sobota, 7 marca 2015

Rozdział 27



 https://www.youtube.com/watch?v=0J2OF1S3iSI
Może to słodkość przed katastrofą, albo zwiastun najlepszego dnia w życiu, ale co miało znaczenie to fakt, że wraz z moim przyjściem wieża stereofoniczna wiernie odtwarzała wielbioną przeze mnie piosenkę. Ta mała rzecz spowodowała zapomnienie się na chwilę i zignorowanie wszystkich spojrzeń.
N a    c h w i l ę.  Ktoś wepchnął mi w rękę czerwony kubek z podejrzanym napojem. Odłożyłam go gdzieś w niepamięć i poszłam prosto do tańczącego tłumu, żeby się ukryć.
To nie życie, to film. Zawsze mogę nacisnąć pauzę albo cofnąć. Mam kontrolę nad…
- Zabierz łapska – mruknęłam cicho do jakiegoś chłopaka, który w jednej sekundzie trzymał mnie za łokieć, a w drugiej już za pośladki.
Odepchnęłam pijaka na tyle daleko, by kolejny mógł go zastąpić. Wyglądał na bardziej okrzesanego. Miał jasne włosy i zielone oczy, chyba widziałam go kilka razy w szkole.
- Kto by się spodziewał.
- Hm?
- Effie Willson w miejscu takim jak to, robiąca to, mówiąca to, pijąca to.
- Masz jakieś problemy z nazwaniem rzeczowników? – powiedziałam, unosząc brwi w górę.
Zamknęłam oczy i odetchnęłam, chcąc rozluźnić się dzięki muzyce. Wyobraziłam sobie tamto wydarzenie w klubie. Powtarzałam ruchy nieznajomej, która skradła wtedy kilka minut Zayna i zniszczyła nasze spotkanie. Chciałam zdobyć władzę nad tymi ludźmi, wszyscy mieli mi się przyglądać. Ten chłopak nie miał racji. Bo tutaj Effie wcale nie było. Była całkiem inna dziewczyna, która rano obudzi się skacowana i zawstydzona. Ale zgadnijcie, która będzie cokolwiek żałowała?
- Mogę postawić ci drinka?
- Tylko jeśli będę patrzeć, jak to robisz. Muszę być pewna, że niczego nie dosypałeś.
- Okej, jednak jest tam trochę starej kujonki.
Posłałam mu znudzone spojrzenie i odgarnęłam włosy z twarzy. Chłopak starał się umieścić swoje ręce na moich biodrach, ale cofałam się, kiedy zaczynał być blisko.
- Zgrabnie się poruszasz.
- Mogę być zgrabna, a poruszać się seksownie – poprawiłam go, unosząc dumnie podbródek.
Idiota tylko się roześmiał. Zmarszczyłam czoło w zastanowieniu, czy to moja wina, że brzmiałam jak kabareciarz.
- Wiesz, wcześniej nie rozumiałem, czemu Malik cię chciał, ale jeśli przy nim taka byłaś, to teraz nie rozumiem, czemu cię zostawił.
Przyjrzałam mu się chwilę, nie ukrywając pogardy, a potem moja krucha dłoń spotkała się z jego policzkiem. O tak. Szaleć na całego.
- Nasza relacja zakończona niepowodzeniem. Papa.
Odeszłam sztywno, dmuchając sobie powietrzem na twarz, bo gorąco zaczynało dawać mi się we znaki. Znalazłam miejsce, gdzie jakaś grupa umięśnionych chłopaków nalewała do kubków różny rodzaj alkoholu. Poprosiłam cicho o wódkę i pozbyłam się jej za jednym haustem. Kiedy odsunęłam kubek od ust, ujrzałam miny wszystkich obserwujących.
Stali naprzeciw mnie otępiali, robiąc tę chwilę niesamowicie niezręczną i ambarasującą. Wypuściłam kubek z dłoni, jakby to miał być dowód, że wcale niczego nie piłam.
Zaczęli gwałtownie i niepokojąco głośno bić brawo oraz żartować, podnosząc mnie w górę, podrzucając, wiwatując. Prawdopodobnie skandowanie mojego imienia spowodowało pojawienie się tutaj wroga. Przynajmniej w dobrym czasie.
- Co ona tu robi? – usłyszałam warknięcie, kiedy zostałam wyrzucona w powietrze dwudziesty siódmy raz.
- Dostała zaproszenie – odparł ktoś, kto chyba doskonale wiedział, że nie byłam w stanie na rozmowę. – Ale nikt nie jest pewien, czy to na pewno ona. Bo… od kiedy Effie pije, przeklina, tańczy jak szalona i w ogóle chodzi na imprezy?!
