Samo to było nad wyraz uciążliwe. Nawet nie posłałam spojrzenia nauczycielowi, przełknęłam wstyd i doszłam do ławki swobodnym krokiem. Prawie zaczęłam sobie bić brawa z powodu zachowania godności i nieośmieszenia się.
- No dobrze, dzisiejszy temat poświęcimy poezji zawartej w muzyce. Każdy z was do mnie podejdzie, wybierze piosenkę i razem jej przesłuchamy, a potem spróbujemy ją przeanalizować. Panie Malik, proszę o powagę i niezmuszanie nas do słuchania wulgarnego rapu.
Wulgarny. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Greq nie miał pojęcia, jak bardzo gust Zayna był skomplikowany. Jak on sam kiedyś określił, muzyka to jedyne, co mieliśmy wspólnego. Ból w policzkach przypomniał mi o tym, że nadal się idiotycznie szczerzyłam.
- Nie zdążymy przecież na jednej lekcji… - zaczął ktoś.
- Tak, tym tematem zajmiemy się do końca tygodnia. Jacyś chętni? 
Nie zgłosiłam się. Ale zrobiło to kilka osób, na których widok oczy Greqa rozbłysły. Nie było nic lepszego od widoku młodzieży zachęconej do działania.
Zmusiłam się, żeby spojrzeć na Zayna. Z jakiegoś powodu bałam się, że mnie na tym przyłapie, ale nie, nie rejestrował mojego istnienia. Aktualnie pisał z kimś, ukrywając komórkę pod ławką. Na jego twarzy pojawił się słaby uśmiech - wcale nie był ironiczny, żaden z tych, którymi mnie częstował. To chyba przez to nie usłyszałam żadnej muzyki, mimo natarczywego wychwytywania melodii.

Nie doceniałam wczorajszego dnia dopóki nie powitał mnie wtorek. Może w poniedziałek wyglądałam lepiej, może miałam majtki, które przynosiły mi popularność, ale… dzisiaj na nowo każdy traktował mnie z rezerwą. Nie, to niedomówienie. Przez niektórych byłam grzecznie ignorowana, przez resztę wytykana palcami.
Dwie dziewczyny, które umilały mi wczorajszy lunch, dzisiaj nie opuszczały Zayna ani na krok, nie patrząc na mnie ani przez sekundę. Zgadywałam, że to one powiedziały coś okropnego i stąd kolejne zamieszanie. Nie wadziło mi to.
Zayn nie pojawił się na zajęciach angielskiego tego dnia, ani nazajutrz. W ciągu tych lekcji moja ręka tkwiła w górze jako oznaka by wykonać zadanie i puścić swoją piosenkę, ale oczywiście Greq wybierał naokoło, nie głowiąc się mną w ogóle.
W czwartek jednak doznałam ponownego szoku. Nie zwróciłam uwagi na to, jakie majtki założyłam, ale czułam, że to te dające mi popularność. Ludzie dostrzegali mnie nawet w największym tłumie, szepcąc, obgadując albo się witając. Co było nie tak ze mną? Gubiłam się w tym, co mnie spotykało i tym, co chciałam, żeby się działo.
Lekcje mijały zbyt szybko, bym mogła psychicznie przygotować się do zajęć z literatury. Wczoraj nie obchodziło mnie, jaką wybiorę piosenkę, dzisiaj przetwarzałam w głowie każdą, złoszcząc się, bo żadna nie wydawała się pasować. Nie chciałam prezentować nic Malikowi, a już tym bardziej piosenki, która mogłaby mu się spodobać. Albo którą by wyśmiał.
O mój Boże, co jeśli mnie wyśmieje?! Czy zniosę to tym razem? Co jak co, krytykowanie mojego gustu zawsze bolało najdotkliwiej. Przygryzłam dolną wargę tak mocno, aż pobielała i popędziłam do sali, żeby pojawić się w niej jako pierwsza. Ku mojemu zdziwieniu było już w środku kilka osób, ale nie Zayn. Nie Zayn… on nigdy nie traciłby swojego czasu na czekanie.
Poczułam nadzieję, że może dzisiaj znowu nie pojawi się na angielskim. Na wszelki wypadek chciałam jednak od razu przejść na tyły sali, ale Greq wyrósł spod ziemi i zagrodził mi przejście.
