wtorek, 14 czerwca 2016

Rozdział 33


Wpatrywałam się w ekran i trzy durne podskakujące kropki tuż pod nazwiskiem Alexa. Co zajmowało mu tak długo? Czemu od początku nie powiedział, że istnieje jakiś filmik? Przecież tego nie trzeba było wywoływać w ciemni. Stres przerodził się w obłęd, nie mogłam dłużej znieść nerwów i uniosłam swoją koszulkę pod brodę.
Patrzyłam na pożółkłe siniaki, które nie wyglądały już tak tragicznie, na krwiaki i ugryzienia obsypane wokół piersi oraz ramion. Czy to w ogóle było możliwe? Czy nie wariowałam?
Alex wreszcie wysłał jakiś link, dopisując coś, co po raz kolejny zignorowałam. Szybko kliknęłam na film i docisnęłam dłonie do ust, by nie zacząć wrzeszczeć, zanim czarny ekran się rozjaśnił.
Dźwięki były zniekształcone muzyką, darciem ludzi i gadaniem nagrywającego, który nawiasem mówiąc, był tak pijany, że trzymał kamerę do góry nogami, więc musiałam obrócić laptop.
Przez chwilę nie wiedziałam, na czym skupić wzrok. Obraz był niesamowicie rozmazany, pokazywał podłogę i nogi ludzi podskakujących w rytm muzyki. Miałam ochotę przesunąć filmik, ale bałam się, że ominie mnie najważniejsze. Trwałam w amoku kilka sekund, aż nie zapadła cisza. Potem nagrywający pisnął rozdzierająco, męcząc moje kolumny w laptopie.
I zobaczyłam siebie. I nie wiem, jak do tego doszło, ale klęczałam przed Zaynem Malikiem – postrachem całego świata, obiektem westchnień, moją pierwszą znienawidzoną, źle przeznaczoną miłością.
Dotykał mnie. Dotykał mojej szyi i włosów, jakby chciał mnie przysunąć, jednak on nigdy tego nie zrobił. Płonął.
- Dobierz się do rozporka, Effie. I odwróć się trochę, ludzie nie uwierzą, że to naprawdę ty! – wydarł się nagrywający.
Malik podniósł mnie z ziemi, mówiąc coś, co pewnie nie było miłe. Nie mogłam się nadziwić, że alkohol zrobił ze mnie taką osobę. Nie mogłam znieść bólu w klatce piersiowej. Chłopak mocno chwycił mnie za rękę. Zabijał wszystkich spojrzeniem, tym sposobem torując sobie drogę na piętro.
A ja podążałam za nim jak idiotka.
- Niestety nie chcą się podzielić swoimi wybrykami. – Myślałam, że wyjdę z siebie, słuchając tego irytującego głosu. - Dokończą w kiblu bez kamer i wiwatów. Materiały dodatkowe znajdziecie na moim koncie…
Filmik się skończył, ale co gorsza – mój los nie.
Pospiesznie napisałam do Alexa, żeby wysłał mi jakieś konto kamerzysty. Znowu czekałam wieki na jego odpowiedź, a kiedy już otrzymałam, nie mogłam odnaleźć tego, czego potrzebowałam.
Mój telefon rozdzwonił jeszcze raz. Alleluja.
- Skarbie, nie panikuj. Na jego koncie nic nie ma, dlatego nie możesz znaleźć. Rozumiesz? Nie panikuj.
- Jasna c-c-cholera. Nie chce mi się żyć.
- Nie przesadzaj.
- Nie przesadzaj? Czy ty oglądałeś ten filmik?
- Przeżywasz, jakbyś zrobiła mu laskę na tym nagraniu. A nic takiego nie miało miejsca.
- On mnie zgwałcił, wykorzystał moje pijaństwo. Czemu nikt mi nie powiedział? Wszyscy to wiedzą.
- Słyszałem inną wersję.
- Co? Alex, ja się powieszę…
- W sensie, że Zayna – dodał, zapewne chcąc mnie tymi słowami podeprzeć na duchu, ale zrobiły one przeciwnie.
- Rozmawiałeś z nim na ten temat?! – zawołałam, czerwieniąc się ze złości. – Ten gnój nie ma żadnego człowieczeństwa.
- Effie, on cię położył do łóżka. Wrócił po pewnym czasie na imprezę.
