poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Rozdział 29

Niesprawdzona, najdłuższa w historii tragedia, gdzie piosenki odgrywają dużą rolę, więc zapoznawać się z ingliszem. To definitywne nie będzie spodziewane, co zamierzacie teraz przeczytać, ale co za dobrze, to niezdrowo - motto mojego szczęścia. Dziękuję za każdy komentarz, moje piękne!


https://www.youtube.com/watch?v=0J2OF1S3iSI


Była druga w nocy, moja świadomość przekręcała się właśnie sennie na drugi bok, księżyc dumnie wypinał pierś utkaną kraterami i srebrnym pyłem, a ludzie już dawno stracili poczucie czasu.
Dosłownie wszystkich o to pytałam, ale albo byli zbyt pijani by mi odpowiedzieć, albo uśmiechali się znacząco i poklepywali przyjacielsko po ramieniu. Inicjację przeszłam bez szwanku.
- Może ty mi odpowiesz – spojrzałam na Alexa – czemu nie mogę na niczym skupić wzroku. Jak na ciebie patrzę, jest okej, ale kiedy się rozglądam…
Jednak on nie był w stanie mi odpowiedzieć. Miał zbyt zajęte usta, w które wpychał kolejne łyki piwa.
Miałam nogi jak z waty, moja głowa była niczym nabuzowana, napęczniała i pękająca w szwach.
- Nie wiem, skarbie… Najebałaś się.
Wzdrygnęłam się, nie tyle co na te słowa, ale konkretnie na jego określenie. Mimo wszystko wraz z sekundą, w jakiej przeniosłam wzrok na twarz Alexa, poczucie złości minęło. Przerażało mnie, że z każdym naszym kolejnym spotkaniem miałam o nim coraz lepsze zdanie. Przerażało mnie, że nie przeszkadzał mi kolczyk w jego dolnej wardze, oczy niezrównoważonego chłopca, a przede wszystkim ta bliskość. Nie odsunęłam się, gdy jego ramię objęło moją talię.
- Głupek. – Parsknęłam rzeczywiście odrobinę bachicznie i klepnęłam go w klatkę piersiową. Jakaś para obok nas właśnie wysysała z siebie nawzajem języki, przepychając się na górę w tak nieostrożny sposób, że trącili moją dłoń, trzymającą kubek z pełnym alkoholem.
- Oszukujesz, śliczna. Tracimy przez ciebie zapasy – stwierdził poważnie chłopak, popychając mnie stanowczo w głąb salonu. – Pokażemy ci, jak ważna jest każda kropla.
Potem wylądowałam  do góry nogami, dłońmi obejmując metalową beczkę tak mocno, że kanty raniły mi skórę. Jacyś nieznajomi, niewyżyci i dziecinni ludzie trzymali mnie kurczowo za nogi, ciesząc się z bezkarnego macania. Wywróciłam tylko oczami i wzruszyłam ramionami – oto moja pełna lista gestów do wyboru na ten wieczór.
Nigdy nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak mój mózg może być ciężki, ale cholera – głowa ważyła spokojnie ponad kilka ton.
- Wydaje mi się, że ona bez tego pójdzie z tobą do łóżka. Dziewczyna ledwo się trzyma – uznał jakiś wyrostek, który najwyraźniej kierował alkoholową beczką.
- Jaki masz problem, do chuja? Polewasz i tyle, nikt się nie miesza. Zapłaciliśmy, kurwa, nie tak?! – Alex rzucił się do bicia i zamachnął raz, ale jego ramię zostało chwycone w powietrzu.
- Nie mam problemu, możesz robić, co chcesz, ale nie będę pomagał nikomu w jego gwałcicielskich marzeniach – prychnął szatyn, rozglądając się z niecierpliwością. – Ludzie czekają, zejdźcie z drogi.
Alex gwałtownie szarpnął jakiś kabelek, który moment później miałam już wetknięty między wargi. Moje oczy rozszerzyły się do granic możliwości a szyja napięła się w nerwowym skurczu. Uniosłam wzrok zaszokowana, o mały włos nie wymiotując do tajemniczej rurki. Chyba już znałam przeznaczenie tego kubła. I chyba wcale nie chciałam tego robić.
