czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział 28



DAJĘ DWIE PIOSENKI, NIECH LOS ZDECYDUJE, KTÓRĄ WYBIERZECIE, SKORO JA SAMA NIE UMIEM! ♥
 https://www.youtube.com/watch?v=0J2OF1S3iSI                                                      https://www.youtube.com/watch?v=0J2OF1S3iSI  

 NIEPOPRAWIANY ROZDZIAŁ TAKŻE PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY CZY COŚ. NIE MAM SIŁ



A potem otworzyłam oczy i nie było niczego z wyjątkiem jego czarnych dobranych ubrań, postawionych do góry włosów i przenikliwych oczu. Oszalałam.
- Czy ciebie do końca popierdoliło?!
Jego prawie pierwsze słowa od wielu tygodni. Moje milczenie tak wielokrotnie odtwarzane. Mogłam tylko patrzeć na tajemniczą postać samej siebie odbitą w jego spojrzeniu. Z tą różnicą, że teraz wyglądała inaczej. Była większa, poważniejsza, pewniejsza, doświadczona i przez to smutniejsza. I mogłam łatwo stwierdzić, że coś straciła.
Zmarszczyłam czoło, zachowując niepokojącą ciszę. Niewiarygodne, że potrafiłam dzielić ze swoją wyobraźnią długą historię, przeznaczając na to kilka sekund prawdziwego życia. Wiatr chwycił mnie za szyję.
- J-ja.
Nie byłam taka odważna jak w swoich myślach. Nie byłam nawet na tyle inteligentna, żeby ułożyć jedno poprawne zdanie.
- Co ty sobie wyobrażasz? Przychodzisz tutaj… ubrana jak… zachowując się jeszcze gorzej niż suka. Wiem, jaki był twój zamiar i, uwierz, nie osiągniesz nic, pojawiając się w miejscach, do których nie pasujesz.
Dupek, warknęłabym pod nosem.
- Jak śmiesz mówić o mnie w ten sposób? – Chciałam spytać. Stchórzyłam jednak, obserwując uważnie jego drżącą dłoń wsuwającą się w rozczochrane włosy.
- Nie wiedziałem, że można upaść tak nisko. Zadziwiasz mnie każdego dnia – powiedział oschle.
Staliśmy te niezręczne dwa metry od siebie. Przynajmniej nie musiałam się wstydzić swojego chmielowego oddechu. Przynajmniej nie musiałam już zastanawiać się, czy będzie między nami w porządku. My nigdy nie byliśmy porządkiem. Byliśmy totalnie niezgranymi instrumentami, które brzmiały dobrze tylko w separacji.
- Jesteś chory, jeśli wydaje ci się, że cokolwiek zrobiłam dla ciebie – skłamałam, krzyżując ręce. Chyba odzyskałam mowę. Chyba na pewno to przez jego cofnięcie się o krok. Nie chciałam, by się oddalał, ale nie chciałam też się przysuwać. Więc uległam słowom.
- Skoro to nie próba wzbudzenia zazdrości, nie wiem, po co miałabyś wpychać swój pieprzony język do gardła Alexa. Wiesz, jakie mam z nim relacje, zrobiłaś to umyślnie – warknął, prostując pięć palców u każdej z rąk i wpatrując się we mnie gniewnie.
Patrzyłam na niego kilka sekund, potem odepchnęłam się od ściany i spróbowałam go wyminąć, ale zablokował mi przejście. Cofnęłam się z odrazą. Tak blisko do dotknięcia. Działałam odwrotnie od świata i samej siebie. Nie wiedziałam, czego było mi potrzeba.
- Odwal się – wymruczałam.
- W zasadzie to cię podziwiam.
Nie. Drżałam.
Błagam, nie teraz. Nie przybieraj tej maski na twarz, nie wpychaj paznokci pod moje strupy i nie otwieraj ran.
Przekręcił głowę w głębokim rozmyślaniu, pojawił się chamski uśmiech. Uleciała ze mnie energia i chęć do walki. Uleciały promile i zmysły. Mogłam jedynie spoglądać otępiale i z honorem przyjąć słowa.
Z wrzasków ludzi można było się dowiedzieć, że na dywanie dopiero co wylądowały zielono-żółte wymiociny i że ktoś zabawia się w łazience. Jednak między nami były to dwie sekundy. Dalej. Podziwiał mnie.