Krew odpłynęła mi z twarzy. O rany. Jasne, gdybym kogoś zgwałciła, też bym zachowała to dla siebie. Myśląc również umysłem chłopaka, gdybym wykorzystała dziewicę, jak najszybciej bym o tym zapomniała.
- Czemu zaprowadzanie mnie do łóżka trwało prawie godzinę?
- Prawda jest taka, Effie, że zachowywałaś się nachalnie, stałaś się seksowna i odważna, Zayn to tylko chłopak, nawet jeśli chciał zachować rozsądek, w końcu uległ – powiedział obojętnie. Zgłosiłam się po pomoc do złej osoby.
- Czemu ty go w ogóle bronisz?
- Gościu wiele przeszedł. Ktoś mu nieźle obrobił maserati. Poszło do odnowy i odzyska samochód w przyszłym miesiącu.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że filmik włączył się od nowa w trybie powtarzania. Pewnie leciał już jakiś czwarty raz, ale dopiero w tym momencie coś usłyszałam. Coś innego, kiedy Malik podnosił mnie z podłogi. Muzyka.
I zrozumiałam od razu zachowanie Zayna na dzisiejszych zajęciach. Był zły, słysząc ponownie piosenkę, przy której mnie krzywdził. Myślał, że zrobiłam to celowo, ale jak mogłabym kiedykolwiek chcieć do tego wracać? Tamten utwór miał być wart ze względu na swój przekaz, a nie durny sentyment.
„Chcesz przez to wydobyć ze mnie wyrzuty sumienia?”
On sam dał mi najlepszy powód, by wierzyć, że się nie mylę. Rozpłakałam się w słuchawkę, Alex mówił coś, czego nie rozumiałam.
- Co… - zachlipałam – co sprawia, że jesteś pewien słów Zayna?
- Na pewno by się chwalił, gdyby do czegoś doszło. Zawsze to robi.
Zawsze to robi.
- Nie płacz, Effie, proszę… Wszystko okej?
Tak, jest genialnie, dlatego wypłakuję sobie życie.
- W jaki sposób wróciłam do domu? Kto mnie zabrał?
- Wracałaś ze mną i moimi znajomymi. Prowadzili, więc byli trzeźwi i wszystko pamiętają dokładnie. Odwieźliśmy cię do domu.
- Okej, Alex. Muszę kończyć.
- Spotkamy się w szkole?
- Nie wiem. Pa.
Zamknęłam drzwi na klucz, zostawiłam tylko jedne światło zapalone i rozebrałam się, zostając w samej bieliźnie. Patrzyłam na swoją skórę bardzo długo, obserwując gojące się krwiaki i strupy. Najwięcej było ich na udach i biodrach. Wiedziałam, że szyja wcale nie wygląda lepiej, ale nie miałam jak jej się w tym momencie przyjrzeć.
Dotykałam siniaków, ran i nie mogłam uwierzyć, że to wszystko spowodował ktoś, komu ufałam. Czemu zrobił to mnie, jeśli mógł sobie zawołać byle kogo? Czemu mnie zmusił? Czemu musiał robić to wszystko, skoro potrafił przewidzieć skutki?
Targały mną intensywne konwulsje, płacz nie miał końca, ciśnienie zagotowało moją skórę do czerwoności. Nie chciałam oddychać. Nigdy nie żałowałam niczego. Do tej pory sądziłam nawet, że spotkanie Zayna niosło ze sobą dobrą lekcję. Ale teraz wiedziałam, że pewne rzeczy nie powinny mieć nigdy miejsca. Nie powinnam podnosić głowy tamtego dnia. On nie powinien zwracać na mnie uwagi, nie powinniśmy próbować zmian.
Czułam obrzydzenie do swojego ciała. Okropny ciężar tkwił w moim ciele. Czułam niepokój i grzech, który nie należał wcale do mnie. Było dokładnie tak, jakbym to ja kogoś wykorzystała. Z trudem mogłam przyjąć to wszystko do wiadomości.
Malik mnie zgwałcił. Pobił. Zostawił w samym środku niczego, jakbym była jakąś prostytutką, na którą czekał kolejny klient. Zniszczył moje życie, niszczył je codziennie z ogromną uwagą. A na samym końcu zataił fakty.
Żałowałam, że nie posłałam jego samochodu w płomienie. Może to by go trochę dotknęło.