Polać mu, mimo że wkurza. Polać wszystkim.
- Chcesz bucha?
Milczałam, starając przypomnieć sobie znaczenie tego słowa. Moje oczy rozszerzyły się w nagłej trzeźwości i gorączkowo pokręciłam głową.
- Nie szaleję aż do tego stopnia – zawołałam.
Poprawiłam włosy i chrząknęłam, odwracając się w stronę lodowatej krainy. Vic patrzyła na mnie morderczo, marszcząc swój nos i zaciskając mocno usta.
- Jak się bawisz? – spytałam wesoło.
- Jeszcze nie tak dawno było świetnie.
- Och… Cóż, mnie nie obchodzi twoje istnienie, więc nie zważam, czy tu jesteś czy nie – Uśmiechnęłam się leciutko i nawilżyłam suche usta językiem. – Jesteś z Zaynem?
- Nie.
Moja ekscytacja spadła minimalnie,  ale nie mogłam dać po sobie tego poznać. Obciągnęłam sukienkę i przygryzłam wnętrze policzka, bez słowa żegnając się z Vic. I tak za dużo życzliwości jak na jeden raz. Obróciłam się na pięcie, ale zawróciło mi się w głowie i skierowałam się w stronę łazienki. Nie mogłam przecież paść na środku imprezy. Moja reputacja już bez tego wyglądała paskudnie.
Schody nie miały końca, ale kiedy już weszłam na piętro i szarpnęłam klamkę, całe moje życie uległo zmniejszeniu do jednej sekundy. Każda kolejna z nich trwała wieczność.
- O nie.
- S-s-karbie. – Jego oczy rozjaśniły się na mój widok. Cholera, on był zagadką. – Jakim cudem ty…?
- Wybacz, ja… pomyliłam.
- Nie. Czekaj. Ja cię muszę przeprosić. Za wszystko. Za te listy… Chciałem namącić ci w głowie i nie było to potrzebne. Wybaczysz mi, proszę?
Oszukał mnie. Oszukał, bo wcale nie chciał odpowiedzi, skoro od razu naparł ustami na moje i westchnął w nie alkoholem. Odsunęłam się zaczerwieniona, ale nie dał mi szansy. Jego biodra spotkały się z moimi, klatka piersiowa złączyła z moją. Wsunął głęboko swój język, chcąc pewnie mnie rozbudzić, ale poczułam jedynie alkohol podchodzący mi do gardła.
- Alex!
Odepchnęłam go mocniej i przytrzymałam, żeby mógł zebrać myśli.
- Wybacz, nie chciałem…
Rany, ale on robił się upierdliwy. Czy on w ogóle wiedział, jak mnie krępował tymi wiecznymi przeprosinami?
- Zatańcz ze mną, Effie.
Poczułam coś dziwnego, kiedy wypowiedział moje imię. To pewnie ten akcent, ta chrypa i ten znudzony ton. Mógł to być ktokolwiek, prawda? Alex… nie…
Niecałe dwadzieścia mrugnięć oczami później byliśmy z powrotem na dole, tańcząc do własnego rytmu. Musiałam przyznać, że nie dorównywaliśmy innym. Poruszaliśmy się jak w smole, powoli, na miarę możliwości zmysłowo i odważnie. Kręciłam biodrami w sposób, w jaki zawsze robiła to Vic. Tak, naśladowałam ją i miałam to gdzieś, że zapewne nie wyglądałam kobieco, a niechlujnie.
Nie dbałam o to.
Oparłam się plecami o tors Alexa i objęłam jego kark dłońmi, odchylając głowę w górę. Czułam, jak jego głos wibruje w klatce piersiowej, ale nie rejestrowałam słów. Ręce chłopaka dotykały całe moje ciało, jednak robiły to z namaszczeniem i cholera, wcale mi to nie przeszkadzało. Nasze oddechy przyspieszyły.
Uchyliłam powieki, spotykając się wymownym spojrzeniem z osobą po drugiej stronie salonu. Odetchnęłam na jego widok. Gdyby się nie zjawił, przyjście tutaj tak czy inaczej okazałoby się bezcelowe. A nawet nie musiałam się starać…
Zayn tu był, niebezpieczny, mroczny, pijany, siedząc na jednej z tych niewygodnych kanap w kolorze spalonej pomarańczy i nie odrywał pieprzonego wzroku ode mnie. Myślałam nad tym wczoraj. Czy kiedyś jeszcze natrafimy na siebie spojrzeniem. Miał drogocenną Vic na swoich kolanach. Czy nie będziemy potrafili siebie zignorować. Całował ją z okropną niedbałością, z otwartymi ustami i oczami. Czy ulegnę mu, a on znowu mnie skrzywdzi.