- Mam dwie teorie odnośnie ciebie. Albo jesteś cholernie idiotyczną dziewczyną bawiącą się w przebieranki i myślącą, że może zmienić cały świat na lepsze, albo jesteś marną aktorką, która nieprawdopodobnie często wpada we własne kłamstwa. Kimkolwiek się nie okażesz, i tak jesteś głupia.
Należy w takich momentach oszczędzić odwagę. Było tyle lepszych rzeczy, które mogłam teraz robić.
Podeszłam bliżej i uniosłam wysoko podbródek. Byłam przy nim tak śmiesznie mała, że to stawało się niesprawiedliwe samo w sobie. Jego wzrok zamykał się na moich jasnych oczach i pochłaniał wszystkie emocje. Wiedział, jak mnie irytował. Mogłam odgadnąć to po jego wrednym półuśmiechu.
- Mimo wszystko, Effie – odezwał się ponownie. Chciałam poczuć pod palcami jego policzek i zobaczyć ten ból, tę piekącą skórę. – Mam nadzieję, że nie nabawisz się gronkowca. Słyszałem, że w ślinie Alexa mało jest jego prawdziwej śliny.
- Potrafisz być jednak bardziej dziecinny, niż sądziłam.
- Żebyś, kurwa, się nie zdziwiła.
- Jaki ty masz w ogóle problem? Czemu mnie wyciągnąłeś na zewnątrz, jeśli masz zamiar mnie stąd wyganiać? – jęknęłam, nie mając na to więcej siły.
Zayn opuścił wzrok i obrócił się tyłem, odchodząc na kilka kroków. W tym czasie, kiedy wyciągał z kieszeni paczkę papierosów oraz zapalniczkę, zaczerpnęłam głęboki oddech i wypiłam zawartość jakiegoś kubka, który stał na parapecie. Nie miałam pojęcia, do kogo należał. Potrzebowałam więcej relaksu, ale też i orzeźwić umysł, uprzytomnić własnemu rozumowi, że to wszystko naprawdę się działo.
- Wyciągnąłem cię, bo zaatakowałaś moją dziewczynę. – Nie mógł nie wymówić słowa „moja” bez wzniosłości i chorej dumy. Musiałam się przesłyszeć.
- Czemu nie jesteś z nią w tym momencie?
- Potrzebujesz większej pomocy.
- Od kiedy chcesz mi pomagać?
- Od kiedy jesteś taka upierdliwa? Zamknij się w końcu – rzekł znudzony, zaciągając się mocno papierosem. Końcówka błysnęła czerwonym żarem, przez moment skupiłam się tylko na nim. - Nie będę ci pomagał.
- Czemu?
- Jesteś taka nieświadoma niczego. – Chyba był poirytowany. A mnie uciekał obraz sprzed oczu. – Zero intuicji.
- Długo będziesz tak mi docinał? Nie fair zarzucać coś pijanemu. W tym momencie się nie obronię, działam na wolniejszych obrotach.
- Miałabyś coś przeciwko, gdybym cię teraz pocałował?
Zaskoczył mnie tym pytaniem. Zapomniałam na chwilę o tym, czym byłam bez niego. Zapomniałam o swojej śmierci i chamstwie chłopaka, który teraz zachowywał się zbyt przyzwoicie jak na niego.
- Mnóstwo.
- Co byś zrobiła?
Nie lubiłam tej rozmowy. Nie tak wyobrażałam sobie nasze pierwsze spotkanie po długim czasie życia osobno. Miało być bez wyrzutów sumienia, bez  krzyków i bez utraty pamięci. A udawaliśmy, jakby było w porządku. Bo przecież tak było. Zayn nie istniał w mgle tamtego dnia, jego usta nie układały się już tylko w słowa „jesteś nikim”. On stał tuż obok mnie, całkiem nie martwy i paskudnie głośny.
- Ugryzła twój język, uderzyła cię, zwyzywała i pewnie uciekła.
- Chcesz się przekonać, że nie zrobiłabyś żadnej z tych rzeczy? – parsknął nonszalanckim śmiechem i wypuścił dym w moją stronę.
- N-nie.
- To powiedz prawdę.
Milczałam dotąd, aż nie wypalił papierosa i nie spojrzał na mnie pytająco, niecierpliwie i nieprzystępnie.
- Nic.
- A wiesz czemu, byś się nawet nie ruszyła?
- Bo by mi się podobało? – prychnęłam, wywracając oczami.