- Szybko, zanim odejdzie jej krew z mózgu – powiedział ktoś bardzo inteligentny. Parsknęłam śmiechem, wylewając trochę piwa z ust. Strużka napoju skierowała się w górę, spłynęła po skroni, połaskotała skórę i zniknęła we włosach.
- Boże, niech to nie skończy się tragicznie – wymamrotałam, chwytając zębami rurkę i zaciągając się mocno, połykając błyskawicznie dawki alkoholu.
I właśnie wtedy, podczas jedynego razu bycia nieuporządkowaną, ohydną, bezmyślną i uległą dziewczyną, Zayn musiał mnie zobaczyć. Myślałam, że wyszedł godzinę temu razem z Vic. Najprawdopodobniej postanowił się z nią zabawić i wrócić z powrotem. Co za matoł.
Moje oczy patrzyły na jego postać stojącą w drzwiach salonu. Nawet do góry nogami wyglądał tak idealnie, że rurka wyswobodziła się z moich ust i oblała mi całą twarz. Dodajmy więc, że nie popisałam się jakoś szczególnie. Nawet ślepy by zauważył moje znikome umiejętności w prowadzeniu życia towarzyskiego.
Usłyszałam oklaski i śmiechy, ale żadna z tych rzeczy nie pochodziła od Malika. On tylko patrzył, oceniał i myślał, jak to świetnie postąpił, odcinając się ode mnie, gardził tym, co widział, czerpał z ostatnich sekund mojego gównianego życia.
A potem zaczął kręcić głową i zrozumiałam, że wprowadzono mnie w ogromny błąd, bo Zayn wcale nie był mną rozbawiony czy rozzłoszczony. Był wściekły na siebie, zawiedziony – zostawił mnie bez opieki. Wybiegał w dalekie konsekwencje, wiedział, że będę ośmieszana w poniedziałek rano. W tamtym momencie poczułam sens. Straciłam go wprawdzie bardzo szybko, ale nigdy nie zapomniałam tego uczucia. Na krótką chwilę trzymałam w ręce jeden jedyny pasujący do mnie kawałek puzzli.
Straciłam ostrość widzenia, Zayn zniknął z moich oczu. Ktoś zgiął mi kolana, zmuszając do upadku. Objęłam mocniej beczkę i stanęłam na nogi, puszczając się ostoi dopiero, gdy podłoga przestała się kręcić.
Cóż, nadchodzi taki moment, że trzeba się do czegoś przyznać, mimo dawnego rozgryzienia sekretu przez wszystkich dokoła.
Może byłam tyci pijana. Naprawdę odrobinę. I nie było mocniejszej siły niż moje pragnienie, by odegrać z Malikiem scenariusz wizji sprzed kilku godzin. A akurat jego ciężkie buty stanęły tuż przy moich bosych stopach.
Nie zmarszczyłam czoła, nie zastanawiało mnie, gdzie podziały się moje cudowne szpilki, które kupiły mi dzisiaj atrakcyjność. Nawet bez nich Zayn patrzył na mnie z niepojętą intensywnością. Widziałam go nie tak dawno, ale… rany boskie. Te kości policzkowe, te wyklęte usta. Stał tak blisko. Zwykłe pięć metrów odległości. To żaden dystans.
 - Chciałbym doprowadzić cię do porządku – powiedział, nie przejmując się moimi podsłuchującymi przyjaciółmi – ale bardziej mam ochotę odciąć łapy Alexowi. Miałabyś coś przeciwko?
- Tak!
- Doprawdy? – spytał cynicznie, podchodząc bliżej i miażdżąc mi palec u stopy. Oczy omal nie wyszły mi z orbit, to był najgorszy ból życia. Zdusiłam pisk pod naporem zębów dociskających się w wargę i zgięłam się w pół. W tym czasie też straciłam równowagę, czubkiem głowy uderzając o coś cholernie twardego. Chwyciłam się ratunku, łapiąc w pięść materiał czyjegoś ubrania.
Uniosłam głowę na dźwięk nerwowego gorzkiego śmiechu i nie ma nawet słów, by opisać tę hańbę. Nic nie pokryje prawdziwości i dziwności tamtego wydarzenia. Nawet sam fakt, że oto klęczałam przed Zaynem Malikiem z twarzą przed jego kroczem, mając wokół nas dziesiątki drapieżnych i ciekawskich oczu.
