niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 25



 REMINDER: KAŻDA PIOSENKA NA TYM BLOGU OPISUJE UCZUCIA BOHATERÓW, WIĘC ŁAPCIE kolejny utwór!
I zależy mi na przeczytaniu przez was całej notki zamieszczonej pod rozdziałem (ZNOWU NIESPRAWDZANYM, więc wybaczcie za ewentualne błędy)

 https://www.youtube.com/watch?v=0J2OF1S3iSI
Była dziewczyną, której nie krępował się zaprosić do domu, przedstawić rodzicom.
Była dziewczyną pewną siebie, piękną i zabawną, władczą.
Była dziewczyną zupełnie niepodobną do mnie.
Była dziewczyną, którą najpewniej kochał.
Myliłam się co do niego. Przypuszczałam, że bawi się nią tak samo, jak mną, ale… ale on był w niej zakochany przez cały ten czas. Nie oszukiwał jej, lecz mnie; przez ostatnie najlepsze miesiące mojego życia.
Po co ja tu przyszłam? Dobre pytanie, Zayn. Nie musisz jednak wykrzykiwać je tyle razy, dociera do mnie, co mówisz.
- Twoja dziewczyna już przyszła, Zayn. Jest trochę wcześniej, więc dokończę przygotowania, a wy porozmawiajcie chwilę. Vic ma do ciebie…
- Vic? – prychnął.
- Tak, ona – Uśmiechnęła się niezrozumiale i zniknęła w kuchni. Moja jedyna ostoja przepadła.
Głośne westchnięcie. Nie skupiłam się na tym dźwięku. Nie miałam zamiaru pozwalać dłoniom na drżenie w zamian za odkrycie, że Zayn wyglądał na załamanego i przekornie wycieńczonego. Jakby wrócił z kilkuletniej wojny, jakby stracił całą rodzinę na swoich oczach. To nic nie znaczyło. I tak byłam bardziej udręczona, niż kiedykolwiek on byłby w stanie.
Poczułam na sobie wzrok chłopaka – jego okropne, bezczelne i lodowate spojrzenie zawładnęło moimi policzkami, przyprawiając je o czerwone plamy. Uciec. Jak na zawołanie obrócił się na pięcie i ciężkim, choć szybkim krokiem skierował się na taras. Zgadywałam, że to taras, bo drzwi były otwarte, a zza nich dochodził gwar ulicy. W bogatej dzielnicy zawsze panował taki tłum? Nie zauważyłam, że Zayn się zatrzymał, przez co wpadłam na jego plecy. Chłopak wyprostował się do granic możliwości i zacisnął szczękę, przesuwając się dalej, byleby zwiększyć odległość między nami.
- Czego chcesz? – warknął obmierzle, wyrywając się z dotyku mojej dłoni. Nawet nie pamiętałam, kiedy kurczowo sięgnęłam po jego rękę.
Opornie wygrzebałam z kieszeni dwie zmięte kartki i rzuciłam nimi pod jego nogi.
- Jeśli myślisz, że będę robił z siebie debila i zbierać je z ziemi, to chyba pomyliłaś mnie z kimś innym.
Tak dobrze, a jednocześnie tak morderczo brzmiał jego głos. Był ulgą i trucizną, dobrze zapomnianą przez te kilka ostatnie dni.
- Dałeś Alexowi mój adres.
- Wiedziałem, że ci powie, mały jebany skur…
- Kolacja! – Na taras wdarł się melodyjny głos matki Zayna.
Brunet zignorował moje męczeńskie spojrzenie i pchnął mnie ramieniem, zmuszając do cofnięcia się.
- Czekaj, nie po to biegłam tu tyle kilometrów, żeby…
- Naprawdę błagasz mnie o transport? Jesteś żałosna, Effie – fuknął, wypowiadając moje imię takim tonem, jakby nigdy wcześniej go nie używał i nie miał pojęcia, jak je akcentować.
Kiedyś mówił z dziwnym pragnieniem, tęsknotą i przyjazną ironią. Łzy w oczach wybrały za mnie i odebrały mi możliwość patrzenia na jego wściekły wyraz twarzy.