Procenty uleciały z mojego organizmu jak z balona. Malik, och, Malik. Jego oczy miały ten sam upiorny wyraz co zwykle, pełne usta zaciskały się albo wokół papierosa, albo wokół języka dziewczyny o zerowym ilorazie inteligencji. Jego dłonie oplatały jej wąską talię z taką siłą, że widziałam dokładne linie żył na ramionach. I zaciśniętą szczękę, którą chciałam pocałować. I nieuporządkowane włosy. I jabłko Adama, które poruszało się, gdy połykał ślinę.
Całował ją obsesyjnie, zachowując powagę w spojrzeniu przeznaczonym tylko mnie. Jego wzrok przebiegał po mojej twarzy, piersiach, pośladkach, nogach. Uśmiechnęłam się do siebie triumfująco, zamykając oczy. To było nieprawdopodobnie i szokująco lepsze niż w książkach i filmach.
Mój koniec. Jęknęłam cicho, kiedy Alex pchnął moje biodra do siebie i otarł się wyzywająco. Chwyciłam garść jego włosów i naniosłam szybsze tempo. Nie miałam tej pewności, czy to wszystko wina alkoholu. Chyba. Chyba nie.
- Effie – wyszeptał mi do ucha – chcesz iść na górę?
- N-nie. Mamy dużo miejsca tutaj.
- Co? – zachichotał niewinnie.
- Do tańczenia.
- Nie chcę tańczyć.
- Ale dobrze robisz – powiedziałam nieskładnie, wykrzywiając ponuro usta. – Nie zostawiaj mnie.
Pochyliłam się znacząco, przysuwając się bliżej chłopaka. Alex nakierował moje biodra, by dotykały odpowiednie miejsce, a potem warknął mi do ucha i pocałował szyję. Oddałabym w tamtej chwili wszystko komukolwiek, kto mógłby zabrać mnie do domu i schować przed resztą świata.
To był mój ostatni spokojny wydech. Ktoś w jednej chwili wyrwał mi włosy, szarpnął za sukienkę, nadepnął na stopę i uderzył w szyję. Co  za nokaut.
- Przeginasz coraz bardziej, Willson. Dzisiaj koniec twojej nędzy. Myślisz, że nikt nie wie, o co ci chodzi?! – Vic pchnęła moje ramiona. Przez alkohol straciłam równowagę i ktoś złapał mnie, zanim mogłam narobić sobie wstydu.
- Czego chcesz? – warknęłam podjudzona, stając na wprost jej.
Dawno nie czułam takiego zła. Nie, takie zło zbierało się we mnie już jakiś czas i dzisiaj, chyba właśnie teraz mogłam to wykorzystać. Moja ręka pomyślała pierwsza, kiedy ułożyła się do ataku i zadała cios prosto w nos Vic.
Krzyknęła i chwyciła się za niego, prawdopodobnie sprawdzając, czy jest złamany. Jeszcze może nie.
O kolejnym ciosie zadecydowali ludzie, którzy otoczyli nas z zainteresowaniem. Alex gdzieś zniknął – miałam dziwne przekonanie, że leży na schodach w głębokim śnie. Cóż, stracił widowisko.
Vic splunęła krwią pod moje nogi i rzuciła się na mnie, wbijając kolano w brzuch. Jęknęłam, zginając się wpół. Uniosłam rękę, wbijając jej paznokcie w skórę i mocno drapiąc. Zobaczyłam krew na jej twarzy, a kiedy ona sama mogła ją poczuć, nie wyglądała jak normalny człowiek z hamulcami. Wrzasnęła zwierzęco i wskoczyła na mnie, gryząc rękę, uderzając w gardło i kopiąc gdzie popadnie.
Byłam uwięziona między nią a podłogą. Wiłam się na brudnej ziemi, zaciskając oczy tak mocno, żeby żadna łza nie wypłynęła.
- Nie myśl sobie, że cię zastępuję. Byłaś nikim dla Malika, codziennie mi to udowadnia. Kiepska w łóżku, w całowaniu, nawet w rozmowie. Jesteś zbyt dziecinna jak na niego. Nigdy nie będziesz na niego zasługiwać.
- To on nie zasługuje na mnie.