Jego oczy przyglądały mi się z góry w sposób intymny, sprośny i egoistyczny. Ja pewnie wyglądałam niczym potrącona przez auto sarna, która była o krok przed śmiercią. Pragnęłam uwolnić chociaż Malika od swojego dotyku, ale nie mogłam zabrać ręki z jego biodra, bo wtedy poleciałabym na ziemię. Gorzej chyba i tak być już nie mogło.
Poczułam pod palcami, jak napinają się mięśnie bruneta, jego ciało prostuje się i drży jednokrotnie. Co to było? Poczułam impuls, by zmusić go do zwierzenia się, ale milczałam. Teraz nie był odpowiedni moment na nic.
Malik odwrócił ode mnie wzrok i powiódł nim po pokoju. Nie wiem, co takiego zobaczył, ale wzdrygnął się po chwili, jego palce objęły moją szyję w ułamku sekundy.
- Dobierz się do rozporka, Effie – ryknął ktoś – I odwróć się trochę, ludzie nie uwierzą, że to naprawdę ty.
Te słowa podziałały na Zayna jak płachta na byka. Usilnie chwycił moją szyję i uniósł w górę, wyrywając mi sporo włosów z głowy. Jak tak dalej pójdzie, zostanę łysa do świtu. Nie wydałam z siebie żadnego dźwięku, wiedząc, że nic dobrego by z tego nie wynikło. Chłopak przełknął ślinę, ledwo co panując nad emocjami i chwycił mnie za nadgarstek już drugi raz tego dnia, kierując schodami na górę.
Przepychaliśmy się między ludźmi, którzy nie szczędzili sobie cierpkich szeptów na mój temat. Zayn ścisnął tylko mocniej moją dłoń, łapiąc ją mocniej, jakby przeczuwał, że zamierzam uciec. Nie zamierzałam, za to w głowie miałam tylko tamto, co wykrzyczał jakiś pierwszak.
- Niestety nie chcą się podzielić swoimi wybrykami. Dokończą w kiblu bez kamer i wiwatów. Materiały dodatkowe znajdziecie na moim koncie…
- Pozbędę się ich wszystkich później, najpierw zajmę się tobą – wyszeptał Zayn niskim głosem, żebym tylko ja mogła to usłyszeć.
Weszliśmy na górę, gdzie nie było już wiele ludzi. Puścił mnie i pozwolił iść pierwszej. Weszłam do jakiegoś pustego pomieszczenia, długo zastanawiając się, czy dobrze postępuję. To chyba samobójstwo. Mówię o zgadzaniu się na bycie sam na sam z Zaynem.

 https://www.youtube.com/watch?v=0J2OF1S3iSI
- Co znowu? Chcesz mi prawić farmazony o tym, jaka to jestem popierdolona? – warknęłam, krzyżując ręce i patrząc na niego spode łba. – Chcesz się zemścić za zemstę i znowu nazwać mnie dziwką? Po prostu mnie uderz, lepiej to przeżyję. A może chcesz mnie tutaj zgwałcić? W końcu jestem pijana, niczego nie będę pamiętać, a ty będziesz świadom wygranej.
- Wygranej? Czy my w coś gramy, Willson?
- Przestań się czepiać byle jakich słów, dzisiaj i tak nie unikniesz odpowiedzi, Zayn.
- Nie zamierzam ci mówić, jaka jesteś, sama wiesz doskonale – powiedział, zamykając drzwi na klucz i opierając się o nie.
Bezczelnie zlustrował mnie od dołu w górę, nie przybierając na twarz żadnego skrępowania czy chociaż zadowolenia. Mogłam tylko postarać się, by nie struchleć i nie zadrżeć od opornego spojrzenia.
- Więc? – wydusiłam, pragnąc skierować jego uwagę na swoją twarz.
Moje zdolności telepatyczne musiały nareszcie do niego dotrzeć, bo odwrócił wzrok i zajrzał mi odważnie w oczy, szukając w nich więcej rozrywki, niż najwyraźniej mogło mu dać moje ciało.
- Miałem tam cię zostawić? Klęczącą przede mną?
Moje plecy dotknęły ściany.
- Przewróciłam się!