Nazajutrz obudziłam się tylko dlatego, że był już piątek. I że przez chwilę nie pamiętałam, kim jestem. Może też powodem była moja wiara w lepszy dzień. Nie wyobrażałam sobie, że cokolwiek mogłoby mnie zranić jak wczorajsza tragedia. Łzy mnie uśpiły ostatniej nocy. Nigdy nie płakałam tak długo i nigdy nie czułam do siebie tak wielkiej nienawiści, kiedy zmywałam wodą ślady dotyku Zayna.
Pamiętałam, że chyba nawet mi się przyśnił. Bałam się tego, co dopingowało mnie w drodze do szkoły i co ulotniło się od razu po napotkaniu Malika. Cała nienawiść zniknęła, pojawił się strach.
Chłopak przyjechał jakimś innym samochodem, a w intencji przechwalania się wykonał sprawny chociaż niebezpieczny manewr między dwoma innymi autami i wepchnął się na wolne miejsce, do którego oni dążyli.
Pokręciłam tylko głową i przyspieszyłam, nie mogąc dopuścić do tego, by z samego rana wpaść na Zayna.
Moja obsesja stawała się coraz trudniejsza do zniesienia. Gdy tylko napotkałam czyjś wzrok, usłyszałam śmiech i jakieś szepty od razu wmawiałam sobie, że to ja jestem powodem, a wszyscy już wiedzą o tym, co Zayn mi zrobił.
Sądziłam, że po zobaczeniu go, uda mi się zdecydować, co powinnam zrobić, ale to było trudniejsze. Nie miałam pojęcia, jak się zachować. Trudno było uwierzyć w coś, czego się nie pamiętało.
Co chciałam zrobić? Wykrzyknąć mu wszystko prosto w twarz i zranić.
Czego nie mogłam zrobić? Wykrzyknąć mu wszystkiego prosto w twarz i zranić. Dlaczego? Bo zniszczono by mnie jeszcze bardziej.
Powoli przekonywałam się do wizji przeżycia kolejnego semestru w nowej szkole.
Czy Zaynowi o to chodziło od samego początku? O „zaliczenie” mnie? Nie zdziwiłabym się, gdyby był to jakiś zakład. Ta myśl mimo wszystko nie sprawiała, że prawda bolałaby mniej. Nie umiałam przewidzieć jego reakcji ani swojej. Nie wiedziałam, czy wybuchnę i wszystko mu powiem, czy zamilknę na zawsze i spróbuję o tym zapomnieć. Gdybym nie myszkowała, nie istniałby kłopot.
Nie poszłam na trzy lekcje, zaszyłam się w bibliotece, nic właściwie nie robiąc. Nawet nie przeczytałam żadnej książki. Wodziłam wzrokiem po grzbietach i tytułach, będąc na tyle leniwą, by niczym się nie zainteresować.
Marzyłam o tym, by całkiem niewinnie pogrążyć się we śnie i obudzić po lekcji angielskiego, ale przyłapałam się w pewnym czasie na tym, że właściwie czekam tylko na zajęcia z literatury. Nieważne, co Zayn mi zrobił, ciekawiło mnie, jak się zachowa lub czy w ogóle pojawi się w klasie Greqa.