- Nie wierzę, że chciałeś pozwolić Alexowi na skrzywdzenie mnie. Posługujesz się innymi, jakby byli marionetkami. Mną też się bawiłeś!
- Byłaś całkiem urodziwą lalką. – Przechylił głowę, uważnie mierząc mnie swoim niepokornie długim wzrokiem. – Ale w większym stopniu głupią.
Mógłby pogłaskać mnie po policzku, a potem uderzyć – ból byłby w istocie taki sam. Przełknęłam gorzko ślinę, unosząc podbródek w górę, całkiem w stylu Malika.
- Nie podoba mi się to, że mnie wyzywasz.
- Mnie się nie podoba, że tu jesteś, ale dzielnie wytrzymuję.
- Przestań być takim egoistą, do cholery! Co ja ci takiego zrobiłam, no co?! W czym jestem gorsza od ciebie i od twojej Vic?! Dlaczego się mną bawiłeś? – wołałam tak żałośnie, że wspomnienie tej chwili wywołuje u mnie wstyd nawet teraz, po tak wyciszającej wieczności.
- Dużo pytań jak na ciebie.
- KOLACJA – zawołała znowu matka.
- Zaraz! – warknął Malik w odpowiedzi, po czym pchnął mnie na ścianę i chwycił mocno za szyję, oplatając wokół niej swoje długie smukłe palce. – Nie pytaj, skoro wiesz, jaka jest prawda.
- Kiedy byłeś prawdziwy? Jak kazałeś mi się wynosić w tamtym klubie, jak powiedziałeś, że nic dla ciebie nie znaczę, czy… czy jak mnie pocałowałeś i ze mną tańczyłeś?
Pokłony dla mnie, znowu płakałam. Nie czułam swoich nóg i gdyby nie uścisk Malika, leżałabym już dawno na ziemi w kałuży swoich łez i krwi. Nie mogłam też oddychać, ale tym razem nie z własnej winy, nie z bliskości chłopaka, ani z żalu do niego. Ściskał moje gardło z taką zapalczywością i siłą, że nie świtała mi w głowie żadna inna pewność – zginę, po prostu.
- Jestem bałaganem, w porządku?! – wycedził przez zęby. – Nie powinno cię tu być.
Jedynie miłość może boleć tak bardzo. Miłość uwalnia ze srebrnych sztywnych kajdanek tylko po to, żeby móc wepchnąć za kratki. Możesz mieć więcej przestrzeni, ale już nigdy nie wyjrzysz poza areszt zdeptanego serca. A Malik to najczęstsza łamana zasada, najpopularniejsze nieprzestrzegane prawo, jakie zna cały świat.
- Nie odpowiadasz na moje pytania…
- Bo nie mają sensu. Dlaczego tutaj przylazłaś?! Ja pierdolę, Effie, skrzywdziłem cię, a ty znowu…
- Powiedziałam, że jest kolacja!
Spodziewałam się… Liczyłam na to, że Zayn w końcu mnie puści. Powinien to przecież zrobić, skoro Trish pojawiła się przed nami i z przerażeniem w oczach przyjrzała się synowi ściskającego moją szyję. Ale z jej perspektywy to nie wyglądało źle, bardziej jak tęskny dotyk ofiarowany tuż po pocałunku. I uwierzcie, tak właśnie się czułam. Przyłapana na obściskiwaniu się z kimś, kto kiedyś znaczył wszystko.
Spojrzał w moje oczy, doszukując się czegoś, czego nie mogłam mu już dać. Więc odsunął się powoli, rozprostowując dłoń z niebywałym zainteresowaniem, jakby właśnie pobił kogoś do nieprzytomności. Może tak myślał. Może był pewien, że straciłam równowagę przez jego bliskość, a nie ze strachu.
- Już idę – mruknął Malik, nie pozostawiając mi drugiego wyboru. Mój bunt dobiegł końca.
- Do widzenia – wybąkałam, zakładając pasmo włosów za ucho i kiwając głową cicho, za wszelką cenę starając się nie chwycić szyi, by sprawdzić, czy nadal tam jest. Nie czułam w ogóle śliny, kiedy ją przełykałam.