- Jasne. – Przechylił głowę na bok i zacisnął zęby.
- Nie zwalaj winy na mnie, dobrze? Sam jesteś sobie winien.
Może tak było lepiej. Zapomnieć, że jesteśmy dla siebie nieznajomi. Nie myśleć o wyjaśnianiu spraw, bo dwoje upartych ludzi nigdy nie dojdzie do porozumienia. Może liczyły się pojedyncze minuty, które były przerwami w niekończącej się wojnie.  
Roześmiał się nieuprzejmie, patrząc na mnie ze szczerym zdumieniem. Oparł ręce po dwóch stronach mojej głowy i pokręcił głową pogrążony w myślach.
- Straciłam równowagę, bo uderzyłam w coś twardego, ale nie wiedziałam, że to ty. – To tylko rozbawiło go jeszcze bardziej. Jęknęłam sfrustrowana.
- Nie umiesz nazywać rzeczy po imieniu? – spytał, pochylając się niebezpiecznie w moim kierunku.
Dlaczego nie zapaliliśmy żadnego światła?
- To nie rzecz, to jakiś cholerny pancerz.
Westchnął, unosząc głowę do sufitu:
– Dzisiaj działasz na mnie w dosyć niepożądany sposób.
- W jaki? – domagałam się rozpoznania tej emocji na jego twarzy, która w piękny sposób wykrzywiła usta Zayna.
Spojrzał na mnie z irytacją i utkwił wzrok w ścianie obok.
- Tak jakby cię pragnę – wydusił z siebie. – Znam nasze granice i było z nimi w porządku, ale twoje granice zniknęły kilka godzin temu, a ja nie potrafię strzec własnych, kiedy nie myślę o niczym innym…
- Tylko?
- Tylko o tym, czy naprawdę przyszłaś tutaj dla mnie i czy starasz się wzbudzić we mnie zazdrość. Myślę o twoich słowach, brzydkich myślach, które chciałbym dla ciebie spełnić, nogach zaciśniętych wokół moich bioder, ustach mogących robić tak wiele oprócz ciągłego gadania…
- Zmuś mnie.
Z tą różnicą, że teraz, tutaj, naprawdę, nie w alternatywnej rzeczywistości. Powiedziałam to, a jedyną pamiątką po tym rozkazie była skamieniała twarz Malika – okropnie blada i pozbawiona emocji.
Jeśli komuś przyjdzie się zastanawiać, czemu w ogóle palnęłam coś tak durnego, nie będę w stanie odpowiedzieć. Alkohol uwalniał moje myśli, ale to nie wytłumaczenie, bo przecież nawet przez głowę nie powinno mi nigdy przejść coś takiego. Zakrztusiłabym się swoją śliną, gdybym mogła tylko wykonać jakiś ruch wskazujący na to, że nie umarłam.
Od pełnych trzydziestu sekund nawet nie oddychałam. A Zayn w końcu zebrał słowa.
- Ilu dzisiaj to od ciebie usłyszało? – warknął. Tylko tyle miał do powiedzenia po tym, jak zdychałam od swojego wyznania?
- Chyba sobie żartujesz.
- Wyglądam, jakbym żartował? – Podwadził mój podbródek dwoma palcami i uniósł w górę, bym spotkała jego brązowe oczy.
- Wyglądasz, jakbyś nie umiał poradzić sobie z kimś takim jak ja. Jestem nikim, a ty nie odmawiasz błagającym dziewczynom.
- Błagasz mnie o przespanie się z tobą?
- NIE! – jęknęłam zawstydzona.
- Nie – powtórzył miękko, unosząc brwi w prostej bezczelności. – Błagasz mnie, ale ja nie robię tego z niedoświadczonymi. – Ironicznie, jego oczy stanęły w płomieniach.      
Zadał cios poniżej pasa, więc ze zmarszczonym czołem ruszyłam naprzód, by go wyminąć i zniknąć z tej imprezy. I tak była do bani. To wszystko było jednym ogromnym błędem. Moje durne zauroczenie sprowadzało same kłopoty.
- Czekaj… - wyjąkał, drapiąc mi skórę paznokciami, kiedy chwycił gwałtownie mój łokieć. – Willson. To nie to, co miałem na myśli.