Wszyscy to słyszeli, dlatego wyłączono nawet muzykę. Vic zmniejszyła ucisk na moje ciało, więc wykorzystałam to i zepchnęłam ją z siebie, momentalnie atakując. Dopadł mnie szał, uderzałam ją pięściami, ciągnęłam za włosy, drapałam ręce, kiedy chciała się wyswobodzić. Już byłam tak blisko, już zamykała oczy, traciła przytomność i wtedy właśnie poczułam, że latam. Ktoś podciągnął mnie w górę i zaczął ciągnąć po podłodze.
- Dosyć. – Ten akcent, ten głos mógł należeć tylko do niego. Miał nieodgadniony wzrok i to cholernie utrudniało postać, jaką miałam teraz udawać. Nie mogłam być sobą.

Jak okrutne byłoby to przeżycie dla trzeźwej Effie. Nigdy nie pomyślałabym, że będą bolały mnie pięści od uderzeń i usta od powstrzymywanych wrzasków. Tamten szał złagodził ból moich pleców, którymi już na samym początku walki zderzyłam się z twardą ziemią. Powoli zaczynałam odczuwać promieniowanie ciała, gorąco krwi w żyłach i wstyd występujący na różowe policzki.
Kolana sunęły po podłodze, więc w końcu uniosłam nogi do góry, pozwalając się ustawić do pionu. Szorstka dłoń chwyciła mnie za przedramię i pociągnęła mocniej. Ludzie dalej darli się wniebogłosy, irytując się na jakiegoś anioła stróża, który postanowił zakończyć bójkę między mną a Vic.
Obejrzałam się za siebie, chcąc rzucić okiem na to, co zrobiłam. Wokół dziewczyny siedziało kilku chłopaków, oblewali ją piwem z braku chłodnej wody, chcąc trochę ożywić jej umysł i zmusić do uspokojenia się. Widziałam rozlany alkohol, trochę krwi i moje wyrwane włosy. Spanikowałam i zaparłam się nogami, co szybko zostało zauważone i wyeliminowane. Jego dotyk nie był już na mojej ręce. Całym ciałem stanął za mną, wypychając mnie stanowczo na taras. Byłam teraz w zupełnej ciemności. Było dobrze.
- Czy ciebie do końca popierdoliło?!
Widział, jak drżę z zimna, ale nie zareagował. Nie to, że czegoś oczekiwałam.
- Ona się na mnie rzuciła! Mówiła brzydkie rzeczy, to dostała za swoje! Poza tym walczyłam we własnej obronie, widziałeś, co mi zrobiła?! UGRYZŁA MNIE! Ona jest jakaś chora… w łóżku też się gryziecie? Kurczę, w sumie może nie powinnam poruszać tematu łóżka. W końcu skoro robicie to nawet na podłodze, pewnie lubicie wyzwania. Nie wyobrażam sobie czegoś…
- Mówię o twoim tańcu.
- Co?
- Z Alexem.
- No. To było prawie jak ty, Vic i twoje łóżko – zachichotałam pijacko, klepiąc go zabawnie po ramieniu.
Zayn nie drgnął. Był zniechęcony rozmową. Ech, wyszło jak wyszło.
- Myślisz, kurwa, że to śmieszne?! Bądź poważna!
Umilkliśmy. Zacisnęłam usta skarcona i opuściłam głowę. Ręka Zayna zawisła w powietrzu. Cofnął się ostatecznie. Przyjęłam to z ciszą, obiecując sobie analizę jego zachowania później. Słychać było wiatr i muzykę i rozmowy. Cisza. I cisza. I groźba bruneta w spojrzeniu.
Kiedy już wypuścił powietrze z ulgą, eksplodowałam gromkim śmiechem, rechotając prosto w jego twarz.
Wywrócił na to oczami, na szczęście jednak nie komentując.
- Powtórzę drugi i ostatni raz: Czy ciebie do końca popierdoliło?
- Drugi raz chodzi ci o to samo?
- Effie, nie denerwuj mnie.
- Nie. Ty mnie nie denerwuj. Tak, tańczyłam z Alexem i co z tego? – Wzruszyłam ramionami.
- Albo wyjaśnisz teraz, albo cię zmuszę.
- Pf, co niby takiego zrobisz?
Jego chłodna dłoń objęła linię mojej szczęki oraz podbródek i ścisnęła boleśnie, z kolei ciało chłopaka naparło w ten sposób, że musiałam oprzeć się o ścianę. Tym razem byłam tak uwięziona, że z trudem oddychałam.