- Bo się boisz. Boisz się kogoś odepchnąć bardziej od bycia odepchniętą. Nie chodzi tutaj o mnie, ale o ciebie. Uciekłabyś, gdybym czegoś spróbował?
- Prawdopodobnie. Co Nick robił dzisiaj w sekretariacie? Szukał cię – przypomniałam sobie nagle i postanowiłam, że to dobra pora na wykorzystanie tematu innego niż Ofiara Effie.
- Nie twoja sprawa. Chciałabyś, żebym cię pocałował?
- Nie twoja sprawa. - Jego spojrzenie nie było już więcej na moich oczach. Wpatrywał się w moje usta, jakby chciał odczytać z nich receptę na nieprzemijające zainteresowanie. Wydaje mi się, że już kiedyś odnalazł to w czyichś ustach.
- Przyszedł, bo musiał mi coś przekazać. – Zazgrzytał zębami rozzłoszczony, że ja również zadaję mu pytania.
- Masz problemy? 
- Chciałabyś, żebym cię pocałował?
- Nie!
- Zrobiłem coś złego, ludzie się dowiedzieli i mnie szukają. Chciałbym cię pocałować.
- Czemu robisz sobie ze mnie żarty? – Coraz mniej wierzyłam, że to tylko jego gierka. Może to wszystko miało głębszy sens?
- Bo lubię. Pocałuję cię teraz. – Jedynie się droczył. Od kilku minut w ogóle się nie zbliżył.
- Nie sądzisz, że zrobiłeś już zbyt wiele złego?
- Nie.
Musiało minąć sporo pełni Księżyca, by to słowo mogło opanować brzegi oceanów i przebić się przez nigdy wcześniej nienaruszoną taflę. Wkroczenie Zayna do mojego życia wyglądało właśnie w ten sposób. On był niezależnym księżycem, który zmieniał się według własnego upodobania, a ja byłam wodą podporządkowaną tylko jemu. Kiedy znikał, moje istnienie nie miało sensu, wysychałam, nie leżałam na dnie, ja byłam tym najgłębszym dnem. A gdy już zaszczycał mnie swoją obecnością, niszczyłam ziemię, wzburzałam się, wylewałam wodospady ze swoich oczu.
- Nie karz mnie za błędy tamtej. Nie jestem nią.
- Robisz dokładnie to samo, co ja parę lat wstecz. – Szarpnął gwałtownie mój podbródek, niecierpliwiąc się. – Nie liczy się dla mnie, czy będziesz dalej okłamywać samą siebie, czy będziesz stawać się kimś innym, by poczuć się lepiej. Zakochałaś się we mnie, a ten fakt nie zniknie nagle z moich myśli. I nie rozumiem tylko, jak można być pochłoniętym czymś, w co się nie wierzy. – Przytoczył tutaj naszą pierwszą rozmowę w szkole dotyczącą miłości i tego, że po prostu nie istnieje.
- Wolałam, kiedy mnie ignorowałeś…
Wtedy mogłam przecież zacisnąć usta i wyjść, teraz postawiono mnie pod murem do ostrzału. Nie pierwszy już raz.
- Zrobię ci przysługę, Effie…
Tak będzie najlepiej.
- Bo tak bardzo jak lubię, kiedy cierpisz… nienawidzę, co się wtedy ze mną dzieje. – Chwycił garść swoich czarnych włosów i wykrzywił się, patrząc prosto w moją twarz.
- Co się dzieje?
- Nie ma tej satysfakcji. Ale jesteś tak skomplikowana, nie łamiesz się i to twoja wina! To wszystko twoja wina, bo chcę cię dobić, jak tylko się da…
Byłam skomplikowana. Według Alexa również. Powiedział mi to. Wtedy w szkole, przed pocałunkiem, do mojego złamanego serca. Zanim Zayn zdołał zrobić to po raz drugi i…
- Nazwałeś mnie zdzirą – powiedziałam spokojnie, powoli przygotowując się na kolejne słowa.
Wydawało się, że nigdy wcześniej nie wypowiedziałam tego słowa. Wiedziałam, że miną kolejne dekady, zanim znowu ośmielę się użyć tego wyrazu. Drżałam na całym ciele, zaczynałam się hiperwentylować.
Malik zacisnął szczękę instynktownie i przełknął ślinę, trawiąc w ciszy to, co udało mi się wydusić. Mogłam zobaczyć jego zmartwienie na twarzy.
- Nie wiem, czemu tak mówiłem.
Mówił, więc to nie jeden raz.