- Jak to? Ale przecież kolacja i…
- To nie jest Vic – jęknął Zayn. Musiała boleć go myśl, że ktoś mógł mnie wziąć za cud ludzkości – Vic. – To nie żadna moja przyjaciółka, tylko… znajoma ze szkoły. Nic nieznacząca.
- Nieważne – wtrąciła Trish, marszcząc czoło w skonfundowaniu. – To bardzo miła osóbka, a jeśli upierasz się, że nic do niej nie czujesz, to dlaczego miałaby ci przeszkadzać dzisiejszego wieczoru?
- Nie mnie, ale mojej dziewczynie.
- Poradzi sobie, prawda? Jak ci na imię?
- Hm, Effie… Cóż, miło mi panią poznać, jest pani naprawdę niesamowicie wyrozumiała, ale czas na mnie i w dodatku jest późno, więc…
- Och, nie przesadzaj. Zayn cię potem odwiezie.
- Nie.
- Malik, co się z tobą dzieje?!
- Właśnie, Malik, co się z tobą dzieje? – powtórzyłam za jego matką, tyle że mój ton brzmiał nieco groźniej i nieprzyjemniej.
Chłopak obrzucił mnie stalowym spojrzeniem, a potem przeczesał włosy palcami i uśmiechnął się do swojej matki.
- Effie musi odrabiać lekcje, lepiej, żeby zdążyła na ostatni autobus.
- Właściwie to jest piątek…
- O, czyli masz randkę. Pozdrów tego szczęściarza, jakkolwiek dzisiaj ma na imię.
- Zayn…
- Mamo, to nie jest twoja sprawa. Zobacz, czy ci się kurczak nie przypala.
- Robię lazanię! – oburzyła się, ale grzecznie zrezygnowała z planów i wyszła.
- Zabierz się stąd, zanim zostaniesz tu zamknięta razem ze mną. Taka mieszanka wybuchowa raczej nie ma prawa bytu – powiedział surowo, nie patrząc na mnie.
- Powiem tylko to, co zamierzałam i spadam, bo zemdli mnie jeszcze bardziej, gdy tak będę na ciebie patrzeć. Jeśli choć raz usłyszę, jak mówisz o mnie w zły sposób, to przysięgam, że dyrektor nie będzie dla ciebie łaskawy. Dobrze wiem, że dał ci ostatnią szansę i że zależy ci na ukończeniu szkoły. Także od czasu do czasu po prostu siedź cicho, Zayn, i nie poruszaj tematów dotyczących mnie, jasne? A takie śledzenie Alexa i pisanie obraźliwych karteczek jest po prostu cholernie dziecinne i…
- O czym ty pieprzysz?
- O tym, co przykleiło się do twojej nogawki. Jakbyś nie był takim leniem, to byś się schylił i…
- Nie śledziłem cię. Musiałbym paść na mózg, albo ty musiałabyś zamienić się ciałem z jakąś modelką roku.
- Jesteś bezczelny.
- Szczery i tyle.
- Nie jestem dziwką, Zayn. Czemu nigdy nie mówiłeś tak na inne swoje byłe, które, oboje doskonale wiemy, są puszczalskie?
- Ty. Nie jesteś. Moją. Byłą.
Racja. To, że przez pewien okres czasu należałam do niego, nie tyczyło się niczego, czego bym chciała. Miałam być z nim, a nie zgadzać się na wszystko co powie i mieć przyczepioną do siebie etykietę z napisem: Należy do Zayna Malika. Nie dotykać – eksponat nic niewarty, ale nieszkodliwy.
- Skarbie?
Ta sytuacja była pokręcona tak bardzo, że już nic miało mnie nie zdziwić, ale najwyraźniej zapomniałam o czymś zbyt oczywistym. Vic w całej swojej okazałości opierała się o szklane drzwi po drugiej stronie i wyglądała naprawdę tak, jakbym to ja przez cały ten czas zwodziła wszystkich chłopców, a nie ona. Może to prawda, może Vic nikomu nie zawiniła, a słowa Malika nie należały do kłamstw?
- Co ona tu robi? – mruknęła, cicho wychodząc na taras.
Była olśniewająca w tych swoich wysokich butach, krótkiej spódniczce i białej bluzce z cienkiej siateczki. Już przestałam żałować, że miałam na sobie sukienkę, w końcu to lepsze od starych dresów.