Wzrok Zayna na krótki moment skierował się niżej, kiedy z powrotem spojrzał w moje oczy, dał mi dostrzec niepokój i furię. Obserwowałam z rozchylonymi wargami, jak jego język powoli oblizuje blade usta. Biodra chłopaka wykonały nieokreślony ruch i wywołały gorąco w całym moim ciele. Moje piersi ocierały się o jego tors z każdym oddechem, a zaczerpnęłam ich naprawdę dużo. Malik odchylił moją głowę, żeby ułatwić nam patrzenie sobie w oczy. Przełknęłam ślinę, gdy dotknął kciukiem środek szyi.
Wzdrygnęłam się podniecona i jęknęłam cichutko, na dźwięk czego przymknął oczy.
- Weź mnie.
Słodki Jezu, jak mogłeś pozwolić mi wymówić te słowa. Nawet nie chciałam patrzeć na reakcję chłopaka. Nie, pragnęłam wtopić się w ścianę i zniknąć.
- Jesteś taka pijana – wymamrotał – ale musisz mi odpowiedzieć. Czemu zrobiłaś to wszystko?
- Tylko jeśli się rozbierzesz.
Skoro już uznał, że to żart, mogłam sobie dalej pleść głupoty.
- Effie, błagam…
- Nie chcesz mnie?
- Niespecjalnie. - Potarł moje usta palcem, uderzając o ich fakturę w rytm muzyki dobiegającej z wnętrza domu. Patrzyłam na niego rozpalona do granic możliwości, od czasu do czasu wypuszczając chłodne powietrze, gdy stawało się już zbyt ciężkie na moje płuca.
- Nienawidzimy się – powiedział ze zmarszczonym czołem, jakby dopiero to sobie uświadamiając.
- Nie chcesz mnie, Zayn?
Chwyciłam jego rękę i nakierowałam na swoje biodro.
- Dotknij mnie.
- Nie.
Westchnęłam i zacisnęłam palce na jego nadgarstku, kierując dłoń od zaokrąglonego biodra przed udo, a kiedy skończyłam na kolanie, powędrowałam z powrotem, celowo zadzierając sukienkę do góry.
- Przestań – wymamrotał, kręcąc głową. – Jesteś tak pijana, że zaraz zaśniesz mi na ramieniu.
- Mogłabym zasnąć u ciebie w łóżku.
- Nie ma takiej opcji. – Pocałował słabo skórę mojej szyi w taki sposób, jakby nie miał nawet na to siły czy ochoty.
Puściłam więc jego rękę, ale nie zabrał jej z mojego uda. Jego kciuk poruszał się niebezpiecznie blisko mojej bielizny.
- Twoja druga ręka jest samotna? – spytałam.
Długo nie odpowiadał, ale w końcu zaśmiał się z niedowierzaniem i uśmiechnął łobuzersko.
- Ta.
- Więc ją wykorzystaj.
- Gdzie?
- Jezu, czy ty nie masz doświadczenia z dziewczynami? Zadajesz takie durne pytania! – oburzyłam się i westchnęłam, powoli gasło we mnie pobudzenie.
Ale w tym momencie Zayn położył dłoń na mojej szyi i wszystko wzmogło się jak za pomocą różdżki. Jego ręka podążyła w dół, zatrzymując się przed piersiami. Potem nie było granicy. Istniałam ja i on. Nasze pobudzone ciała. Złe spojrzenia. Dotyk i oddech. Jego ręka i moje udo. Jego ręka i moja pierś. Jego usta i moja szyja. Jego język, jego zęby, jego słowa, jego obecność. Kontra moja skóra.
- Mam nadzieję, że nie będziesz tego pamiętała. Nie mogłabyś chyba żyć ze świadomością, że kazałaś mi robić takie rzeczy.
Dowiedziałam się, że jego śmiech ma cudowny oddźwięk, kiedy odbija się od mojego ciała, owija się w zagłębieniu mojej szyi.
Przekonałam się – alkohol powinien być zakazany, a ja jutro zginę śmiercią tragiczną.
Gdy wydałam z siebie głośny jęk, Zayn ukrył go w krótkim, jednosekundowym pocałunku, który chyba nawet nie był pocałunkiem. On zwyczajnie zbliżył nasze usta i rozchylił je na chwilę, w ogóle nie wykorzystując mojego pozwolenia. Byłam żałosna i nie umiałam powiedzieć "koniec" fantazjom.

__
 Rozdział miał być wcześniej, ale plany pokrzyżowała mi choroba i powrót do nauki :( Nie wiem w sumie, co mogłabym dodać, więc dziękuję za wszystkie komentarze, dobrze jest wrócić. WESOŁEGO DNIA KOBIET, SKARBY.
v.v