- O ile wiem, to ja jestem pijana, nie ty.
Jego oczy ani na sekundę nie opuszczały moich. Zayn przygryzł wargę, wyglądając na skonsternowanego.
- Robiłem to dzisiaj z Vic. Tak szybko jak nigdy, chcąc w jak najkrótszym czasie znaleźć się tutaj z powrotem.
 Nie chciałam wyglądać na urażoną, więc momentalnie opuściłam głowę, przeklinając badawcze spojrzenie chłopaka. Musiał zauważyć mój bol, bo w pewnej chwili jego palce zetknęły się z moimi i był to jedyny taki dotyk z jego strony, który musiałam sobie odmówić. Cofnęłam się.
- Po co wróciłeś? – Skrzyżowałam ręce, nie zdając sobie sprawy, że ten ruch spowodował wypchnięcie piersi do przodu. Zayn przełknął ślinę.
- Przypuszczałem, że poluzowanie ci smyczy nie będzie dobre.
- Moja matka cię nie znosi, w sumie ja też, ale pewnie byłaby za to wdzięczna. A teraz daj mi odejść. – Przesłałam mu nieszczerego całusa w powietrzu i pchnęłam, by w końcu dostać się do drzwi.
- Willson…
- Co?
- Nie staraj się mnie okłamywać. Wiem wszystko.
- Gówno prawda. Nie myśl sobie, że pozjadałeś wszystkie rozumy. Miałam korzyść z łażenia za tobą, ale już się skończyło. – Znowu miałam zamiar wyjść, lecz Zayn nie dawał za wygraną. Był wściekły, trząsł się z emocji.
- Nie skończyłem – powiedział grobowym tonem i złapał dotkliwie mój kark, pchając mnie z powrotem między siebie a ścianę.
Wywróciłam oczami.
Jego uśmiech miał charakter szaleńca, który dokonywał masowego mordu. Pod wpływem alkoholu i w tym świetle Zayn wyglądał niesprawiedliwie seksownie. Zaparło mi dech na jego widok. I pomyśleć, że ktoś taki jak on, właśnie tracił swój cenny czas na kogoś o tak niskim nominale jak ja.
- Coś jeszcze?
Byłam szkodliwie podekscytowana.
- Twoja prośba. – Jego ręka zaczęła wędrować w dół moich pleców.
- Hm?
- Mieliśmy czymś się zająć, nie pamiętasz? – Wilgotny język spotkał się z moją szyją, na co wydałam niesamowicie głośny jęk. Tak długo nie byłam dotykana, tak rzadko, tak nigdy. – A ja dotrzymuję słowa.
- Nie obiecywałeś – wymamrotałam, paradoksalnie wbijając paznokcie w skórę jego głowy, ciągnąc włosy, przyciągając do siebie.
- Myślałem, że wyżej stawiasz sobie czynność od słów – Jego usta zassały się na mojej szyi i przygryzły ją w następstwie z polizaniem. To było chore, żeby pozwalać mu na to wszystko. – Nie wiem, co jest nie tak z tobą.
Jego czarne włosy ocierały się o moje wrażliwe suche usta, czułam się jakby oblano mnie kubłem lodowatej wody i wystawiono na syberyjski mróz. Albo jakbym przypaliła swoją skórę żelazkiem, które czekało wieki, by wydobyć na mnie swoje piekło. Albo jakby mnie spoliczkowano. Albo jakbym była całowana przez niebezpiecznego chłopaka, który dawał mi ochronę, ból, radość, spełnienie i adrenalinę – wszystko, po co wyciągnięcie ręki zostałoby ukarane.
Zayn jęknął w moją szyję, kiedy wymodliłam jego imię i odsunął się powoli, momentalnie złączając nasze usta. To było zupełnie jak coś do tej pory niespotykanego, kiedy wulgarny język Malika dokuczliwie oplótł się wokół mojego w odważnej manierze. Gorąco na moich policzkach zakryto jego dużymi chłodnymi dłońmi. Szarpnęłam go za włosy, gdy pchnął mnie na ścianę i naparł swoim ciałem. Jego biodra wyszły naprzeciw moim. Westchnęłam w usta Zayna, nie potrafiąc wytrzymać napięcia. Wykonał ten ruch jeszcze raz, rozpychając mi nogi swoim kolanem, pchając we mnie co chwila, nie dając sił na złapanie tchu.