- Widziałem, jak się zgłaszałaś przez ostatnie lekcje. – Jego uśmiech był zbyt szczery, żebym miała to zignorować. – Przyznam, że osobiście jestem  bardzo ciekaw, co przygotowałaś. Dlatego nie odchodź dalej, rozpoczniesz zajęcia swoją piosenką. Wiem, że wybierzesz dosyć trudny kawałek… taki, który zmusi mózgownice reszty ludzi do pracy. – Jego klepnięcie w plecy tylko odebrało mi ochotę na życie.
Skinęłam głową, wyzywając wszystkich w swoich myślach i usiadłam na fotelu nauczyciela. Przywykłam, że nic nie szło po mojej myśli, więc nawet się nie sprzeczałam. Moje życie od dawna było kolosalnym nieporozumieniem. Idzie się przyzwyczaić. 
(MUZYKA)
 https://www.youtube.com/watch?v=0J2OF1S3iSI
Potarłam wilgotne czoło i chrząknęłam, nerwowo spoglądając w stronę drzwi.
- Nie masz, czym się stresować, Effie. To zwykła piosenka. Potem wrócisz na swoje miejsce.
Nie słuchałam go. Miałam do wyboru kilka utworów, o których losie nie mogłam w tej chwili zadecydować. Wszystko zależało od obecności Malika. Ale on nie przychodził. A Greq się niecierpliwił. A ja drżałam.
- Możesz mi zdradzić, jaki nosi tytuł?
Krzesło zaskrzypiało złowieszczo na mój ciężar, jakby niosąc chory alarm, że usiadł na nim ktoś o nieczystym sumieniu.
- Nie umiałam się zdecydować…
- Ah, w porządku. Więc między jakimi tematami się toczy dylemat?
Przełknęłam ślinę, gdy zadzwonił dzwonek. Ostatnia wchodząca osoba zamknęła drzwi. Przebiegłam wzrokiem po klasie, odczuwając najprawdziwszą ulgę na widok pustego miejsca.
- Cóż, chyba właśnie wybrałam. – Uśmiechnęłam się niepozornie.
- Świetnie – klasnął w dłonie i odwrócił się do klasy, uciszając ją. – Leniuchy, wypuszczę was wcześniej, jeśli będziecie współpracować. Willson przygotowała piosenkę, jak wszyscy wiemy, na pewno będzie dobra.
Nienawidziłam chwalącego mnie Greqa, tworzył ze mnie swojego pupilka, mimo że nie dałam mu nigdy żadnych powodów do tego. Nie byłam idealna. Zaryzykowałam uniesienie oczu i zmarszczyłam natychmiastowo czoło. Nikt nie wydawał się poirytowany, wręcz przeciwnie. Ludzie wyglądali na… niecierpliwych. Jakby chcieli już usłyszeć mój wybór. Tak działała popularność. No może za duże słowo. Akceptacja.
Nakierowałam kursor myszki na równoramienny trójkąt przewalony na bok, który odpowiadał za włączenie muzyki. Nauczyciel pogłośnił kolumny i zamknął oczy, wsłuchując się w pierwsze dźwięki. Wszyscy zrobili to samo, co akurat nie było zaskoczeniem – Greq oczekiwał tego już na pierwszej prezentacji. Żeby skupić się w pełni, trzeba być pozbawionym reszty zmysłów.
Ale nie zrobiłam tego. Nie zamknęłam oczu, obserwowałam teledysk piosenki, to, co było przyczyną wszystkiego.
Gdyby jednak moje powieki były zaciśnięte, nie zwróciłabym uwagi na Zayna, który pojawił się w drzwiach wraz z pierwszym słowem piosenkarki.
Brwi chłopaka uniosły się wysoko, a usta wykrzywiły w zdziwieniu. Jego wzrok objął najpierw uczniów leżących w ławkach z zamkniętymi oczami, a dopiero potem skierował się na biurko nauczyciela. Jego usta ułożyły się w diabelskie przekleństwo. Zadrżałam, siadając na rękach, by nie rzucić się nimi w stronę komputera i nie wyłączyć piosenki.