- Mnie też to zastanawia – sapnął kwaśno.
- Matka was woła. Ciebie i ją. Was. Was oboje.
Dotarło, Boże.
Zbyt szybko znalazłam się w kuchni, zbyt daleko były drzwi do wyjścia i zbyt blisko znajdowała się matka Malika, bym mogła uciec bez spostrzeżenia. A naprawdę próbowałam.
Siedziałam na jednym z tych miejsc, skąd był doskonały widok na resztę. Na wprost siebie miałam mamę Malika, a po prawej stronie siedział on. Krzesło po lewej stało zupełnie puste, co jakimś cudem przyprawiło mnie o lekki ból w klatce piersiowej. Wielu emocji jeszcze nie rozumiałam.
- Więc… chodzicie razem do szkoły? – podjęła Trish, najwyraźniej niezrażona miną Vic i chłodem Zayna. Może wcale nie widziała ich cichej kłótni dotyczącej mojego pobytu w tym domu. Sama mogłabym kwestionować własną obecność tutaj.
- Tak.
- Niestety.
Nie, nie. „Niestety” nie należało wcale do Vic. Ani do Malika. Brunet spojrzał na mnie szczerze zaskoczony, rozbawiony i jednocześnie rozzłoszczony.
- Czemu, Effie? – spytała, połykając haczyk.
- Nie wiem… Cóż, znalazły się takie osoby, które mi dokuczają i po prostu…
- Mój Zayn z pewnością ci pomoże. Mam rację?
Kątem oka spojrzałam na niego, ale on wydawał się głuchy i chwycił tylko Vic, lokując opiekuńczo ręce na jej talii, po czym zmusił ją, by siadła na jego kolanach. Dopiero wtedy uniósł wzrok, celując go prosto na moje zlęknione, dziwnie rozentuzjazmowane oczy. Nie odpowiedział, tylko zaśmiał się pod nosem i oparł podbródek na ramieniu Vic. Jeszcze piękniej, doprawdy, co za chora sytuacja.
- Nie brakuje nam krzeseł w domu. Vic? Możesz wziąć tamto obok albo moje, skoro z jakiegoś powodu nie odpowiada ci…
- Myślę, że tak ma być! – przeszkodziłam jej, wiedząc, że tym samym traciłam szansę na wymyślanie kolejnych ironicznych żartów. Widok Zayna i Vic nijak mi pasował, więc tak czy siak, mogli nawet się przede mną rozbierać, a nigdy nie potrafiłabym stwierdzić, że on cokolwiek do niej… - Wie pani, takie nastoletnie popisy. Kto z kim, kto kogo i tak dalej.
- Lubię cię – wyznała Trish, patrząc na mnie zmrużonymi ciemnymi oczami i uśmiechając się szeroko. – Sprawiasz, że się śmieję, a to naprawdę rzadkość! No, a kto ci dokucza?
- Taki jeden…
Malik wzniósł oczy ku niebu, krzycząc zapewne w myślach: „Jasna cholera, wyciągnijcie mnie z tej patologii”.
- Pewnie jest zakochany! W liceum roi się od nieśmiałych chłopaków, którzy próbują zwrócić na siebie uwagę poprzez dokuczanie.
- Głodny jestem, gdzie ta kolacja? – Miał niewyraźny ochrypły głos, a jego oczy ani na moment nie spuszczały mnie z celu. Byłam wdzięczna, że nie mógł zabijać spojrzeniem.
- Nie mam pewności, no bo… kiedyś byliśmy bardzo blisko. Całował mnie, wprowadzał w swój świat, starał się, żebym poznała go lepiej i karał każdego za naruszanie mojej prywatności.
Usłyszałam donośne brzdęknięcie widelca o talerz. Vic wydawała się jeszcze wścieklejsza niż wtedy na konkursie cheerliderek, kiedy otrzymała medal za drugie miejsce a nie pierwsze. Już teraz wiedziałam, że nie wyjdę z tego cało. Dopingował mnie jednak Malik, który przyglądał mi się z taką tajemniczością, takim intensywnym zwiastunem śmierci, że o mało co nie zmyliłam go z pożądaniem. Tak, jego furia była tak bardzo myląca.