Pulsowanie w dolnej części mojego ciała nijak nie miało się z biciem mojego serca, które dawno zrezygnowało z pracy i postanowiło zostawić mnie samą w tej godnej pożałowania decyzji. Ale Zayn doskonale wiedział, czego mi brakuje. Wiedział, że musi złapać mnie w talii, kiedy chciałam zaburzyć rytm jego dokładnych bioder. Wiedział, kiedy wysunąć język i dać mi nabrać powietrza, bo za nic nie chciałam tracić przytomności podczas takiego cudu. Wiedział, że potrzebowałam dotyku całego ciała, dlatego jego dłonie nie zatrzymywały się nigdzie. Ciągnęły moje włosy, ściskały uda, głaskały skórę brzucha, policzek, ściskały zakryte piersi. I nie było wątpliwości, że wiedział, jak bardzo mi gorąco, skoro zaczął mnie rozbierać.
Odchyliłam głowę do tyłu, uderzając nią o ścianę. Błagałam Boga, żeby to nie był mój koniec. Coś się działo strasznego. Coś miało zaraz zniszczyć moje życie.
- Zrób to dla mnie. - Jego kciuk musnął moje drżące usta, a potem cała dłoń objęła moją dolną strefę i naparła zbyt mocno, bym mogła odczuć cokolwiek.
Było nieprawdopodobne ciepło i paskudnie dobrze mimo mojej niewygodnej pozy. Starałam się, by ręka Malika nie dotykała mojej kobiecości, więc stałam wyprostowana na palcach z dziwnie wykrzywionym ciałem.
Świadomość o byciu w samej bieliźnie spadła na mnie jak grom z nieba i to jedynie dzięki skierowaniu oczu na podłogę, gdzie niedbale leżała moja sukienka. Nie miałam pojęcia, kiedy Zayn zdążył się jej pozbyć. Wiedziałam za to, że niedługo i ja skończę podobnie. Nieprzytomna, bezwartościowa i wykorzystana.
Malik zrobił się nagle zbyt gwałtowny jak na moje możliwości, mój umysł z trudem rejestrował jego usta napierające na coraz to inne części ciała. Lubiłam, kiedy słodko całował moje ramię, ale wierzgałam się, gdy zębami wbijał się w brzuch, szyję lub piersi. Wybuchło we mnie pożądanie, pośpiech i jednocześnie strach.
- Zayn...
- Musisz być cicho – wysyczał, atakując moje uszy brudnymi słowami. Ciało zdradziło moje podniecenie, ukazując na szyi czerwone plamy rumieńców. – Mogę jeszcze przestać.
Mówiąc to, pchnął we mnie tak mocno jak nigdy, aż zęby przestały być skutecznym oporem przed jękiem.
- Proszę – wyszeptałam, moje łzy swobodnie lądowały na jego ustach.
- Czemu płaczesz? Nie robimy nic złego. – Zatrzymał się, łagodząc swoją agresję i w sekundę przeobrażając się w kogoś troskliwego. Jego dłonie objęły moją szyję i ucałowały powieki. – Zapomniałem, że ty jesteś inna…
- Nie. Kontynuuj. – Odepchnęłam jego ręce i skierowałam w stronę bioder. Nikt nie ma prawa wytykać mi inności.
- Wyglądasz tak gorąco w tej chwili, że mam ochotę wziąć cię na kolanach przy tej ścianie.
Całą resztę życia zastanawiałam się, czy moja odpowiedź cokolwiek by zmieniła. Szarpałam się z zapięciem biustonosza tak długo, że kiedy wreszcie udało mi się go odpiąć, głowa odskoczyła mi do tyłu i uderzyła mocno w ścianę. Załkałam cicho, tracąc orientację na parę chwil. Nie było już ze mną dobrze przez resztę nocy.
Oczy bezwiednie się zamykały, nie reagując na moje wewnętrzne monologi. Pamiętam swoje ręce dotykające ciało chłopaka. Płakałam otwarcie, a on nie zadał nawet jednego pytania, czy jest mi dobrze. W pewnym czasie przestał w ogóle ocierać mi oczy z łez. Jego koszula leżąca na ziemi pozwoliła mi poczuć się trochę pewniej. Palcami zakreślałam kontury jego blizn po walkach, ssąc i całując zdeformowaną skórę. Mój język spotkał się nawet z tatuażem o kształcie serca, który miał miejsce tuż pod biodrem Zayna, tuż pod jego bokserkami. Jeśli o tym mowa, ich też chwilę później nie było.