Cholera jasna, musiał przyjść?! Mógł chociaż się nie spóźniać, wtedy nie wybrałabym na pewno…
I was addicted to your danger, but now I fall asleep
And the angels weep
It's been a long time coming since somebody move me
Someone got a hold on me
Widziałam, jak zamiera na te słowa, jego myśli pędzą w gwałcie, analizują, szydzą. A spojrzenie patrzy. Do czego to musiało dojść, żeby w końcu rozpoznał moje oczy? Był tak zniszczony życiem, pokrzywdzony miłością panującą dokoła niego.  Nie. Był sfrustrowany mną. Albo piosenką. Albo i tym, i tym. Wyraz jego twarzy dosłownie zmuszał mnie do wyłączenia muzyki, niestety byłam martwa.
Moja dłoń trzęsła się na myszce, miażdżąc ją niemiłosiernie. Dwie sekundy - to była nasza granica, którą narzucił. Obrócił się pospiesznie i zajął swoje miejsce, przeklinając na tyle głośno, bym mogła usłyszeć, ale na tyle cicho, by nie wybudzić nauczyciela z rozmyślań. Nie mogłam widzieć jego twarzy kolejne piętnaście sekund, bo przebiegał palcami po czarnych włosach. Nie chciałam się nawet łudzić, że celowo ukrywał emocje.
Wątpiłam już, że chodziło mu o mnie czy o jednoznaczny tekst utworu. Coś więcej kryło się za jego agresywnym zachowaniem.
Ludzie dawno przestali skupiać się na piosence. Obserwowali nas, zapewne dostrzegając w słowach utworu samą prawdę o naszych relacjach. To był cholerny błąd. Błagałam, by artystka przestała śpiewać, straciła swój głos, zamknęła buzię raz na zawsze. Poczułam pot na karku, dreszcz łaskoczący kręgosłup.
Fill me up with the glorious words you say
Make me part of the wonderful games you play

Zastanawiałam się, jak bardzo mnie w tej chwili nienawidził. Obnażałam wszystko, co było między nami. Zachowywałam się jak obsesyjna zakochana dziewczyna. Patrząc pod innym kątem, Zayn nie miał żadnego prawa, by sądzić, że ta piosenka jest o nim. Tekst nie musiał przecież na to wskazywać. Nie ja kryłam się za autorem tekstu, to nie były moje uczucia.
Walczył z ujarzmianiem swojej złości. Jego but uderzał o podłogę bez szczególnego rytmu, a dłonie zaciskały się na ławce. Wyglądał przez okno, opierając się o krzesło w typowy dla siebie znudzony sposób. Mógł robić cokolwiek i tak zauważyłam jego zaciśniętą szczękę. Miałam wrażenie, że rzuci się na mnie z pięściami, jak tylko skończą się zajęcia.
Only you can see the emptiness
I feel when you’re with me
When everything you say I'm on my knees

Jego oczy bez uprzedzenia spotkały się z moimi, a ja nie miałam pojęcia, czy powinnam odwrócić wzrok czy nie. Tak dawno na mnie nie patrzył, że straciłam swoje nawyki oraz obronne instynkty. Zayn przygryzł dolną wargę tak mocno, aż zbielała. Oczy nie chciały zdradzić nawet jednej emocji, która istniała w jego głowie. Nie wiem, co zrobił, nie umiałam przestać na niego patrzeć, słuchałam tego, czego nie mówił i pochłaniałam to, co mi zakazywał.
Tkwiliśmy w tym milczeniu bez skutku i żadnej koncepcji, walcząc, dziecinnie bijąc się o przewagę.
-  Tak jak przypuszczałem, Willson.
Podskoczyłam na słowa Greqa, mając cichą nadzieję, że nie był świadkiem mojego groźnego wzroku. Uśmiechał się, co chyba nie rokowało tak źle.
Wstałam z jego siedzenia i podreptałam do swojej ławki, przy okazji uśmiechając się do paru osób, które szepnęły mi powitania. Cóż, ta bielizna miała coś w sobie.
- Okej, najpierw zajmiemy się pytaniami. Czy ktoś jest ciekaw wyboru Effie?
Kilka rąk uniosło się w górę, na co zmarszczyłam marudnie czoło.
- Mm, może Barkens.
- Ja tylko chciałam spytać, czy mogę do toalety.
- Jezu, tak – mruknął szybko, chcąc dojść do poważnych pytań.
Trwała cisza. Nadal potrzebowałam spokoju po czterominutowym wgapianiu się w Zayna. Tamta czynność pozbyła się mojej energii w całości.