Nie było go. Nie potrafiłam zdecydować, jak to przyjęłam. Zbyłam jakiekolwiek emocje i zajęłam miejsce, szybko chwytając ołówek i dokańczając szkic.
Nie wiem, skąd mi się wziął taki pomysł. Mały domek do góry nogami na samym środku kartki. Elegancki – z oknem, kominem i drzwiami. Przedstawiał chyba moje myśli. Jedyne miejsce, gdzie czuję się bezpiecznie, mam widok na świat, przetwarzam w nim szkodliwe słowa i wpuszczam dobro, wyrzucam zło. Dom do góry nogami – moje myśli dosłownie stawały na głowie, by zadbać o porządek i mi pomóc z życiem.
Nigdy w żadnej książce bohaterka nie przeżywała aż tylu okropieństw naraz. A ja miałam wszystko podane na tacy i nie umiałam sobie poradzić.
Odwróciłam głowę, by rozmasować kark i napotkałam postać Zayna stojącego przy Grequ. Rozmawiali cicho, gestykulując niewyraźnie. Nie zwracali na mnie uwagi, wątpię, żeby Zayn w ogóle wiedział w tamtej chwili o moim istnieniu.
- Okej, jest piątek, wasza ostatnia godzina… zróbmy to szybko. Malik ma zbyt mało ocen, więc to on zakończy naszą tygodniową pracę. Prosiłem go, by wybrał dosyć prostą piosenkę i nie naginał wysiłku waszych mózgownic. No to do dzieła.
Nie podnoś wzroku, nie podnoś wzroku – mówiłam sobie, kiedy czułam tajemnicze wypieki na policzkach. Wolałam nie kusić losu i nie spoglądać na Zayna. Bałam się, że jeszcze poczuję wściekłość i nie wytrzymam, rozkwaszę mu nos, trafię do dyrekcji i nie otrzymam stypendium, skończę na zmywaku w Bradford, nigdy nie uwalniając się od Malika. No chyba że on gdzieś wyjedzie.
Spojrzałam, ale chłopaka już nie było na wprost mnie. Zajął swoje miejsce, zupełnie nie dbając o, czy nauczycielowi się to nie spodoba czy nie. Czułam na sobie jego spojrzenie, ale nie ośmieliłam się zrobić tego samego.
Przerażało mnie to, że mi się przyglądał. Nigdy nie było z tego nic dobrego.
This is the beat that makes your mother cry...
I want to be honest
I want to be bad
I want to destroy you
Moje oczy wyglądały jak spodki. Siedziałam napięta niczym struna wpatrzona w ścianę przed sobą i drżałam, bojąc się, że stracę choć jedno słowo tej piosenki. Nigdy wcześniej jej nie słyszałam. Ale była piękna i taka zupełnie nieodpowiednia dla  Zayna. Może nie powinnam skupiać się na tekście, jednak robiłam to. I z każdą kolejną sekundą nabierałam więcej pewności, że Malik popełnia mój błąd z wczoraj.
Jego natrętne spojrzenie upewniało mnie w tamtej myśli.
I want to move fast
I want the attention
I want all the cash
I want all the ass
Is it too much to ask?