- Chciałabym przeżyć taką miłość.
- Ha, miłość! Gdyby go pani znała, uwierzyłaby pani, że on nie jest zdolny do takich uczuć. Odpycha od siebie ludzi…
- Willson.
Więc słuchał. I nawet zareagował – podwójny sukces. Uśmiechnęłam się do niego niemalże przepraszająco, chcąc go uciszyć. Widziałam, jak jego palce nerwowo zaciskają się na biodrach Vic. Jeszcze chwila i albo ją pocałuje, by mi dopiec, albo zepchnie i rzuci się, by wyprosić mnie z domu.
- Kocha tylko siebie. Swoje pieniądze, chwilowe dziewczyny i krótkie szczęście.
- Starałaś się z nim porozmawiać? – spytała z takim zainteresowaniem, że przez moment byłam pewna, że znowu odwiedzałam jednego z tych rzadkich psychologów, których naprawdę cieszyła wykonywana praca.
- Żeby to raz – prychnęłam, pocierając w zamyśleniu podbródek. – Zbywał mnie, traktował jak śmiecia i w dodatku wyzywał. Powiem dosadniej… Gnębił.
- Dosyć tego – powiedział rozjuczony brunet, wpatrując się otępiale w ścianę nade mną.
- Ranił cię?
Zayn wyprostował się, zaciskając dłonie w pięści. Vic szepnęła coś do niego, ale nie odpowiedział. Wątpię, że w ogóle zwrócił uwagę na jej biust dociskający się do jego ciała, na jej uda napierające na jego własne i na usta, którymi musnęła jego szyję. Nie zauważył.
Złączyłam brwi w skupieniu. Niezupełnie tak miała przebiegać ta rozmowa. Chciałam przeżyć te pół godziny i uciec, a wszystko zaczęło się sypać. Malik znienawidzi mnie jeszcze bardziej i pewnie dyskusja z jego matką nic nie wskóra, a tylko wzburzy jego złość.
- Yy… ja nie…
- Tak czy nie?
- Tak, ale nie w tym sensie. Jestem wrażliwą osobą po prostu. – Zaczerwieniłam się.
Idealnie, teraz Vic będzie wiedziała, że nie ruszyłam dalej i bezustannie żyłam w wyimaginowanym związku z jej chłopakiem. Skomplikowane.
- Nie wierzę, że ot tak o tobie zapomniał.
- Znalazł sobie kogoś.
- Pewnie na pocieszenie. Albo żeby pokazać, że jest lepszy… faceci tak myślą, nie pytaj czemu, to idioci.
- Zabiera ją wszędzie, gdzie byliśmy.
- No widzisz! – Klasnęła w dłonie gwałtownie, aż wszyscy podskoczyliśmy w miejscu oderwani od swoich własnych myśli. To  było dla mnie szczerze niepojęte, że Zayn miał swoje pragnienia, żale i opinie, które nigdy nie wyjdą przez jego usta. Nigdy nikomu nie powie prawdy i dobrze o tym wiedział. – Stara się poczuć to samo, co czuł, będąc z tobą. A dokuczając ci, pokazuje tylko, że dalej o tobie myśli.
- Widział mnie z innym i od tamtej pory mówi brzydkie rzeczy.
- To po prostu zazdrość.
- Kurwa mać, mieliśmy rozmawiać sami, bez niej! Willson się wprosiła, a ty traktujesz ją jak gościa honorowego.
Moje usta zamknęły się błyskawicznie, prędko zdając sobie sprawę, że minie trochę czasu, zanim znowu coś powiedzą. Zadrżałam na krześle. Krzyk Zayna był mi dobrze znany, ale ciągle budził te same emocje.
- Oszalałeś? Czemu ją tak traktujesz?
- Bo jest nieproszona w tym domu. Nie chcę jej tutaj. Nigdzie jej nie chcę!
Bolało? Nie. Przywykłam.
- On ma rację… my się niezbyt lubimy… Przyszłam tutaj tylko wyjaśnić jedną sprawę i… Już nie przeszkadzam, niech mi pani wybaczy.
- Załatwić ci taksówkę, moje dziecko?