Ubrania spoglądały na moją porażkę w milczeniu, łzy toczyły się leniwie po mojej skórze, będąc jedynym przypomnieniem zwyczajnego tempa. Zayn nie znał czułości, wyłączył w sobie wszystko to, co w nim uwielbiałam.
Jego ręka przestała mnie dotykać, umiejscowiła się na gardle i tam już została, odbierając mi od czasu do czasu dostęp do tlenu. Oczy chłopaka obserwowały mnie ostrożnie, jakby to on był krzywdzony, głuchy i pijany.
Nie miałam podłogi pod stopami, Zayn podniósł mnie w górę, zmuszając, bym oplotła nogi wokół jego bioder. Unosił mój cały ciężar, najwyraźniej nie chcąc dopomóc sobie ścianą. Jednak nawet ona była cieplejsza niż on.
Strach splątał mój język. Tylko dlatego nie zrezygnowałam.
Usłyszałam jego przekleństwo i westchnięcie, potem rzadko słyszany dźwięk, którym się nie przejęłam. Lewa ręka chłopaka objęła moje pośladki, ścisnęła ja, kiedy nie chciałam rozchylić ust i zablokowała ruchy moich bioder, zaciskając palce na udzie.
Zabawna byłam. I głupsza niż wszyscy debile razem wzięci, przebaczając mu to, co zamierzał zrobić.
Malik oparł czoło o moje czoło, oddychając głośno. Był w potwornym stanie, płonął, drżał, jęczał nawet po moim najlżejszym ruchu. Odetchnęłam, wiedząc, że już po wszystkim, że jego zła strona przegrała i na ten czas istniał już tylko dobry Zayn.Nic złego nie zdążyło się wydarzyć.
Ale wtedy on zamknął swoje oczy, pocałował mnie ze znudzeniem, a może po to, żebym nie błagała o pomoc i nie próbowała go opluć ani ugryźć, ani żebym nie zaczęła płakać, zabijać go wrzaskiem lub gorzej – ciszą, i nie wyglądało wcale na to, że miałabym dalej kochać mu się przyglądać, ale kurwa było tak nadal, miało tak być do samego końca, nawet po tym, jak jego ręka przydusiła mnie bardziej, a jedyne na czym się mogłam skupić to ciało, ciało, które rozrywało się na dwie części, bo on nie rozumiał, nie chciał zrozumieć mojego pragnienia i zrezygnowania, nie wiedział, czemu było mi źle, czemu krwawiłam, kiedy mnie gwałcił i nie wiedział nawet, czym był sposób, w jaki mnie zabijał.
Robił to bezlitośnie, sadystycznie i po prostu źle. Tylko dla własnej przyjemności. Tylko biorąc mnie, jakbym była przedmiotem.
Ale on przecież nie zabił mnie do końca. Kolejne czego nie potrafił zrozumieć to, że lepiej jest już pozbawić kogoś życia, niż zamordować uczucia.
Nie umiałam tylko zdecydować, czemu najbardziej płakałam pod sam koniec, czułam się wtedy najmniej nieznośnie. Widziałam, jak on się spełniał, jego oczy takie jasne i tak dokładnie odczytujące moje emocje, dłonie luzujące uścisk, głaszczące fioletowe ślady, świeże siniaki.
Jego jęk  i ciche „kurwa” wyszeptane na wydechu były z pewnością wiele warte dla każdej innej dziewczyny, która tylko miała okazję poznać Zayna, ale ja nie miałam miejsca na takie myśli.
Nie zdawałam sobie sprawy, że krzyczałam, dopóki Zayn nie odsłonił moich ust i dopóki nie nastała cisza. Przerywałam ją czasem duszonym szlochem, ale o tym też przekonałam się nie w czas, bo dopiero wtedy, jak trzasnął drzwiami i wyszedł bez słowa. Porzucono mnie. 


___


zbliżamy się do końca.