I want to be faithful
I want to be raw
I want to be ignorant
And I want to know all
I want to die someday
I want to live long
I want what I ask for
I get what I want
Obawiałam się o siebie. Jak ten bezczelny typ mógł włączyć całej klasie piosenkę o samym sobie? Był tak bardzo wpatrzony we własną osobę, tak beznadziejnie zepsuty, spragniony uwagi… Nie mogłam w niego uwierzyć. A on nie mógł przestać na mnie patrzeć. Chyba kochał widzieć, jak staram się trzymać w garści.
I'm thinking we should ride
To a place that we don't know
To a place where no one has seen us before
I'm thinking, you and I
Better just go with the flow
Last thing that we should do is go slow...

Myślałam o tym, czy wiedział, że to ja zepsułam jego maserati. Chciałam, żeby wiedział. Chciałam przekonać się, jak mnie za to ukaże. Kilkoro uczniów również mi się przyglądało. Pragnęli kolejnej sensacji, której nie zamierzałam im dawać. Nie byłam jak tamten. Nie wybuchałam przez jakieś gówno. Miałam kontrolę.
I think that I'm human
I think about God
I think of the chances
I think that I'm wrong

I think to be thoughtful
I know that I'm not
You think I'm a fake
And I know you're a fraud

I fuck 'cause I need to
I fuck when I want
I'll fuck you in love
- Nic nie powiesz?
Jego głos był tak blisko mnie, że podskoczyłam na krześle, uderzając kolanem o spód ławki. Jęknęłam, zaciskając zęby. Zayn brzmiał groźnie i ekscytująco, ta piosenka sprawiała, że wcale nie byłam zła, lecz sfrustrowana.
Rozbij jego usta swoimi. Odgryź język.
Nic nie powiesz? – spytał. Nic nie powiem. Nie zmusi mnie.
I'll fucking digest you
One kiss at a time
You wish I was yours
And I hope that you're mine.

Te słowa okazały się najgorsze i uderzyły we mnie zbyt mocno, niż się mogłam spodziewać. Zayn mógł zarzucać mi wszystko i mógł nie mieć racji, ale to on właśnie zmiażdżył mnie publicznie. Przedstawił to, co chciałam usłyszeć, w dodatku uważnie na mnie wtedy patrząc. „Jakoś cię, kurwa, zniosę” – te wyrazy utworzyły ogromne krwiste rumieńce. „Mam nadzieję, że jesteś moja” – a te zabiły moją agresję.
Ta piosenka była równie niejednoznaczna co Zayn. Irytująca, niezdecydowana, wybuchowa.
Zgwałcił mnie.
„Będę się z tobą pieprzyć z miłością” „Chcę cię zniszczyć”.
W jaki sposób miałam mu pokazać, że nie da się mnie bardziej skrzywdzić? Czego on jeszcze oczekiwał?
- Okej – podjął Greq po zakończeniu się utworu – kto rozpocznie? Osobiście nie umiem rozgryźć tego tekstu. Używane są proste słowa i dotyczą praktycznie jednej osoby, ale są użyte w szeroki sposób. Zayn? Może zdradzisz, co ty o tym myślisz?
- Usłyszałem w radiu, więc włączyłem – powiedział powolnym głosem. Wydawało mi się, że jakby przedłużył swoją wypowiedź o pół sekundy, roztrzaskałabym mu twarz na ławce.
- Wiesz, o co chodzi z pierwszymi słowami utworu?
- Chłopak pisał o sobie i o dziewczynie niepasującej do jego świata, cnotliwej tak jak jej matka, która zabiłaby się, gdyby usłyszała, co się działo z córką.
- Autor sprzecza się sam ze sobą…
- Wszyscy chcemy czegoś, czego nie jesteśmy w stanie dostać. Przyznawanie się do tego niczego nie zagwarantuje.
- Czyli autor się chwilami łamie… Wspomina o byciu aroganckim, twardym, obłudnym, a zaraz potem dodaje, że chciałby spotkać się z dziewczyną.
Mówił niskim tonem pełnym rozdrażnienia i znużenia:
- Nie zapominajmy, że chciałby ją zniszczyć. Chciałby, ale nie robi tego. Chciałby, ale to mniej pewne od tego, co chce i co zamierza.
- To co robi?
- Myśli. Układa od nowa każdą myśl. Gra na czas.
- Co ten czas ma mu dać?... Tak? Chcesz coś dodać, Effie?


-
Nadal słaby. W sumie lubię tylko ostatni :") Dziękuję za komentarze, Bóg wam zapłać!