- Nie umiem tego wyjaśnić.
Nie czuł się na tyle winny, by przeprosić.
- Ale nie możesz myśleć, że ktoś taki jak ty, zmieni kogoś takiego jak ja. Ty nie zmienisz nikogo, a ja nikomu nie dam się zmienić. Tacy jesteśmy. Będę oszukiwał ludzi, wykorzystywał ich i robił wszystko dla pieniędzy, kiedy ty… ty będziesz idealną głupią sobą w wyimaginowanym świecie.
- Nie masz racji, Zayn – powiedziałam cierpko. – Z twojego powodu przeobraziłam się w kogoś, kim nie jestem. Zmieniłeś mnie.
- I to jest to, o co płaczesz każdej nocy, Willson! Nie chcę już tego. Nie chcę w ogóle mieć na ciebie żadnego wpływu. Musisz przestać za mną chodzić, a ja muszę przestać o tobie rozmawiać.
Ledwo co go kochałam. Czułam się jak wypchnięta z samolotu bez spadochronu. Albo gorzej, z dziurawym spadochronem. I ten upadek z niekończącej się odległości spowodował, że chyba nie było już dla mnie istotne, w ile burzowych chmur dzisiaj wpadnę.
- Przestań gadać bezużyteczne gówna. Nauczyłeś mnie manipulowania ludźmi, nauczyłeś mnie łamania zasad. Czy dla ciebie to nic nie znaczy?
- Znaczy to tyle, że moje wysokie ego nie jest przesadzone. Moje ambicje są ponad ciebie, dlatego rezygnuję.
- Nie… To musi być coś innego. Widzisz, co ze mną robisz. Jestem taka zdesperowana i wściekła, że ignoruję oczywiste rzeczy. Ignoruję to, że się wycofujesz! – krzyknęłam, uderzając go trzy razy w klatkę piersiową. Odsunął się posłusznie, dając mi chociaż ten rodzaj spełnienia.
- Po prostu nic od ciebie nie chcę! Nie jestem normalnym chłopakiem, nie jestem kimś dobrym dla ciebie, od samego początku to było wiadome i widoczne.
- To czemu wtedy nie trzymałeś się z daleka?
- Miałaś być dłuższą zabawą.
- Idź do piekła, Zayn. Mam nadzieję, że ktoś pokaże ci, gdzie twoje miejsce.
- Nie będę się bronił – zabrzmiało to szczerze i nie miało żadnego sensu. Ani znaczenia.
- Mam ochotę cię uderzyć. Rozbić butelkę na czubku głowy, żebyś tylko poczuł się tak ogłuszony i nieświadom niczego jak ja przez ostatnie tygodnie. Powyzywać cię w sposób, jakiego nigdy przedtem nie używałam. Na sam koniec rozwalić ci usta, żeby ci okropnie spuchły i byś nie mógł nikogo zaczarować tym podłym uśmiechem. I podbić twoje oczy, co będzie ostrzeżeniem, że masz uważać, kogo wybierasz na swoją kolejną ofiarę.
Uśmiechał się figlarnie, wręcz z politowaniem, co kompletnie niszczyło klimat. On się dobrze bawił moim kosztem.
- Jak mówiłem, nie bierz tego do siebie, co zrobisz.
- Myślisz, że zamierzam potem żałować? – Uniosłam brwi.
- Nie przeszkadzaj sobie.
Moja dłoń spotkała się z jego chłodnym policzkiem i to wcale nie był delikatny dotyk. Zapiekła mnie cała ręka, od opuszków palców aż do obojczyka, a głowa Malika przekręciła się na bok. Pożałowałam już w tamtej pierwszej sekundzie. W kolejnej moje usta zapiekły na myśl o tym, by przycisnąć się do jego kości policzkowej, która płonęła czerwonością. Zdusiłam każdy możliwy odruch.
- Nie pamiętasz już, kim jestem? – Jego głos był niski i na skraju agresji. – Nie pamiętasz, co ja potrafię zrobić swoją siłą?
Otworzyłam szerzej oczy w ogarniętym strachu. Nie sugerował niczego, ale i tak straciłam dalszą ochotę na sprawianie mu bólu.
- Cholera – jęknął, poruszając powoli szczęką.
Gdy spotkał moje spojrzenie, zacisnął usta w surowym wyrazie.
Pragnęłam, żeby ktoś przez przypadek upuścił Ziemię z dłoni i żeby potoczyła się ona po cierniach. Miałam nadzieję, że zmiecie mnie z tej powierzchni.