- Ten utwór jest o miłości – zaczął nauczyciel, wiedząc, że nie namówi uczniów do gadania bez zachęty. – Wydaje mi się, że nieszczęśliwej, nieodwzajemnionej...
- Toksycznej – rzucił ktoś z przodu.
- Świetnie, muszę się z tym zgodzić. Mnóstwo piosenek jest o miłości, co sprawia, że ta ma w sobie coś szczególnego, co namawia do ponownego odsłuchania, uzależnienia się, czytania między wierszami?
Kiwałam głową podczas jego monologu, złączając brwi w letargu.
- Effie?
- Tak – wybąkałam, prostując się. – Yy… Sama nie wiem. Tak po prostu wyszło, że mi się spodobała ta piosenka.
- Czemu chciałaś ją nam zaprezentować?
Wzruszyłam ramionami, czując na sobie spojrzenia całej klasy. Mogli na mnie patrzeć, to było okej, dopóki nie musiałam się wtedy odzywać.
- Czy ten tekst do ciebie przemawia?
Podrapałam się po szyi, myśląc nad bezpieczną odpowiedzią, ale jednocześnie wystarczającą, bym nie musiała więcej mówić.
- Ona lubi słuchać o bólu.
- Szlag – wyszeptałam najciszej, jak umiałam i łapczywie połknęłam powietrze, dysząc i płonąc, i marznąc w tej sekundzie.
- Zayn?
- Tak.
Cisza.
- Coś jeszcze?
- Nie.
- Hm, i tak doceniam, że się udzielasz. Kto by się spodziewał – zaśmiał się, chcąc rozładować napięcie, ale duchota w pomieszczeniu i tak robiła ze mnie wosk.
- Czy chcesz coś dodać odnośnie słów Malika, Effie?
To zupełnie jakby podpalił zapałkę i zaczął machać mi nią przed oblanym benzyną ciałem.
- Wybrałam tę piosenkę, bo usłyszałam ją gdzieś niedawno. Jest nowa i aktualnie bardzo ją lubię, oto cała tajemnica. – Nie mogłam poradzić na przewrócenie oczami.
Ktoś zachichotał.
- Dobrze, uczepmy się może postaci, która występuje w piosence. Jest to zakochana kobieta o nieprawdopodobnej inteligencji, elegancji.
- Jest doświadczona cierpieniem – dodał jakiś chłopak w okularach, który wcześniej się ze mną witał.
- Dojrzała.
- Stara się pogodzić swoje marzenia z tym, co rzeczywiste – dodałam dziwnym głosem.
- Bezmyślna – prychnął Zayn, patrząc w sufit. – Wmawia sobie, że jest kochana, bo sama nie potrafi siebie pokochać. Pewnie jest też brzydka, skoro tak w kółko lamentuje, że nikt jej nie chce.
- Skąd takie wnioski, panie Malik?
- Żąda od chłopaka, by ją skrzywdził, pobawił się nią. Jej życie musi więc być zwykłą monotonią i szarością, a on to jedyna rzecz, która ma jakiś kolor.
- Ona jest zakochana – warknęłam. - To logiczne, że chce spróbować wszystkiego, by z nim być.
- To się nazywa desperacja – odpowiedział równie złośliwym tonem, nanosząc na usta łajdacki uśmiech. - Wierzę, że dobrze znasz to uczucie.
Uczniowie chórem zrobili „UUUU”, nie dając mi wyboru. Musiałam chamsko odpowiedzieć, nawet jeśli nie miałam ripost w zanadrzu.
- Nie musisz udawać. Wszyscy tutaj wiedzą, że jesteś bezdusznym śmieciem, który nie tyle co nie ma uczuć, ale nie liczy się z innymi.
Malik wreszcie odwrócił oczy od swoich splecionych rąk i spojrzał na mnie z nieokreślonym spokojem. Zanosiło się na burzę.
- W takim razie ty nie bądź głupia i pyskata. Wiesz, co jeszcze ludzie wiedzą oprócz tego, że jestem chamem? Wiedzą, że ta twoja durna piosenka o miłości była adresowana do mnie. Nie wysilaj się na ratowanie swojej dupy…
- PANIE MALIK! Proszę się wyrażać!
- Nie pochlebiaj sobie. Czy jeśli bym puściła coś o Żydach albo gejach, też przypisałbyś sobie ten wybór?