- Nie…
- Więc cię odwiozę. A wy skorzystajcie z tych dwudziestu minut, zjedzcie coś i poczekajcie na mnie. Zayn… - rzekła, oczekując aż na nią spojrzy. – Nie wiem, co w ciebie wstąpiło.
- Żadna nowość – zdążyłam wyszeptać, zanim:
- Wyjdź już, Willson.
Wyszłam. 

_
Huh,,,, wykupcie mi jakiś domek na samotnej wyspie, żeby nikt mi nie przeszkadzał w pisaniu i w czytaniu, ok? :)
Chciałabym wam cholernie podziękować za komentarze, za propozycję tłumaczenia bloga na język angielski (KUŹWA, ANONIMKU, BYŁAM ZACHWYCONA, KIEDY NAPISAŁAŚ MI WIADOMOŚĆ NA POCZCIE ;''')), za pytania na asku i za pośpieszenie do wstawienia kolejnego rozdziału. 
Jeśli macie jakieś książki do polecenia, albo blog o Maliku, to dodajcie pod swoją opinią, chętnie zajrzę - w końcu już wakacje.
I taka mała uwaga
TEN BLOG NIE JEST TŁUMACZENIEM jak można w ogóle myśleć, że to jest... Uh. 
DZIĘKUJĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Anonimowi 22 czerwca o 23 - Opisałaś tylko to, co ja robię, czytając dobre książki i aż się zachłysnęłam wodą wtedy (kasłałam chyba do pierwszej w nocy, gdzieś mi wleciało nie tam, gdzie trzeba) :/ Miałam łzy w oczach na twoje piękne słowa, zapewnienia, że jestem dobra, takich wyrazów nigdy za mało, a do mnie to już w ogóle prawie nigdy nie docierają niestety, jestem zbytnią pesymistką.
ELLIOTT - dziękuję za wspomnienie o opisie Mike'a... Jak dla mnie wyszedł on beznadziejnie, ale najwyraźniej ja już o swojej twórczości w ogóle się wypowiadać nie powinnam, bo nic nie widzę w niej :(
ANONIMY proszę podspisujcie się, bo nie wiem komu mam potem dziękować, a anonimowe opinie pod ostatnim rozdziałem były po prostu zachwycające i wyciskające pot z oczu :D 
PAULINA PRZYBYŁA - przybyłaś i mnie zabiłaś :) ZAPRASZAM do siebie skoro szukasz psychologa, chętnie cię przyjmę! Nawet bez kolejki.
ALEX - Haj fajv, Malik to ciota :) I nie wierzę że udało mi się zmanipulować słowami tak, że Willson zaczęła cię  irytować! Misja zakończona! Miałam zamiar właśnie zrobić coś takiego, by Effie była nienormalnie wkurzająca i proszę, chyba dałam radę :D
MEREDITH
LIVV 
NATALIAM - dziękuję za docenienie :D
ILOVEMUSIC - ty 15latko mała wiesz co zrobić, by wywołać uśmiech na mojej twarzy, c'nie?:(
AZA- jeden z trudniejszych rozdziałów?!?!?!?!?!? KURWA DZIEKI DZIEKI DZIEKI DZIEKI DZIEKI DZIEKI za to zdanie kocham cię normalnie
PAULA K
LILITHIUM
DOMINIKA - dobre pomysły mi podsunęłaś, ale nie mogłam dać aż tak drastycznych scenek, aahha :D
JULIA JĘDRAS
DOMINIKA MALIK
HALFATWIN
BROOKSFVCKER
NIENAWIDZĘ CIĘ - Malik to zlo, owszem :)
MYHEARTISYOURS - Witam, w moich skromnych progach


WAM WSZYSTKIM DZIĘKUJĘ, KLĘKAM, CAŁUJĘ W RĄCZKI, W BUŹKI, ŚCISKAM I DZIĘKUJĘ JESZCZE KOLEJNE SETKI RAZY. Nie mam większości co dopisać przy waszej nazwie, żeby się nie powtarzać, więc samo to wyróżnienie niech będzie takim ogromnym podziękowaniem i prośbą, byście jeszcze ze mnie nie rezygnowali. DZIĘKÓWKA.