Patrzył na mnie pytająco, ale milczał, co więcej – nie ruszał się.
Zminimalizowałam odległość między nami. Czułam, jak jego spojrzenie zmienia się z niepewnego na niecierpliwe i jak głos układa się w melodię mojego imienia. Moje imię chociaż pamiętał. Chociaż nie pomylił. A ja straciłam kontrolę.
- Effie.
To był ten jeden jedyny ton, którego nigdy nie słyszałam oprócz tego pierwszego razu, gdy poznał moje imię i sprawdzał je, testował, czy brzmi wystarczająco dobrze, czy nadaje się dla kogoś takiego jak ja.
Jego zęby zacisnęły się na wardze, ale oprócz tego nic się nie zmieniło.
- Nie wiesz, ile jest rzeczy na świecie, które chciałabym ci powiedzieć, ani jak wiele wymyśliłam wyzwisk, z którymi się utożsamiasz – powiedziałam mu prosto w twarz i zaraz po tym, cofnęłam się w bezpieczny cień.
Nigdy w swoich snach nie przewidywałam takiego końca. Wszystko okazało się mieć finisz ustalony i pewny już na samym starcie. Bo co się mogło takiego zmienić, skoro my nie chcieliśmy przejść przemiany,  skoro nie wierzyliśmy w przemianę? Zayn chociaż raz postanowił poświęcić mi swoją uwagę, analizując każdy oddech i drgnięcie palca.
- Brakuje mi tylko odwagi. – Nie podobało mi się wcale to, że nie odpowiedział. Chciałam, żeby krzyczał, wybłagał, zrobił cokolwiek, ale nie milczał. – Nie mam tej obojętności, jaką władasz ty. Jednak mam prawdę i powiem ci jeszcze jedną rzecz. Nie byłam i nie jestem w tobie zakochana. Z pewnością też nigdy nie będę. To nie od ciebie zależy moje zachowanie, nie podlegam twoim decyzjom. Szukam swojego miejsca, chcę… chcę poznać ludzi, by zapomnieć o tobie, bo wiem, że każdy może mi dać lepsze wspomnienia. Nie byłeś nigdy kimś wyjątkowym. Byłeś tylko kimś pierwszym.
Nie chciałam mówić tego wszystkiego. Nie chciałam wcale chwycić jego twarzy i pocałować tak głęboko, żeby poczuć jego złamaną duszę. Nie chciałam wcale dusić go uściskiem, przepraszać i wypłakiwać się w jego koszulę.
Ale zrobiłam to wszystko, zamykając oczy i otaczając się ramionami Alexa. I wiedziałam, że mimo obietnic Malika, mimo upokorzenia, jego okropnych słów, obgadywania, plugawych kłamstw i wybrania kogoś innego, wybrania wszystkich innych ponad mnie… Nienawidził tego, co pozwalałam mu oglądać połowę nocy. Nienawidził, jak uśmiechałam się w czyjeś oczy.
Zadawanie sobie cierpienia miało być czymś, co dałoby mi siebie z powrotem. 

______
 
Witam po wiecznej przerwie! ♥♥♥♥♥♂♠○☻♣☺♠Miałam dużo spraw, także piszę bez wyrzutów sumienia.. czuję się, jakbym pisała notkę tylko dla Przyszłej Siebie (bo chyba jedynie ja to czytam), która tu zajrzy jakieś 40000000 razy (przykry los, sama sobie nabijam wejścia :D). Do kolejnego, a i dziękuję za każdy komentarz. Chciałabym, żeby nie ubywało was, napiszcie, co robię źle, bo domyślam się, że nieprawidłowo działam, skoro tak się dzieje :O :O :O :O :O :O :O
to jest tak, że jestem dla was, dopóki wy jesteście, takze dziewcynecki  

BYŁABYM W 9292993449 NIEBIE GDYBY KAŻDA Z WAS POŚWIĘCIŁA MI MINUTKĘ NA KOMENTARZ  
 +++
Dziękuję anonimowi, który mi umilił czas dzisiaj i pogadał o wyborze piosenki D:


♥☻♣ღ˘⌣˘ღ) (。’▽’。)♡ (●´□`)♡
(。♥‿♥。) (✿ ♥‿♥) ♥╣[-_-]╠♥
.  No i sora za ścieżkę dźwiękową, ten rozdział jest głupi i nic nie pasuje do niego.