- Chcesz przez to wydobyć ze mnie wyrzuty sumienia? – Strach pojawił się w jego oczach. – Męcząc mnie akurat tą piosenką i udając debilkę.
- Ona. Nie jest. O. Tobie – wydusiłam.
Jego śmiech niósł kpinę i pogardę.
- Skąd ją znasz?
- Usłyszałam gdzieś.
- Nie kłam, do cholery – powiedział, obracając się na krześle przodem do mnie.
- PROSZĘ SIĘ USPOKOIĆ. – Greq przypomniał sobie, że nie powinien interesować się dramatami szkolnymi. Doceniałam, że chciał to przerwać.
Cała klasa nie odwracała od nas oczu. Czułam się, jakby przeniesiono mnie w przeszłość, zdziwiłam się na poczucie zniechęcenia i przerażenia. Jak widać nie tęskniłam za byciem poniżaną przez Zayna, ani za kontaktem z nim.
- Jesteś żałosna. Zakochana w miłości, jakiej nikt ci nigdy nie da.
- Masz rację, bo przecież ty się nigdy nie przyznasz do swoich uczuć do mnie – palnęłam głupie kłamstwo, podjudzona jego satysfakcją.
Zamilkł na całą minutę, dając mi czas, by się uspokoić i ostudzić adrenalinę. Niektórzy nawet wrócili do lekcji, odwrócili się w stronę tablicy, zawiedzeni końcem kłótni. Nie byłam już pewna, czy warto gonić wygraną w tym pojedynku. Ale wtedy on odpowiedział, a wygrana zatańczyła mi na nosie. Wypadło mi serce i potoczyło się gdzieś pod nogi Zayna. Kibicowałam sercu, by zdzieliło chłopaka na ziemię. Nie protestowałabym, gdyby nazwał mnie obłąkaną.
Zaczął niespokojnie kiwać głową, oblizując usta.
- Tak, przyznaję, że coś do ciebie czuję – powiedział, dodając po chwili. – Ale nie wiem, czy nienawiścią dobrze jest się chwalić.
- Zadajesz ciosy poniżej pasa w obronie przed moimi słowami, które dotyczą twojego chamstwa - zaatakowałam błyskawicznie. - Nie znam większego hipokryty od ciebie.
- Posunęłaś się za daleko, przyłażąc tutaj z tą piosenką! –  wytknął. Dostrzegłam pulsującą żyłę na szyi, nieopanowany zacisk rąk. Pamiętałam swoje palce wewnątrz jego pięści. Wtedy było po prostu inaczej. To było jakby z kimś innym.
- Wytłumaczysz mi, czemu masz pretensje o to, że puściłam coś, co leci w radiu bez przerwy?
Odchylił się na krześle, jakbym uderzyła go w twarz. Jego usta zacisnęły się, zmartwione oczy pogłębiły udrękę i spojrzały na dłonie. Nie wiem, czemu tak często się w nie wpatrywał, ani dlaczego jeszcze go nie uderzyłam. Zasługiwał na śmierć, nie po tym co zrobił mi, ale za wszystkich ludzi, których skrzywdził.
Zayn podniósł się z miejsca, szarpnął z ziemi swój plecak i ruszył w moją stronę, pokonując te kilka metrów zbyt szybko jak na moją psychikę. Jego ręce wylądowały na mojej ławce, głowa pochyliła się do przodu, wzrok spotkał moje sarnie oczy. Łamały mi się kości od jego wzroku.
- Wybacz – Jego głos rósł z każdym słowem. Drżałam, szczękając zębami o siebie. Miałam łzy w oczach, z których się naśmiewał. – Wkurwiło mnie to, że chciałaś paplać o miłości jak jakiś znawca, kiedy nikt nie ma tak uszkodzonego umysłu, by cię pokochać. Wydaje mi się po prostu, że miałabyś więcej do powiedzenia, gdybyś włączyła piosenkę o śmierci młodszego rodzeństwa. Tak tylko mówię.



_
Prawdopodobnie dobre wieści. Na razie #topsecret.
3/4 rozdziały do końca.
Viv ma w połowie napisaną II część YL, ale z tego co zauważyłam od 4 miesięcy, konkretnie rzuciła pisanie, więc nie ma co z nadzieją na więcej.